Dobrze do przerwy

Gdyby mecz trwał 45 minut, to w Zabrzu mogliby być zadowoleni po występie w Poznaniu

Górnicy nie dali rady Lechowi. Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

GÓRNIK ZABRZE

Drużyna prowadzona przez Michala Gasparika jechała do stolicy Wielkopolski podbudowana dwiema wygranymi - z Lechią u siebie i z Piastem w Gliwicach. Były powody do optymizmu. Solidny początek rozgrywek, w miarę niezła gra, a przecież przy licznych zmianach w kadrze czas ma grać na korzyść drużyny.

Jeden błąd

Inny powód do optymizmu to lepsza gra w defensywie. W poprzednim sezonie zabrzanie łatwo tracili bramki, szczególnie po stałych fragmentach. Do przerwy przy Bułgarskiej defensywa zabrzan kierowana przez Rafała Janickiego trzymała się bez zarzutu. Wszystko było tak zaryglowane, że mistrz Polski wiele nie mógł zdziałać. Górnik nie chciał się przy tym ograniczyć tylko do obrony, ale kiedy można było korzystał z szybkości swoich zawodników - po raz pierwszy grającego w wyjściowej jedenastce Roberto Massimo czy skrzydłowych, Kamila Lukoszka i Taofeeka Ismaheela.

Wszystko było dobrze do 60 min, do błędu Marcela Łubika, który źle zachował się wychodząc do piłki zagranej przez Joela Pereirę. Bramkarz Górników nie zrozumiał się z Pawłem Olkowskim, a błąd wykorzystał szwedzki pomocnik Leo Bengtsson. To był, co podkreślali po meczu obaj szkoleniowcy, Niels Frederiksen i Michal Gasparik, kluczowy moment sobotniego spotkania, wygranego przez mistrza Polski 2:1.      

Powody do optymizmu 

- Myślę, że w pierwszej połowie to my byliśmy bliżej zdobycia bramki. W drugiej połowie wszedł Gholizadeh, mający bardzo dużą jakość piłkarską i techniczną, więc mieliśmy trochę problemów. Do pierwszej bramki Lech nie stwarzał sobie jednak wielu sytuacji. Miał co prawda większą kontrolę nad grą, ale nie przekładało się to na zagrożenie. Zabiła nas pierwsza bramka, za łatwo ją straciliśmy. Pokazaliśmy jednak, że nasza gra wygląda nieźle. Jeżeli będziemy to kontynuować, grać tak dalej i walczyć, to czeka nas dobry sezon - nie ma wątpliwości kapitan zespołu Erik Janża.

W podobnym tonie wypowiada się lider linii środkowej Patrik Hellebrand. - W pierwszej połowie dobrze presowaliśmy, a gdy byliśmy przy piłce, to graliśmy do przodu. Były też sytuacje bramkowe. Niestety w drugiej połowie to Lech był lepszy, dlatego wygrał. Czego zabrakło? Myślę, że większej liczby strzałów. Szczególnie w pierwszych 45 minutach dochodziliśmy do pola karnego i nie uderzaliśmy. Sam miałem dwie takie sytuacje, gdy mogłem próbować strzelać. Lech ma bardzo dużo jakości, ale byliśmy w stanie w Poznaniu zapunktować - przyznaje czeski pomocnik zabrzańskiej jedenastki. 

Na rozmyślanie o tym, co było w starciu z Kolejorzem, nie będzie wiele czasu, bo już w piątek Górnika czeka kolejne starcie, kiedy na stadion im. Ernesta Pohla zawita beniaminek z Niecieczy, prowadzony przez byłego trenera Górnika, Marcina Brosza!

Michał Zichlarz