Dopóki walczysz...

Skazywana na spadek GieKSa sprawiła ogromną niespodziankę, rozbijając mierzący w play off Norwid Częstochowa.

Aymen Bouguerra nie miał litości dla swojego byłego klubu. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus

PLUSLIGA

Przed meczem GKS – Steam Hemarpol Norwid wszystkie atuty były w rękach gości. Do tej pory spisywali się znakomicie, nikogo się nie bali - wygrali z całą czołówką - i okrzyknięci zostali nawet rewelacją rozgrywek. W plebiscycie Śląskiego Związku Piłki Siatkowej zostali wyróżnieni tytułem „Odkrycia roku 2024”. Ich atakujący Patrik Indra zawojował PlusLigę. Seryjnie zdobywał punkty i kolekcjonował tytuły MVP (ma ich sześć). Do Katowic przyjechał w glorii najlepszego punktującego i atakującego ligi. W barwach Norwida drugą młodość przeżywa też Emil Ebadipour, dobre recenzje zbierają Quinn Isaacson, Daniel Popiela i Bartłomiej Lipiński. Co mogli przeciwstawić im katowiczanie? Na pewno wolę walki i ambicję, bo choć do starcia z Norwidem wygrali tylko trzy spotkania, w wielu innych chwaleni byli za postawę, walkę i dobrą grę.

Trener GieKSy, Emil Siewiorek, przed meczem miał spory problem. Z powodu grypy wypadł mu podstawowy libero i kapitan Bartosz Mariański. Szansę dostał debiutant w PlusLidze, Patryk Waloch. - Starałem się zepsuć jak najmniej, bo nerwy przed meczem były. Cały dzień trzeba było czekać, graliśmy przecież późno (20.30). Ale gram już trochę w siatkówkę. W PlusLidze jest po prostu wyżej, szybciej, mocniej. Kiedy spotkanie się zaczęło, czułem się już wyluzowany – przyznał siatkarz, który do Katowic przyszedł z drugoligowego CM Soleus KS Rudziniec.
Od początku meczu kibice przecierali oczy ze zdziwienia. Zamiast dominacji Norwida, prym wiedli gospodarze. Rozgrywali najlepsze spotkanie w sezonie. Pierwsze skrzypce grał Aymen Bouguerra, przed sezonem skreślony przez działaczy... Norwida. Młody Tunezyjczyk jest znany z dynamiki i siły ataku, słabo mu natomiast idzie w przyjęciu zagrywki. Tym razem w obu elementach był doskonały. Nawet jeśli niedokładnie dograł piłkę do rozgrywającego, naprawiał swój błąd w ataku. Niewiele mu ustępowali: Joshua Tuaniga, Bartłomiej Krulicki, Alexander Berger i Łukasz Usowicz. Zaskoczeni częstochowianie nie mogli złapać rytmu. Nie potrafili „odskoczyć”. Za to katowiczanie po kolejnych udanych akcjach „poczuli krew”. Z każdą kolejną grali coraz lepiej. Wygrali końcówkę pierwszego seta, a w drugim rozbili rywali, którzy nie byli w stanie wyrwać się z niemocy. Nawet Indra miał ogromne problemy. W pewnym momencie, po kolejnym nieporozumieniu, nie wytrzymał Ebadipour. Mocno nakrzyczał na swoich kolegów. Ci z pokorą znieśli krytykę, ale... niewiele to zmieniło. Druga partia również padła łupem miejscowych. Dopiero w trzeciej częstochowianie się przebudzili, ale też tylko na chwilę. Najpierw odrobili straty (4:9), wygrali seta, ale potem wrócili do gry z początku meczu. Gospodarze wykorzystali szansę i zamknęli starcie w czterech odsłonach, pokazując, że wcale nie zrezygnowali jeszcze z walki o pozostanie w elicie. A Norwid... cóż, jego kibice nie szczędzili swoim siatkarzom krytyki. „Dziś w meczu było widać odkrycie, aż śmierdzi to wszystko, pierwszy mecz co powiem totalne dno czy wy siedzieliście w szatni a przeciwnik grał ???”. „Zrobiliście pośmiewisko z siebie i debili z kibiców, którzy pojechali do Katowic. Żądamy przeprosin za tą farsę! Zrobiliście sobie z nas jaja!!! Pociągiem powinniście wracać do Częstochowy” (pisownia oryginalna) – to tylko niektóre ich komentarze.

◼  GKS Katowice – Steam Hemarpol Norwid Częstochowa 3:1 (25:22, 25:19, 22:25, 25:16)

KATOWICE: Tuaniga (2), Berger (12), Usowicz (15), Gomułka (10), Bouguerra (23), Krulicki (13), Waloch (libero) oraz Domagała, Kisiluk (3), Hudzik (1). Trener Emil SIEWIOREK.

CZĘSTOCHOWA: Isaacson (3), Ebadipour (10), Adamczyk (10), Indra (18), Lipiński (11), Popiela (3), Masłowski (libero) oraz Kogut, Borkowski (4), Kowalski. Trener Cezar DOUGLAS SILVA.

Sędziowali: Tomasz Janik (Warszawa) i Magdalena Niewiarowska (Ludwinowo Zegrzyńskie). Widzów 488.

Przebieg meczu

I: 8:10, 14:15, 20:19, 25:22.

II: 10:9, 15:14, 20:16, 25:19.

III: 10:7, 12:15, 16:20, 22:25.

IV: 10:5, 15:9, 20:13, 25:16.

Bohater – Aymen BOUGUERRA.

(mic)