Dojrzałość mistrzów
CZWARTA TERCJA - komentarz Włodzimierz Sowiński
Tomaš Fučik prezentuje wysoka formę i jest fundamentem obrońców tytułu mistrzowskiego. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Mądry Tyszanin po szkodzie – nieco sparafrazowałem stare porzekadło, bo pasuje jak ulał do sytuacji obrońców tytułu mistrzowskiego. Wprawdzie za nami zaledwie trzy niepełne kolejki Tauron Hokej Ligi, więc trudno się silić na daleko idące wnioski, ale jedno jest pewne -Tyszanie wyciągnęli wnioski z surowej lekcji z pierwszych dwóch rund poprzedniego sezonu. I wówczas, i teraz uczestniczą w Hokejowej Lidze Mistrzów i wstydu nie przynoszą, ale też i punktów nie zdobywają. Trudno się dziwić, wszak mają rywali z elity europejskiej.
- To tylko fajna przygoda i udział zapiszemy w swoim CV, zaś krajowe podwórko jest najważniejsze – przekonują mnie na każdym kroku. W ubiegłym roku, mniej więcej o tej samej porze, takich stwierdzeń nie słyszałem, ale widać, że zmienił się punkt widzenia. Wówczas, tak się wydaje, w Tychach zbagatelizowali początek ligowej rywalizacji, tracąc punkty na zawołanie. Efekt? Nie zakwalifikowali się do finałowego turnieju Pucharu Polski i niektórzy z nich z tego powodu ubolewają do dzisiaj.
Najważniejsze, że z tej bolesnej lekcji wyciągnięto właściwe wnioski. Tyszanie, w moim przekonaniu, mają nieco słabszy, a przede wszystkim szczuplejszy skład niż rok temu, a na dodatek kontuzje ich nie oszczędzają i wykluczyły kilku czołowych zawodników. Tymczasem po trzech kolejkach mają komplet punktów, a, co ważniejsze, cenne wygrane z GieKSą (6:2 u siebie) i z Zagłębiem (4:1 na wyjeździe).
W tej ostatniej potyczce zaprezentowali niesłychaną dojrzałość oraz skrzętną realizację planu taktycznego, choć w składzie mieli dwóch małolatów, 17- i 18-letnich debiutantów, którzy musieli stawiać czoła kandydatom do złota. Zespół mocno wspierał Tomaš Fučik, zaliczając wiele udanych interwencji. Pozornie schowani i nastawieni na obronę własnej tercji, przy każdej nadarzającej się okazji pędzili do przodu i sprawdzali czujność Karolusa Kaarlehty.
Tyszanie, jak na razie, grają bez pudła, bo nie bagatelizują rywali i są skupieni na pracy, jaką mają do wykonania. Zadanie jest jedno: nie tracić frajersko punktów, by potem nie szlochać po kątach z powodu miejsca poza czołową czwórką i brakukwalifikacji do finału PP. Tym razem, tak się wydaje, nie ma takiego zagrożenia.
