Derby lekiem na problemy
Zarówno Polonia, jak i Ruch mają pewne blokady, na przełamanie których będą liczyć w trakcie jutrzejszego hitu.
Jesienią na Śląskim było 1:1. Czy w Bytomiu ktoś przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść? Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
POLONIA BYTOM / RUCH CHORZÓW
Oczywiście hit to w znacznej mierze regionalny, historyczny, bo od strony sportowej można sobie wyobrazić na zapleczu „mocniejsze” widowiska. Nigdy jednak nie można przejść obojętnie obok klubów, które mają w swoich gablotach mistrzostwa Polski, tym bardziej że tych mających więcej niż jedno wcale tak wiele nie ma. Ale oczywiście – niestety - ani Polonia Bytom, ani Ruch Chorzów nie są nawet blisko swoich mistrzowskich dyspozycji.
Mają argumenty
To będzie historyczne otwarcie, bo zespoły nigdy jeszcze nie mierzyły się na nowym obiekcie Polonii przy ul. Piłkarskiej. No... oczywiście oficjalnie, bo jeśli chodzi o sparingi, to pewną tradycją stały się już zimowe spotkania na bytomskiej sztucznej nawierzchni. Teraz otoczka na kameralnym stadionie będzie wyjątkowa i w tej wyjątkowości swojego przełamania będzie szukać Królowa Śląska. W 2026 roku od Polonii gorszy jest tylko... GKS Tychy, a nikt nie stracił więcej goli od drużyny, którą z miernym jak na razie skutkiem przejął trener Patryk Czubak – szkoleniowiec młodszy od swojego jutrzejszego vis-a-vis Waldemara Fornalika o równe 30 lat i 4 dni. – Polonia ma wszystkie argumenty, by się odbudować i pokazać w derbowym meczu. To na pewno wartościowy zespół. To znakomita okazja, by przełamać złą passę – stwierdził były obrońca zarówno Polonii, jak i Ruchu Marek Szyndrowski cytowany na bytomskiej stronie.
Brak goli z gry
Ruch ma o tyle lepszą sytuację, że przed tygodniem w heroicznych wręcz okolicznościach udało mu się odnieść pierwszą tegoroczną wygraną, w Rzeszowie ze Stalą. O ile w grze Polonii widać problemy defensywne i spadki pewności siebie, o tyle u Chorzowian – także nie najlepiej broniących – kłopotem jest kreowanie sytuacji. Jeśli bowiem przeanalizuje się wszystkie 6 bramek, jakie zdobyli Niebiescy w tym roku, okaże się, że mają problemy ze stwarzaniem zagrożenia z gry. Oba gole ze Śląskiem Wrocław były skutkami rzutów karnych (choć jeden po dobitce). Z „jedenastki” padła również bramka z Polonią Warszawa, a zarówno w tym, jak i wcześniejszym spotkaniu z Pogonią Siedlce Ruch strzelał też po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry, bitych przez Jakuba Jendrykę. Teoretycznie tylko trafienie z Rzeszowa – autorstwa wspomnianego młodzieżowca – nie było owocem kopnięcia stojącej piłki, ale nie było też ono skutkiem kombinacyjnej czy... jakiejkolwiek akcji. Jasne, Denis Ventura zagrał piłkę przed siebie, ale to stoperzy Stali wręczyli Jendryce prezent, myląc się fatalnie. Owszem, 19-latek zapracował na debiutanckiego gola swoją pazernością, szybkością i zdecydowaniem – brawo dla niego – ale kołem zamachowym był w tym przypadku wielki błąd Rzeszowian.
Tramwaj nic nie zmienia
Oczywiście w każdym z tegorocznych spotkań Ruch miał swoje – lepsze czy gorsze – sytuacje, ale brakuje mu „stuprocentówek” i lepszej finalizacji (patrz Daniel Szczepan w Rzeszowie). Z niepewną bytomską obroną będzie szansa na nabranie rozpędu, ale to działa też w drugą stronę. Niejeden zespół przełamywał się już w derbach, a trzeba pamiętać, że Ruch słabo radzi sobie w delegacji. Nawet jeśli może pojechać na nią... tramwajem.
Piotr Tubacki
