Do zobaczenia na Śląskim!
Na Stadionie Śląskim odnosiliśmy najważniejsze zwycięstwa - czy to chodzi o reprezentację, czy o zespoły klubowe – przypomina Stanisław Oślizło.
Stanisław Oślizło na Stadionie Śląskim rozegrał wiele ważnych spotkań! Fot. Norbert Barczyk/PressFocus.pl
REPREZENTACJA
Mało kto z piłkarzy zna chorzowski obiekt tak dobrze jak Stanisław Oślizło. Jeden z najlepszych polskich obrońców występował przecież na nim przez lata czy to jako piłkarz Górnika Zabrze, czy reprezentacji Polski. Z górniczym klubem grał na Stadionie Śląskiem nie tylko w wielkich pucharowych bojach w latach 60., ale także w meczach ligowych. Nierzadko przecież stadion w Chorzowie gościł w weekendy także ligowców: Ruch, Polonię, Górnika. Wtedy nie każdy musiał mieć swój super stadion, koniecznie nowy.
Do Warszawy nie po drodze
W poniedziałek poznamy decyzję futbolowych władz, na którym stadionie - czy jak w ostatnich latach PGE Narodowy w Warszawie, czy Stadionie Śląskim - będą rozgrywać Biało-czerwoni mecze w eliminacjach do najbliższych mistrzostw świata.
W czwartek delegacja PZPN z prezesem Cezarym Kuleszą gościła w Katowicach.
- Po to mamy piękny stadion na Śląsku - zresztą z niesamowitymi tradycjami, bo przypomnę, że prawie wszystkie sukcesy reprezentacji są kojarzone ze Stadionem Śląskim - żeby na nim grać. Początki sukcesów kadry to właśnie ten stadion, nie tylko zresztą reprezentacji, ale i klubów ligowych jak Górnika Zabrze, czy Ruchu Chorzów. Kiedy przeczytałem, że mecze Biało-czerwonych przerzucono na Stadion Śląski, to bardzo się ucieszyłem. Mnie do Warszawy nie jest po drodze. Rzadko kiedy wyjeżdżałem tam na mecze reprezentacji, a Stadion Śląski to odpowiednie miejsce – podkreśla Stanisław Oślizło.
57-krotny reprezentant Polski, jeden z najlepszych środkowych obrońców w historii naszej piłki, na Śląskim grał wielokrotnie. Obrońca rodem z Wodzisławia Śląskiego debiutował w narodowych barwach w maju 1961 roku meczem z ZSRR na Stadionie X-lecia w Warszawie. Jedno ze spotkań z tamtego czasu, właśnie na Śląskim, pan Stanisław pamięta do dziś. Chodzi o pojedynek z Danią 5 listopada 1961 roku. Rywal wygrywał wtedy mecz za meczem, a w Chorzowie poniósł klęskę. - Pamiętam tę grę z Danią dość dobrze. Piłka kleiła się do śniegu! Żeby ją normalnie wprowadzić do grania, trzeba było „klupnąć” czubkiem buta, by biały puch z niej opadł, a potem zagrać. Wygraliśmy 5:0, a dwie bramki strzelił wtedy napastnik Odry Opole Norbert Gajda. Resztę dorzucił Ernest Pohl i wysoko wygraliśmy - opowiada. Zdjęcia z tamtego spotkania potwierdzaj ile śniegu zalegało na boisku. Na ławkach piłkarze siedzieli opatuleni kocami. Zima przyszła wtedy wcześniej.
120 tys. na trybunach!
Kadra to jedno, a pucharowe mecze „Górników” to inna sprawa. W latach 60. najlepsza polska drużyna seryjnie zdobywała mistrzostwo i puchar kraju, a świetnie radziła sobie też w europejskich rozgrywkach. W 1968 roku Górnik pod wodzą Węgra Gezy Kalocsaya doszedł do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, gdzie w ćwierćfinale pokonał – jako jedyny w rozgrywkach - późniejszego triumfatora rozgrywek Manchester United Matta Busby'ego 1:0 (gol Lubańskiego). A sezon 1969/70 i awans do finału Pucharu Europy Zdobywców Pucharów?
- Najmilej wspominam mecze pucharowe z takimi zespołami, jak Manchester United, Manchester City, Tottenham, Roma, Rangersi, Austria Wiedeń. To wspaniałe wspomnienia i przeżycia, bo przecież ważne zwycięstwa, sukcesy. Wiele o tych spotkaniach można teraz opowiadać! Nie da się tego zapomnieć. Oby następne pokolenie też mogło coś takiego przeżyć – zaznacza Stanisław Oślizło.
Jeden pucharowy pojedynek zasługuje na szczególne uznanie i to wcale nie z wielkim i renomowanym rywalem, a z Austrią Wiedeń rozegrany 18 września 1963 roku. Zabrzanie wygrali wtedy 1:0 po trafieniu Romana Lentnera w II połowie. Mecz z uwagi na defensywną grę Austriaków nie był porywającym widowiskiem, ale chodzi o coś innego, a mianowicie o rekordową w historii polskiej piłki frekwencję. Na trybunach było… 120 tys. osób!
- To niesprawiedliwa opinia, że był to słaby mecz. Przyjechał do nas mistrz Austrii, my byliśmy mistrzem Polski. A liczba kibiców? To rekord już chyba nie do pobicia. Wiadomo, takich stadionów już nie ma. Nawet Maracana zeszła z 200 tys. na dużo mniejszą pojemność. To było coś niesamowitego widzieć tyle kibiców na stadionie! Człowiek siedział przy człowieku. A co do meczu z Austrią to potrzebne było potem trzecie spotkanie, żeby rozstrzygnąć losy rywalizacji, bo my wygraliśmy u siebie, a oni we Wiedniu. Kierownictwo Austrii zaproponowało mecz na „neutralnym terenie” na Praterze we Wiedniu i oczywiście nasze kierownictwo zgodziło się na takie rozwiązanie, skuszone niezłą porcją finansową jak na tamte czasy (śmiech). No i klepnęliśmy tych Austriaków, graliśmy dalej. A na zakończenie swojej wypowiedzi powiem jeszcze: do zobaczenia na Stadionie Śląskim! – mówi w swoim stylu Stanisław Oślizło.
Michał Zichlarz
