Do trzech razy sztuka?
Na Półwyspie Apenińskim zaczyna się nerwowe odliczanie do baraży. Istnieje realne zagrożenie, że Włosi znowu nie pojadą na mundial.
Reprezentacja Włoch to dalej marka, ale w rzeczywistości jest kolosem na glinianych nogach. Fot. IPA/SIPA USA / Press Focus
Listopadowa porażka 1:4 z Norwegią w eliminacjach do mistrzostw świata sprawiła, że reprezentacja Włoch musi wziąć udział w barażach, które są dla nich przeklęte…
Teoretycznie są faworytami
Azzurri co prawda przegrywali tylko z drużyną ze Skandynawii (w pierwszym meczu 0:3), ale zdarzały się spotkania, które były katuszami dla kibiców tej reprezentacji. Tak było w starciu z Izraelem, które Włosi wygrali 5:4, ale dopiero po golu w doliczonym czasie gry, a także w rywalizacji z… Mołdawią, która bardzo dobrze się broniła, ale skapitulowała pod koniec meczu.
W barażach zespół selekcjonera Gennaro Gattuso zmierzy się z Irlandią Północną, z którą teoretycznie powinien dać sobie radę (w przypadku zwycięstwa zmierzą się z wygranym z pary Walia – Bośnia i Hercegowina). Teoretycznie, bo na Półwyspie Apenińskim poważnie boją się, że będzie kolejna wpadka. Ostatni raz obie reprezentacje mierzyły się w 2021 roku, podczas… eliminacji do mistrzostwa świata w Katarze. Wtedy Azzurri wygrali 2:0 i bezbramkowo zremisowali, więc sprawa nie jest tak oczywista. Do tego dochodzi klątwa, która wisi nad reprezentacją od kilku lat. Mianowicie Włosi mogą po raz trzeci z rzędu nie awansować na mundial!
Kompromitacja goniła kompromitację
Problemy zaczęły się w 2017 roku, kiedy doszło do porażki ze Szwecją. Zawodnicy ówczesnego selekcjonera Giampiero Ventury przez 180 minut nie potrafili strzelić gola i odpadli po porażce w pierwszym spotkaniu 0:1. Wtedy to był drugi raz w historii, kiedy Azzurri nie zakwalifikowali się na mistrzostwa świata. Ostatni raz ominęli je w 1958 roku. Wtedy włoskie media pisały o jednej z największych kompromitacji w historii, ale ta przyszła kilka lat później. Włoska reprezentacja jako mistrz Europy, doznała kompromitującej porażki z Macedonią Północną i odpadła już w półfinale baraży. To była dopiero czwarta sytuacja w historii, kiedy mistrz Starego Kontynentu nie pojechał na mundial. Wcześniej takimi przypadkami były Czechosłowacja (mistrz w 1976, brak awansu w 1978), Dania (1992/1994) oraz Grecja (2004/2006).
– Nie możemy ciągle wracać myślami do tego, co wydarzyło się w poprzednich eliminacjach. To jest przeszłość i jeśli będziemy nosić ją w głowie, tylko zrobimy sobie krzywdę. Ten zespół nie może wychodzić na boisko z lękiem, z ciężarem tego, co stało się w 2018 i 2022 roku. Musimy być spokojni, skoncentrowani i myśleć wyłącznie o tym meczu, o teraźniejszości – mówił na poniedziałkowej konferencji prasowej selekcjoner Gennaro Gattuso.
Zgoła inna rzeczywistość
Ostatni raz, kiedy Włosi zagrali na MŚ miał więc miejsce w 2014 roku w Brazylii. Zatem kibice czekają już 12 lat na występ swojej reprezentacji na mundialu. Jednak Azzurri nie wspominają miło tego występu, ponieważ odpadli już w fazie grupowej, podobnie jak cztery lata wcześniej w RPA. Ostatni dobry mundial w wykonaniu piłkarzy z Półwyspu Apenińskiego miał miejsce w 2006 roku, kiedy wygrali cały turniej, pokonując w rzutach karnych reprezentację Francji.
Obraz nędzy włoskiej piłki zatuszowały wspomniane wygrane Mistrzostwa Europy w 2021 roku. W kraju zapanowała euforia, a zwycięzców się… nie osądza. Wtedy jednak stale przez wiele lat pomijano jeden znaczący fakt, że znakomite pokolenie piłkarzy, którzy byli we włoskiej kadrze, musi zostać kimś zastąpione. Jednym zdaniem, zawalono proces szkolenia kolejnych reprezentantów. W listopadzie po porażce z Norwegią przyznał to Gianluigi Buffon, rekordzista pod względem występów we włoskiej kadrze (176 spotkań) – Kryzys zaczął się dwadzieścia lat temu, kiedy zbyt mocno polegaliśmy na naszych gwiazdach, Buffonie, Cannavaro, Tottim wierząc, że będą zawsze dostępni. Nie zadbaliśmy wtedy o nowoczesne podejście taktyczne i techniczne – powiedział były bramkarz. Zatem w czwartek może nastąpić nowe otwarcie. Albo i nie…
Miłosz Cebo
