Defensywne granie? Nie sądzę
Rozmowa z Jarosławem Kubickim, pomocnikiem Górnika Zabrze
Jarosław Kubicki to jeden z liderów... lidera oraz lider naszego rankingu Złote buty. Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus
Przed wami spotkanie z Wisłą Płock, czyli kolejny mecz rundy jesiennej.
– Dużo było w tym sezonie tych „meczów rundy” (uśmiech). Podchodzimy do tego spotkania jak do każdego innego. Przed tym meczem było trochę przerwy na reprezentację, można było naładować baterie – czy to mentalnie, czy fizycznie. Można było trochę odpocząć i rozpocząć ze świeżością przygotowania do kolejnej części rozgrywek, a szczególnie do meczu z Wisłą.
Zastanawiając się, jak piątkowym mecz z zespołem z Płocka może wyglądać, zwróciłem uwagę na małą liczbę straconych goli. Wy zainkasowaliście ich 14, wasi rywale ledwie 10, najmniej w lidze. Czy ponad 20 tysięcy kibiców na stadionie ma się zatem spodziewać defensywnego grania?
– Wszystko okaże się na boisku. Można mieć plany, a potem często wygląda to inaczej, choćby murawa może wszystko zmienić. Czy będzie defensywne granie? Nie sądzę. Na stadionie w Zabrzu, przy tych wypełnionych trybunach, które nas niosą, będziemy chcieli pokazać ofensywną piłkę, strzelić bramki, iść do przodu.
Wisła to tak jak wy jedna z rewelacji rozgrywek. Jak ocenia pan tę drużynę?
– Ma sporo punktów, mało straconych bramek. To świadczy o tym, że to dobry zespół.
A wasza pozycja po 15 kolejkach? Jest dla pana, doświadczonego zawodnika, który trafił do Górnika latem, zaskoczeniem?
– Nie do końca, ale... trochę tak. Nie spodziewałem się może, że na tym etapie rozgrywek będziemy na tym miejscu, ale z drugiej strony to szczególnie po okresie przygotowawczym widziałem, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
W Lechii Gdańsk, gdzie grał pan w latach 2018-2023, udało zdobyć się krajowy puchar i Superpuchar Polski, w dwóch kolejnych sezonach w Jadze – mistrzostwo i ponownie Superpuchar. Teraz pora na Górnika?
– Zobaczymy, co będzie, co przyniesie sezon (uśmiech).
Może przynosi pan szczęście?
– Staram się zawsze zespołowi dać tyle, ile potrafię, zostawiam zdrowie na boisku.
W środku linii pomocy z Patrikiem Hellebrandem i Lukasem Ambrosem rozumiecie się bez słów, bo tak to z trybun wygląda.
– Rzeczywiście nieźle się rozumiemy. Faktycznie czasami spojrzymy na siebie i już wiadomo, co drugi ma na myśli, co zawodnik z piłką zrobi i gdzie ją pośle. Nawet ostatnio, jak razem z Patrikiem i „Ambro” rozmawialiśmy, to wiedzieliśmy, kto potrzebuje partnera, żeby „sklepać” mu piłkę, żeby dać wsparcie.
Czeskiego się pan uczy?
– Nieźle się dogadujemy, a trochę czeskich słówek znam (śmiech).
Przy stałych fragmentach szykujecie jeszcze niespodzianki?
– To już trzeba trenerów pytać, bo to sztab nad tym pracuje.
Rozmawiał Michał Zichlarz
