Debiuty, premiery i... rewanż?

W pierwszym meczu Patryka Czubaka na ławce beniaminka Niebiesko-czerwoni bardzo chcą się odegrać za jesienne 0:5 w Łodzi. Kto na bramce Polonii?

W sierpniu 2025 Fabian Piasecki przykrył czapką Polonistów, ale w rewanżu Bytomianie spróbują pokazać zwycięską twarz. Artur Kraszewski/PressFocus

POLONIA BYTOM

Premiera „wiosny” w Bytomiu budzi zrozumiałe emocje nie tylko z racji żądzy rewanżu na ŁKS-ie za najczarniejszy moment Polonii w pierwszej rundzie, którą generalnie trudno wszak ocenić inaczej niż na bardzo dobry. Bo choć zespół prowadzony wówczas przez Łukasza Tomczyka na stadionie Władysława Króla dostał pierwszoligowego klapsa, to jesienią spisywał się znacznie lepiej niż bogatszy i mający większe aspiracje klub z Łodzi, czego efektem po 19 kolejkach przewaga 8 punktów i aż dziewięciu miejsc w tabeli.

Będzie walka wręcz

Po dwumiesięcznej przerwie kibice - którzy w sobotni wieczór także premierowo zasiądą na nowej trybunie przy Piłkarskiej 8 - są ciekawi, jak sensacyjny wicelider zaprezentuje się pod okiem „nowej miotły”, Patryka Czubaka.

- Chęć rewanżu jest czymś naturalnym - podkreśla przed sobotnim debiutem 32-letni trener Polonii. - ŁKS generalnie Polonii nie leży, będziemy starali się ten trend odwrócić. Natomiast rywal ma jakość i na pewno będzie mentalnie gotowy jak na „mecz o życie”, nie może już gubić punktów i zrobi wszystko, żeby z Bytomia wywieźć komplet. Zakładam, że zanim mecz zrobi się piłkarski, będzie w nim dużo walki, nawet wręcz. Musimy temu sprostać i odpowiedzieć tym samym, a potem w odpowiednim momencie strzelić o jednego gola więcej - analizuje Patryk Czubak.

Dreszczyk i ciekawość

Sam 32-letni zaledwie szkoleniowiec, dwukrotnie w ubiegłym roku zaprawiony w roli strażaka w ekstraklasowym Widzewie, wydaje się zachowywać spokój. - Piłka to moja pasja, więc przed każdym meczem jest pozytywny dreszczyk emocji, a teraz dochodzi jeszcze ciekawość, czy pomysły, nad którymi w ostatnim miesiącu pracowaliśmy, zadziałają. Czasu było tyle, ile było, nigdy nie jest tak, że wszystko będzie na topowym poziomie, rozwój to jest proces ciągły. Oczywiście, wynik w sporcie jest najważniejszy, decyduje o ocenie - mówi Patryk Czubak.

Największą „przestrzenią” do poprawy w ciągu minionych 30 dni była defensywa Polonii, bo w pierwszych sparingach spisywała się wyjątkowo niefrasobliwie, tracąc w trzech meczach 11 bramek. Ale dwie ostatnie gry kontrolne, z GKS-em Tychy (1:0) i czeskim Prostejovem (5:1), praktycznie na „zero” (- VAR na pewno nie uznałby gościom trafienia, wcześniej był ewidentny faul na naszym zawodniku - przekonuje Czubak), każą przypuszczać, że kryzys został w tej formacji zażegnany. - Nie oszczędzały nas kłopoty personalne i zdrowotne, ale myślę, że dobrze tą sytuacją zarządziliśmy i w bojowych nastrojach przystępujemy do meczu z ŁKS-em - przekonuje szkoleniowiec Królowej Śląska.

„Kwiato” jest już w akcji

Wspomniane kłopoty to nękające piłkarzy wirusy, kontuzje, no i niepewność na pozycji numer jeden. Na dłużej wypadł skrzydłowy Jean Franco Sarmiento (patrz ramka), a zaraz na początku przygotowań kontuzji mięśniowej nabawił się Oliwier Kwiatkowski, któremu wypadły z przygotowań prawie trzy tygodnie, ale od poniedziałku utalentowany pomocnik jest znów w pełnym treningu i znajdzie się w kadrze meczowej.

Rewolucji w porównaniu z „Polonią Tomczyka” trudno się spodziewać. Po pierwsze - nie sposób mieszać w mechanizmie, który już dobrze pracował. Po drugie - w bytomskiej szatni zmiany były kosmetyczne (dwóch pomocników odeszło, dwóch przyszło) - poza bramką, w której nastąpił wstrząs.

- Nasze transfery nastąpiły późno, więc nawet jeżeli do szatni tutaj wchodzi się łagodnie, to Jakub Łukowski czy Janek Łabędzki potrzebują czasu, by nabrać automatyzmów boiskowych i pokazać swoje optimum - podkreśla Czubak.

„Rajczyk” czy „Banan”?

Największą zagadką pozostaje obsada bramki, po tym jak Polonia musiała wymyślić zastępstwo za młodzieżowca Axela Holewińskiego, którego po udanej jesieni (7 czystych kont) przywołała do siebie Pogoń Szczecin. Nie ma już również przy Piłkarskiej jego dublera, Klaudiusza Mazura, wypożyczonego do II-ligowego Sokoła Kleczew. Zastąpili ich wypożyczeni 21-letni Jakub Rajczykowski (z Rakowa Częstochowa), który przez ubiegły rok strzegł bramki II-ligowego Świtu Szczecin, oraz o ponad rok młodszy Wojciech Banasik, który ma mniejsze doświadczenie, ale siedział już na ławce Legii w meczu Ligi Konferencji.

- A nie każdy młody piłkarz miał taką sposobność - podkreśla Czubak. - Poza tym „Banan” przychodzi z klubu, gdzie presja jest czymś naturalnym. „Rajczyk” ma z kolei ogranie na szczeblu centralnym, co może przekładać się na większą pewność siebie. Przychodzą w tym samym momencie, z czystym kontem i wierzę, że będzie między nimi zdrowa rywalizacja, która zapewni nam spokój na pozycji numer jeden - przekonuje trener Polonii.

Tomasz Mucha

PECH KOLUMBIJCZYKA

W Bytomiu martwią się o Jeana Franco Sarmiento. Kolumbijczyk nie może trenować i ma kłopoty z chodzeniem - porusza się o kulach. „Po zmęczeniowym złamaniu lewej kości piszczelowej, jest obecnie w trakcie poszerzania leczenia i diagnostyki. (…) Mamy do czynienia z niedoleczonym urazem z 2023 roku, który dał o sobie znać po rundzie jesiennej” - czytamy w oświadczeniu Polonii. Na razie nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy i czy w ogóle „Sarmi” wróci na boisko.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się