Dla nich sufit nie istnieje

Dziesięciomilionowy (w euro) transfer Oskara Pietuszewskiego do FC Porto zogniskował zainteresowanie skautów i kibiców na klubowej akademii Dumy Podlasia.

Oskar Pietuszewski (z prawej) już wyskoczył zza pleców Bartosza Mazurka. Ale „Maziemu” zadatków na wielkie granie też nie brakuje. Fot. Michal Kość / PressFocus

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

Jana Faberskiego, który od 3,5 roku (wyjeżdżał z Polski jako 16-latek) terminuje w piłkarskiej szkółce Ajaksu Amsterdam (obecnie na wypożyczeniu w PEC Zwolle – innym klubie eredivisie), trudno byłoby nazwać wychowankiem Jagiellonii. Przez wiele lat kopał przecież piłkę w stolicy, najdłuższy okres spędzając w Football Fighters Academy. Ale to Białystok otworzył mu okno na świat – podobnie jak teraz wspomnianemu na wstępie Oskarowi Pietuszewskiemu. Nie stłumiono w nim naturalnej predyspozycji do „czarowania” techniką, balansem ciała, zwodem.

Arogancja pod kontrolą

- Uwielbiam takich piłkarzy, którzy są inni niż wszyscy, którzy chcą być kreatywni, którzy chcą dryblować, kiwać; czasem zdarzy im się piłkę stracić, parę razy się przewrócić, ale zawsze chcą iść do przodu – mówił nam Marek Wasiluk (dziś asystent Marka Papszuna w Legii), który przez parę lat miał świeżo upieczonego „Smoka” pod swoją kuratelą w białostockiej akademii. - Z jednej strony starałem się trzymać pod kontrolą tę jego boiskową bezczelność, wręcz na pograniczu arogancji – dodaje. - Z drugiej strony pielęgnowałem ją, bo jest ona cechą niezbędną, by zaistnieć w futbolu.

Dla Jagiellonii - choć na szczęście nie dla polskiej piłki (- Może w końcu usatysfakcjonujemy wszystkich i powołamy na przykład Pietuszewskiego? - przekornie zauważał w przedświątecznej rozmowie ze „Sportem” Jan Urban, selekcjoner drużyny narodowej) – temat Pietuszewskiego jest już zamknięty. W cieniu „Pietucha”, na którym koncentrowali się komentatorzy i eksperci, wyrastali i wyrastają jednak inni wychowankowie i absolwenci akademii.

„Maziemu” jest trudniej

- Znam dobrze i Oskara, i Bartka, bo ich prowadziłem w kadrze województwa przez trzy lata od czasu, gdy mieli 11 lat – Jacek Bayer, jedna z białostockich legend piłkarskich, obok Pietuszewskiego przywołuje postać Bartosza Mazurka. Kilka dni temu skończył 19 lat, jest więc od „Pietucha” starszy o kilkanaście miesięcy, a dorobek ligowy (i pucharowy) ma odeń znacząco mniejszy. Ale talent – już niekoniecznie. - Obaj to są chłopcy z ogromnym potencjałem – dodaje Bayer, tłumacząc słabsze „liczby” Mazurka (w całym zeszłym roku tylko dziewięć występów ligowych, bez gola, z jedną asystą) inną charakterystyką gry i inną pozycją na boisku. - Łatwiej zaistnieć jest napastnikowi czy skrzydłowemu – uważa Bayer. - Dużo trudniej - temu młodemu, który musi walczyć o miejsce w środku pola, gdzie trzeba rozgrywać piłkę, prowadzić grę. Skala trudności jest zdecydowanie większa. „Mazi” ma wielkie predyspozycje do kierowania grą, na razie jednak jest rzucany na różne pozycje. Ale nie mam wątpliwości, że Jagiellonia będzie mieć z niego pożytek – dodaje były znakomity snajper Jagiellonii.

Dobrze mieć takiego wujka

Białostoczanie pokazali też Polsce i światu również dwóch „absolwentów” akademii między słupkami. Sławomira Abramowicza reklamować nie trzeba było: już wcześniej, latem 2024, „z drzwiami” wszedł do szatni (i bramki) ówczesnego mistrza kraju. A kiedy jesienią położyć się musiał na lekarską kozetkę, wyciągnęli z kapelusza 19-letniego Miłosza Piekutowskiego – akurat na mecz z późniejszym triumfatorem fazy zasadniczej Ligi Konferencji. - Oj tak, w Strasbourgu będą go długo pamiętać – śmieje się Bayer.

W końcówce jesieni pochodzący z Wysokiego Mazowieckiego golkiper oddał miejsce starszemu o dwa lata Abramowiczowi, ale... - Myślę, a wręcz jestem pewien, że ten chłopak da radę i jeszcze wiele razy nas pozytywnie zaskoczy! - mówi o Piekutowskim znający go od dziecka były reprezentacyjny golkiper Łukasz Załuska, dziś pracujący w krakowskiej Wiśle.

I nie jest to wyłącznie jego wrażenie. - Jakiś czas temu zapytałem mojego „bramkarskiego ojca”, czyli trenera Andrzeja Dawidziuka, gdzie jest sufit Miłosza. W odpowiedzi usłyszałem: „Wysoko. Bardzo wysoko” - dodaje Załuska, do którego – z racji długoletniej znajomości – młody bramkarz mówi „wujku” i czasami konsultuje z nim niektóre fachowe bramkarskie sprawy.

Kozak zza oceanu

Kiedy 3 stycznia wspomniany wcześniej Mazurek świętował 19. urodziny, tego samego dnia „Sto lat” śpiewano siedemnastolatkowi w białostockiej akademii. Zachary Zalewski ma polskie korzenie, polski paszport i obywatelstwo, ale urodził się w Kanadzie, a do lata 2025 talent szlifował w szkółce Columbus Crew. - Jestem pewien, że lada chwila usłyszymy o nim głośno. Trafił do Jagiellonii z campów, jakie za oceanem PZPN organizuje dla chłopaków z polskim pochodzeniem – tłumaczył „Sportowi” dyrektor sportowy związku, Marcin Dorna.

W reprezentacji swego rocznika – najpierw u trenera Bartłomieja Zalewskiego, obecnie zaś u Piotra Kobiereckiego – zagrał już 16 spotkań, w których strzelił trzy gole i zaliczył dwie asysty. - Prawdziwy kozak! Na naszym campie w USA „pozamiatał”! Został zaproszony do kadry rocznika 2009 i ma pewne w miejsce w składzie – mówił portalowi „Łączy nas piłka” Maciej Chorążyk, szef skautingu zagranicznego w PZPN. A TVP Sport przytoczył słowa innego skauta i agenta, dobrze orientującego się w temacie piłkarskich talentów. – To, co ma Zalewski, a czego nie ma Pietuszewski, to lepszy drybling, ta jego „maniana” jest zdecydowanie lepsza. W przypadku Pietuszewskiego to proste granie na szybkość, a Zalewski ma piękne pokrętło. W Polsce często zabija się indywidualność i dryblerów mamy jak na lekarstwo. A on się urodził, żeby dryblować, schodzić ze skrzydła do środka. Odwaga i krótka kontrola piłki to jego dwie największe zalety – zaznaczył Jacek Kulig, właściciel i założyciel strony „Football Talent Scout”.

Niejako „na urodziny” Zalewski, który jesienią w rezerwach Jagi zagrał dziewięć meczów w 3. lidze i zdobył w nich dwa gole, dostał szczególny prezent: powołanie na zimowe zgrupowanie pierwszej drużyny z Białegostoku. Od soboty trenuje już w Belek pod okiem Adriana Siemieńca. Nową młodą twarzą zabraną na riwierę turecką jest też 19-letni defensywny pomocnik, Eryk Kozłowski.

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się