Dwa głębsze oddechy
Jedyny w historii olimpijski medal nasi dwuboiści zimowi – za sprawą Tomasza Sikory – wywalczyli w biegu masowym. W sobotę w Anterselvie zobaczymy w tej konkurencji aż trzy Polki!
Joanna Jakieła (z prawej) i Natalia Sidorowicz, czyli 2/3 naszych sobotnich nadziei medalowych. Fot. PAP/Grzegorz Momot
BIATHLON
Sukcesem była już środowa sztafeta: nigdy wcześniej Biało-czerwone nie sięgnęły po szóste miejsce na igrzyskach. Podczas włoskich zmagań mamy już także ósme miejsce Kamili Żuk w sprincie i trzy lokaty w drugiej dziesiątce biegu pościgowego. Właśnie ta konkurencja sprawiła, że obok Żuk w „mass starcie” zobaczymy także Natalię Sidorowicz i Joannę Jakiełę.
Trzy losy na loterii
- Muszę przyznać, że nie uwierzyłbym, gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będziemy mieć trzy losy w tej loterii, jaką jest bieg masowy. Choć oczywiście wiedziałem,, że każda z zawodniczek ma potencjał, by wywalczyć w nim prawo startu – podkreśla szkoleniowiec naszej żeńskiej kadry, Tobias Torgensen.
Norweg – do czego już przyzwyczaił kibiców – przed kolejnymi startami swych podopiecznych nie pompuje balonika oczekiwań. Kiedy jednak na trasie na pochwały zasłużą, nie unika komplementowania zawodniczek. Tak było po wspomnianej sztafecie. Podkreślał nie tylko wysokie miejsce, ale i odporność psychiczną. - Stawka jest tak wyrównana, że nie możemy popełniać dużych błędów, chcąc osiągnąć dobry wynik. W biegu sztafetowym wpadliśmy w kłopoty, ale wyszliśmy z nich. I to jest największy powód do dumy, ale także pozytywnego myślenia o przyszłości – uważa Torgensen.
Z medalistką na plecach
Owe kłopoty miały różną naturę. - Nie czułam stresu, bo... ogólnie tego dnia od rana borykałam się z gorszym samopoczuciem – opisywała swe nastroje Kamila Żuk. Joanna Jakieła z kolei w pewnym momencie stanęła oko w oko z koniecznością biegania karnej rundy, a jednak jej uniknęła. - Musiałam wziąć dwa głębsze oddechy przed ostatnim dobieranym strzałem – relacjonowała. I wreszcie Natalia Sidorowicz, która – broniąc szóstego miejsca Polek po ostatnim strzelaniu – mierzyć się musiała z medalistką trwających wciąż igrzysk. - Czułam, że mam kogoś za sobą, ale nie wiedziałam, że to Suvi Minkinem. Obejrzałam się i kiedy ją ujrzałam, chciałam nawet ją puścić przodem, żeby nie wiozła się na moich plecach, ale nie była zainteresowana. No więc zaatakowałam na ostatnim podbiegu i jej uciekłam – opowiadała z wypiekami na twarzy.
W dziesiątce... albo wyżej!
W sobotę Polki też będą walczyć ramię w ramię z rywalkami, czując ich oddechy na plecach. Emocje związane z „mass startem” wyraźnie w nich buzują. - Nastawienie? Jak najbardziej bojowe, pozytywne. Nie mam nic do stracenia. Jestem w najlepszej „30” igrzysk olimpijskich, a mogę być jeszcze wyżej. Znając swoją dyspozycję biegową, a teraz też i strzelecką - nic, tylko wykonać swoją pracę i zobaczyć, jaki to da rezultat – zadeklarowała Kamila Żuk.
- Najważniejsze będzie skupienie na sobie i dobra praca na strzelnicy – Natalia Sidorowicza dość oględnie zapowiadała cele na sobotę. Obie wyżej wymienione zawodniczki startowały w biegu masowym w styczniu, w Novym Meście na Morawach. Sidorowicz skończyła 24. (z czterema pudłami), dwie lokaty niżej uplasowała się Żuk, mając... aż dziewięć (!) rund karnych. To pokazuje, jak ważny jest każdy pocisk posłany poza czarne kółeczko...
Nagroda elitarna
Dla Joanny Jakieły będzie to z kolei debiutancki w tym sezonie (a drugi w karierze w światowej czołówce) występ w tej konkurencji. - Ten start wśród elity to trochę taka nagroda za igrzyska. Czuję wyróżnienie, pozytywną energię, no i nie mogę się doczekać biegu! - zadeklarowała biathlonistka z Kościeliska.
Biało-czerwone w gronie 30 zawodniczek stanowić będą 10 procent całej stawki. Mental mają mocny, więc... może jeszcze raz – i jeszcze bardziej niż w środę – zadziwią biathlonowy świat? I oby pamiętały, że w razie kłopotów zawsze dobrze robią dwa głębsze oddechy...
Dariusz Leśnikowski
