Do bramki postawił go dziadek
Lech gra w sobotę na Arenie Zabrze. Bramkarz gości może liczyć na wsparcie z trybun.
Trzy piłkarskie pokolenia: pan Rufin, Bartosz i Piotr. Fot. archiwum rodziny Mrozków
LECH POZNAŃ
W koszulce Górnika nie zagrał ani razu. Ale kiedy miał lat „naście”, czasami widywano go na trybunach zabrzańskiego stadionu. - Z moim przyjacielem z lat dziecinnych, z jego ojcem, no i z moim tatą. I jeszcze z dziadkiem, a czasem i z mamą – Bartosz Mrozek sięga pamięcią półtorej dekady wstecz. Jakoś tak się składało, że choć na GieKSę było bliżej, wspólne wyjazdy organizowano i do Zabrza. - Teraz rodzina też będzie na widowni – mówi nam golkiper Kolejorza przez wizytą Poznaniaków przy Roosevelta. - Szykuje się zresztą większa ekipa z Łazisk Górnych – dodaje.
Wspominany przez niego dziadek, pan Rufin, to w życiu bramkarza ważna postać. Wiele dekad wstecz sam kopał piłkę w ówczesnej 3. lidze, w katowickim klubie o nazwie Ligocianka. Futbolem zaraził najpierw syna, Piotr - dziś trener czwartoligowej Polonii Łaziska Górne - doszedł do ligi drugiej (Szczakowianka Jaworzno). A potem pasja poszła i w kolejne pokolenie: familijny „osesek” wydrapał sobie już ekstraklasę i kolejne powołania na zgrupowania reprezentacji Polski.
- A wiecie, że Bartek został bramkarzem właśnie dzięki dziadkowi!? - pyta Piotr Mrozek. I natychmiast opowieść kontynuuje. - Nie mogłem pojechać z dzieciakami na turniej Deichmanna, więc zespołem opiekował się mój ojciec. Nasz golkiper się rozchorował, trzeba było szukać nowego. „Mogę obiecać, że ten, który pójdzie do bramki, nie zejdzie z boiska przez cały turniej” – rzucił wtedy tato w szatni. Syn zgłosił się jako pierwszy i… tak już mu zostało! – tłumaczy. A tato to do dziś najwierniejszy kibic Bartka! - mówi „Sportowi” ojciec golkipera Lecha, Piotr.
Rzeczywiście, kiedy Mrozek-junior grał w barwach GKS-u Katowice, nestora rodu spotkać można było na wszystkich meczach na starej Bukowej. Na Nową Bukową też wpada – przy okazji każdej wizyty Lecha. - Wspólnie jeździliśmy też do Mielca w okresie występów Bartka w Stali. A teraz często zaglądamy do Poznania – dopowiada pan Piotr.
- Piłka w domu była zawsze. I nie tylko piłka, ale też… szaliki. Najpierw ja je przywoziłem Bartkowi z trenerskich staży, potem on sam zaczął je zbierać przy okazji pobytów na sprawdzianach w różnych klubach – zdradza jeszcze Piotr Mrozek. Obecnemu golkiperowi Lecha – przypomnijmy – w przeszłości przyglądano się m.in. w Manchesterze United i Crystal Palace.
(DaL)
