Dobrze, że… leje

KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz

Od początku rywalizacji o Puchar Narodów Afryki w Maroku leje jak z cebra. Jeszcze zanim turniej się rozpoczął 21 grudnia, to w prowincji Safi w mieście o tej samej nazwie powódź kosztowała życie aż 41 osób. Jadąc pociągiem z Marrakeszu do Casablanki czy z Rabatu do Fezu, mija się zalane pola i łąki, wodę rozlewającą się na drogach i tamującą ruch. Hektolitry spadają na metr kwadratowy.

Utrudnia to też grę i pracę podczas mistrzostw Czarnego Kontynentu. W słynnej medynie (stara dzielnica arabskich miast, zwłaszcza w Afryce Północnej  – przyp. red.) w Fezie spotkałem turystów z Warszawy, którzy chcieli się wybrać na mecz Nigeria – Mozambik w tym mieście, ale z powodu kiepskiej pogody, czyli ciągłych opadów, zrezygnowali. Trzy czwarte The Fes Stadium jest otwarte, tylko jedna trybuna ma zadaszenie, więc nie chcieli moknąć. Nic dziwnego, że mający pojemność 45 tys. kibiców stadion, gdzie na co dzień gra występujący w marokańskiej Botoli klub MAS, był wypełniony ledwie w jednej trzeciej (14,5 tys. fanów).

Pada co kilka godzin. Raz wyjdzie słońce, za chwilę znowu woda leje się z chmur. Kiedy rozmawiam z Marokańczykami, to nie martwi ich taka pogoda. Jak mówią, miesiące od grudnia do lutego to czas opadów, ale w tym sezonie pada znacznie częściej niż w poprzednich latach. – Lepszy taki deszcz niż jego brak. Zmagamy się z suszą, z brakiem wody. Taka pogoda to zbawienie – tłumaczy Said, właściciel hostelu, gdzie mieszkam w medynie w Rabacie. Codziennie rano odgarnia wodę, żeby te kilka osób, które tu mieszka, mogło zejść na śniadanie (stary budynek w środku nie ma dachu). – Taka dodatkowa praca mi nie przeszkadza. Deszcz jest zbawieniem – powtarza.

Jak tłumaczą tutejsi naukowcy, opady, których doświadcza Maroko, przypominają zimy lat 60. i 70. XX wieku. Wszyscy się cieszą z dużej ilości wody po siedmiu latach suszy. Te deszcze pozwoliły zgromadzić miliard metrów sześciennych we wszystkich marokańskich zbiornikach, co stanowi niemal 60 proc. rocznych potrzeb wody pitnej dla wszystkich miast w tym kraju Afryki Północnej.

Czy ten deszcz ożywi poczynania gospodarzy na piłkarskim boisku? Trudno powiedzieć… Na razie Lwy Atlasu trzy mecze wygrały i w grupie zremisowały z Mali, które też jest już w ćwierćfinale i które w pierwszym meczu 1/4 finału zmierzy się w piątek o godzinie 17.00 w Tangerze z Senegalem.

Co do miejscowych, to nie ma jednak wielkiego zadowolenia, entuzjazmu. Gra czwartej drużyny MŚ 2022 nie przekonuje. Wspomniany remis z malijskimi Orłami, wymęczone 1:0 z rewelacyjną Tanzanią w 1/8 finału... Selekcjoner Walid Regragui podkreśla, że dla niego liczy się przede wszystkim wynik, kolejny awans, ale kibice, patrząc na wielki potencjał tutejszej reprezentacji, chcą czegoś więcej – dobrej, efektownej, ofensywnej gry, a na razie tego brakuje. Zupełnie bez formy jest siedzący na ławce Sofiane Amrabat, jeden z liderów Maroka na tak udanym dla nich mundialu w Katarze. Na dodatek z drugiej linii z powodu kontuzji wypadł kierujący grą drużyny Azzedine Ounahi. To tak, jakby stracić Piotra Zielińskiego i Sebastiana Szymańskiego.

To kłopoty gospodarzy, którzy muszą wszystko rozwiązać przed grą o być albo nie być z Kamerunem w piątek w Rabacie. Jeśli nie będzie zwycięstwa i awansu do czołowej czwórki, to mogą polecieć głowy, z tą selekcjonera włącznie. A, co trzeba podkreślić, łatwo z Nieposkromionymi Lwami, najmłodszą na tym turnieju reprezentacją, nie będzie, bo na razie spisują się znakomicie!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się