Debiut jak marzenie
W Gorzowie dostałam ogromny zastrzyk pozytywnej energii i wielkiej motywacji - mówi Linda Klimoviczova. Pochodząca z Ołomuńca 21-letnia tenisistka nie mogła sobie lepiej wyobrazić premierowego występu w polskiej reprezentacji.
Linda Klimoviczova zaskoczyła wielu: umiejętnościami, mentalem, jak dobrze odnalazła się w drużynie. Reprezentacja będzie miała z niej duży pożytek. Fot. PAP/Lech Muszyński
Dwa mecze, dwa efektowne zwycięstwa - to bilans debiutantki w Biało-czerwonych barwach w turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup w Arenie Gorzów. Linda Kimoviczova najpierw wygrała debla u boku Martyny Kubki w spotkaniu z Nową Zelandią, a dwa dni później w ciągu godziny rozbiła 6:2, 6:1 Rumunkę Elenę Ruxandrę Berteę.
- Oczywiście, przed swoim pierwszym singlowym meczem w reprezentacji bardzo się denerwowałam. Ale jestem ogromnie szczęśliwa, że udało mi się wygrać punkt dla mojego zespołu. Wsparcie kibiców i koleżanek z drużyny bardzo mi pomogły, a stres zniknął po dwóch gemach. Jestem naprawdę szczęśliwa, że mogę być częścią tego niesamowitego zespołu - relacjonowała debiutantka. - Atmosfera na trybunach była niesamowita, doping prawie 6 tysięcy ludzi! Czułam ogromne wsparcie kibiców i całej drużyny - dodała już w rozmowie ze „Sportem”.
Drugie podchody
Pierwsze podchody pod debiut Klimoviczovej kapitan Dawid Celt robił już przed kwietniowym turniejem w Radomiu, gdzie Polki rywalizowały - bez Świątek w składzie - z Ukrainą i Szwajcarią. Ale wtedy 21-letnia tenisistka, która polskie obywatelstwo uzyskała we wrześniu 2024, nie była jeszcze gotowa, zbierała punkty potrzebne do udziału w kwalifikacjach Rolanda Garrosa i Wimbledonu. Teraz - po rezygnacjach z gry w reprezentacji Magdy Linette i Magdaleny Fręch - nic już nie stało na przeszkodzie w debiucie Lindy dla Polski, który zaczęła od debla w parze z Martyną Kubką.
- Występ w deblu miał konkretny cel: oswoić Lindę z emocjami, publicznością, pozwolić wejść w rytm. Mam w drużynie dobre zawodniczki. Oczywiście chcielibyśmy mieć Igę zawsze, choć nie zawsze jest to możliwe, ale jej obecność podnosi poziom całego zespołu. W przypadku Lindy decyzja nie była łatwa, bo Kasia Kawa spełnia oczekiwania, jest zawsze dostępna i dowozi punkty. Ale chcę też rozwijać drużynę, więc muszę wprowadzać nowe zawodniczki. Wspólnie ze sztabem uznaliśmy, że teraz jest najlepszy moment, by wprowadzić Lindę – tłumaczył Celt.
Nikogo się nie boi
Tajemnicą poliszynela było, że Klimoviczova przyjechała do Gorzowa z wirusem i przez dwa dni pozostawała w izolacji. - Jeszcze we wtorek wymiotowała i nie była w stanie wstać z łóżka, a po trzech dniach już biegała po korcie i serwowała asy, to dla mnie niesamowity wyczyn. Jej odważna gra mnie nie zaskoczyła, bo Linda na korcie nikogo się nie boi - nie mógł się nachwalić Piotr Szczypka, prezes BKT Advantage Bielsko-Biała i menedżer tenisistki.
Pod wrażeniem występu debiutantki był też sam kapitan Biało-czerwonych. - Świetny debiut Lindy. Choć początek pobytu był dla niej trudny, tydzień zakończyła znakomicie. Tenisowo mnie nie zaskoczyła, obejrzałem jej wcześniejsze mecze i znałem jej atuty. Zaskoczyła mnie mentalnie: jak dobrze odnalazła się w drużynie, jak się otworzyła, jak podeszła do meczu. Rywalka może nie była z topu, ale Linda musiała podejmować decyzje pod presją i robiła to świetnie. Rumunka przez kilka gemów grała bardzo dobrze, ale Linda jej na więcej nie pozwoliła. Serwis - kosmos. Wejść na kort przed taką publicznością i zagrać w takim stylu, to duża rzecz. Reprezentacja będzie z niej miała duży pożytek. Powiedziałem jej to już w szatni: ma przed sobą świetlaną przyszłość, potrzebuje głównie dużo pracy fizycznej - dodał Celt.
Iga pomogła w boksie
Grę Lindy chwaliła także liderka polskiej ekipy, Iga Świątek. - Bardzo mnie cieszy, że Iga chwaliła moją grę, bardzo pomogła mi z boksu w pierwszym secie. To niesamowite być z nią w jednej drużynie, bo można się wiele nauczyć. Lubię jej mentalność i podejście do tenisa – przekonywała Klimoviczova, której marzeniem jest wygrać Wimbledon, co spełniło się w tym roku u Świątek.
Jeszcze w tym roku 21-latka rodem z Ołomuńca wystartuje w dwóch halowych challengerach WTA 125 we Francji - w Angers (od 1 grudnia) i Limoges (od 8.12.). Dobra gra w nich pozwoliłaby jeszcze podnieść życiowy ranking WTA Klimoviczovej - aktualnie 146. Na razie Linda trenuje w Bratysławie ze swoim nowym szkoleniowcem, Słowakiem Emilem Miske (były coach świetnej Czeszki Karoliny Muchovej), a w następnym tygodniu wróci do Bielska-Białej, gdzie przejdzie ostatni szlif formy przed wyprawą nad Sekwanę.
- Chciałabym zbliżyć się do Top 100, ale żeby załapać się bez kwalifikacji już teraz do wielkoszlemowego Australian Open to jeszcze raczej niemożliwe. Ale w Gorzowie dostałam ogromny zastrzyk pozytywnej energii, mam wielką motywację i na pewno będę walczyć - zapowiada Klimoviczova, a turniej w Melbourne startuje 18 stycznia.
Tomasz Mucha
