Dobry omen

Efektowne zwycięstwo z Cracovią dało nadzieję na udaną końcówkę sezonu pod Jasną Górą. Inni też jednak wygrywali...

W meczu przeciwko swojemu byłemu klubowi Patryk Makuch spisał się wprost rewelacyjnie. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Miniona kolejka była ewenementem obecnego sezon ekstraklasy. Wszystkie kluby z czołówki poza Zagłębiem Lubin (czy jednak drużynę Leszka Ojrzyńskiego można już zaliczać do ligowego topu?) solidarnie wygrały swoje mecze, co powoduje, że status quo został zachowany.

Raków jest w o tyle dobrej sytuacji, że do końca sezonu jedyny rywal z czołówki, z jakim będzie się mierzył, to Jagiellonia (u siebie, 13.05.). Nie oznacza to, że o punkty z Lechią (25.04.), Koroną (8.05.), Piastem (17.05.) oraz Arką (23.05.) będzie łatwiej, zwłaszcza że żadna z tych drużyn przed meczem z Częstochowianami raczej nie będzie pewna utrzymania. Ale pozostałe kluby z czołówki będą skazane na straty punktów w konfrontacjach między sobą.

Magia liczb i suma szczęścia

4:1 z wyjątkowo nieleżącą Rakowowi Cracovią ma swoją wartość, ale i symbolikę, którą pod Jasną Górą traktują jak dobry omen. Od momentu powrotu do ekstraklasy w 2019 roku do ostatniej niedzieli aktualni wicemistrzowie Polski wygrali z Cracovią zaledwie raz. Miało to miejsce 18 marca 2023 r., a kilka tygodni później w Częstochowie świętowano historyczne mistrzostwo Polski. Jakby analogii było mało, wtedy Raków również wygrał 4:1! Bramki zdobywali Vladislav Gutkovskis, Bartosz Nowak, Ivi Lopez oraz Marcin Cebula.

Z tego zestawu w Częstochowie nadal jest tylko Hiszpan, ale akurat jest kontuzjowany. Teraz do strzeleckiego protokołu zapisali się Patryk Makuch (dwukrotnie), Jonatan Brunes oraz Leonardo Rocha. – Magia liczb? W taką magię wierzę! – mówił po spotkaniu uradowany zdobywca dwóch goli i po chwili dodał: - Musimy patrzeć z meczu na mecz, skupić się na każdym najbliższym kroku, bo nie ma co wybiegać za daleko w przyszłość. Chcemy wykonać swoją robotę w każdym kolejnym meczu, a gdzie nas to zaprowadzi, czas pokaże. Teraz myślimy już tylko o wygranej z Lechią w Gdańsku.

Nie ma co ukrywać, że w ostatnim meczu Cracovii pod wodzą Luki Elsnera (Słoweniec został zdymisjonowany dzień po spotkaniu) do Rakowa uśmiechnęło się szczęście, bo do momentu zdobycia pierwszej bramki to rywale spod Wawelu mieli zdecydowaną przewagę i stwarzali lepsze sytuacje. Trener Rakowa ma na to jednak bardzo logiczne wytłumaczenie. - Jeśli jeszcze w trzech meczach szczęście się do nas uśmiechnie, to wyjdziemy z nim na zero. Z Radomiakiem i na Legii mogliśmy wygrać, gdybyśmy mieli tego szczęścia odrobinę więcej. Zawsze tak jest w sezonie, że jeśli dobrze pracujesz i jesteś konsekwentny, to bilans na koniec wyjdzie na zero – przyznał Łukasz Tomczyk.

Makucha piłka słucha

Kibiców może cieszyć świetna dyspozycja w tej rundzie Patryka Makucha. We wcześniejszych spotkaniach imponował przede wszystkim harówką na całej długości i szerokości boiska. To piłkarz, któremu czasami można odmówić nieco umiejętności, ale nigdy - braku zaangażowania na sto procent. Przeciwko swemu byłemu klubowi dołożył jednak to, co dla napastnika najważniejsze: gole. - Na początku trudno nam było złapać taki rytm, aby wykreować sobie dobre sytuacje, aby ta gra nam się trochę lepiej zazębiła. Ważne, że w tym momencie utrzymaliśmy wynik, potrafiliśmy to wybronić, znaleźć tę jedną okazję i ją wykorzystać. To nas uskrzydliło i swobodniej prowadziliśmy grę. Dobrze, że w drugiej połowie nie zadowoliliśmy się skromnym prowadzeniem, tylko chcieliśmy strzelać następne bramki. Z każdą kolejną minutą nasza przewaga była większa i dobrze że, ją wykorzystaliśmy – przyznawał po meczu 27-latek. Indywidualnie pochwalił go również szkoleniowiec, co nie zdarza się specjalnie często. – Patryk dał dużą intensywność, do tego bramki i cały czas był gotowy pomóc zespołowi.

Udany debiut

Szereg kontuzji w Rakowie (listę poszerzył Lamine Diaby-Fadiga) zmusza sztab do szukania rozwiązań alternatywnych i dawania szans graczom głębokiej rezerwy. Szczególnie mocno doskwierający jest brak Karola Struskiego w środkowej strefie boiska, ponieważ Marko Bulat – delikatnie mówiąc – daleki jest od optymalnej formy. W końcówce meczu z Pasami zastąpił go Abraham Ojo i trzeba przyznać, że nie popełnił żadnego błędu. Czy to może być częstsza opcja na końcówkę sezonu? - Dostał szansę, trzeba go zobaczyć w innych sytuacjach. Grał bezpiecznie, można mu dać mały plus, ale jeszcze daleka i trudna droga przed nim. Oskar Repka i Marko Bulat muszą być bardziej regularni, utrzymywać poziom – uważa Tomczyk.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się