Dali nam Olisadebe, na mundialu też ich zabraknie

Z żadnym z innych afrykańskich krajów polski futbol nie ma takich relacji i związków, jak z Nigerią!

Podczas dwuletniego pobytu w klubie Nigerdock FC Czesław Boguszewicz niejedno przeszedł! Fot. Archiwum Czesława Boguszewicza

REPREZENTACJA POLSKI 

Na Czarnym Kontynencie futbolowa Nigeria to waga ciężka, jak nie przymierzając Anglia, Niemcy czy Włochy na Starym Kontynencie. Mistrzem Afryki była trzy razy, w 1980, 1994 i 2013. W styczniu w Maroku w Pucharze Narodów skończyła na trzeciej lokacie, choć grała najbardziej atrakcyjny futbol – strzelając 14 goli w siedmiu meczach, najwięcej ze wszystkich. Super Orły to mistrz olimpijski z Atlanty 1996, z niezapomnianymi Jay-Jayem Okochą czy Nwankwo Kanu. W finałach MŚ grali sześciokrotnie, ale tym razem ich zabraknie. W listopadzie przegrali w finale afrykańskiego barażu z DR Konga.

Z Krakowa do krainy Ibo

Związki z Polską? Pod koniec lat 80. wyjechał tam do szkoleniowej pracy Janusz Kowalik  w latach 60. wielki talent naszego futbolu, jeden z „Portugalczyków” z 1961 roku, drużyny do lat 18, która została nieoficjalnym wicemistrzem Europy juniorów podczas turnieju w Portugalii. W przedniej formacji grał z Jerzym Musiałkiem czy Zygfrydem Szołtysikiem.

Napastnik Cracovii w 1967 został w Stanach Zjednoczonych, żeby w rozgrywkach NASL rok później, z 30 bramkami w barwach Chicago Mustangs, zostać królem strzelców protoplasty obecnej MLS, czyli piłkarskiej ligi zawodowej za Oceanem. Potem realizował się jako trener w Holandii, Belgii (MVV Maastricht, Genk), żeby pod koniec lat 80. wylądować w Nigerii. W latach 1987-89 był trenerem reprezentacji Nigerii do lat 23, żeby w tym samym czasie prowadzić też klub Enugu Rangers. Zawodnikami tego zespołu z grupy etnicznej Ibo, jednej z największych w liczącej blisko 220 mln ludzi Nigerii, byli Christan Chukwu (późniejszy selekcjoner), a także reprezentanci: wspomniany Okocha, charyzmatyczny obrońca Taribo West czy znany z gry w Wiśle Kraków czy GKS-ie Bełchatów Kelechi Omeonu.

Treningi skoro świt

Kowalik przetarł szlak. Po nim w tym najludniejszym afrykańskim kraju wylądował Czesław Boguszewicz. Jak Kowalik, też kilkukrotny reprezentant Polski, którego karierę przerwała poważna kontuzja, strata oka na treningu w Arce Gdynia przed mundialem w Argentynie. Potem z powodzeniem zajął się trenerką. Z Arką wywalczył Puchar Polski w 1979 roku. Potem z sukcesami pracował przez lata w Finlandii, gdzie prowadził samego Jariego Litmanena. W 1998 roku objął w Lagos klub o nazwie Nigerdock FC. Tak opowiadał mi o swojej dwuletniej, niecodziennej przygodzie, na potrzeby książki „Stefan Żywotko. Ze Lwowa po mistrzostwo Afryki”:            

Drugi raz na taki wyjazd, korzystny dla mnie ze względów finansowych, na pewno bym się nie zdecydował. Lagos położone jest na wielu wyspach. Dzień trwa dokładnie dwanaście godzin. O 7.00 rano jest jasno, a o 7.00 wieczorem ciemno i tak przez okrągły rok. Trenowaliśmy w porannych godzinach. Najpierw o 8.00, ale żar był tak wielki, że postanowiłem zaczynać już o 7.00, skoro świt. Przez pierwsze dwa tygodnie zawodnicy, skoszarowani jak w Chinach obok stadionu, na trening schodzili się przez godzinę. Potem to się poprawiło, nowa surowa dyscyplina dawała efekt. Nawet właściciel był zaskoczony i pytał, jak to zrobiłem, że po miesiącu mojej pracy wszyscy wcześniej przychodzą na treningi. Przyszedł kilka razy sprawdzić i oczom nie wierzył. Dostałem za to, nie wiem nawet dlaczego, solidną premię! Zaskoczony przyprowadzał innych wysokiej rangi menedżerów, żeby pokazać im, że można relacjonuje.

Kamieniami w bramkarza!

Boguszewicz wytrzymał tam dwa lata… Liga rządziła się swoimi prawami. Większość meczów, jak nie wszystkie, były ustawione. Raz pojechaliśmy na spotkanie 800 kilometrów od Lagos. Mieliśmy tam przegrać, a tutaj utrzymuje się wynik 0:0. Boisko czy raczej klepisko było zalane wodą, bo deszcz monsunowy taki, że piłka nie odbijała się od murawy, ale gramy. Naszego bramkarza, a był nim Ben Kluvi, ponad 20-krotny reprezentant Ghany, już do przerwy obrzucali kamieniami. Ja byłem tam zjawiskiem z innej planety, jak małpa, jak albinos, jedyny biały. Po przerwie zmieniamy strony, a wynik dalej 0:0. Kibice gospodarzy przesiedli się za bramkę, gdzie był nasz bramkarz i dalej „nawalają” w niego kamieniami, a także w boks, gdzie my siedzieliśmy. W końcu zrobiło się tak groźnie, że wszyscy musieliśmy się salwować ucieczką na środek boiska, a miejscowe służby porządkowe zajęły się tym, co działo się na trybunach. Sędzia mówi do nas na środku: „słuchajcie, jest niebezpiecznie, opiszę wszystko w raporcie, co się działo, że zagrożone było wasze zdrowie i życie i otrzymacie walkowera 3:0”. Pomyślałem, że to dobre rozwiązanie, bo tam zremisować na wyjeździe jakiekolwiek spotkanie, to był wyczyn nie lada. Odczekaliśmy na tym środku, a jak już „fanów” wyprowadzono w końcu ze stadionu, to wróciliśmy do szatni i w podróż do domu. Za trzy dni przychodzi decyzja z federacji. Okazało się, że mecz zakończył się wynikiem 3:0, ale dla… gospodarzy! W swoim raporcie sędzia udokumentował to tym, że namawiał nas na dalsze kontynuowanie gry, a my odmówiliśmy… wspomina swoje niesamowite nigeryjskie przygody mieszkający w Gdyni Czesław Boguszewicz.

Polska zamiast Nigerii

Stricte piłkarskie związki z Nigerią? Zawodnicy stamtąd to najliczniejsza afrykańska grupa graczy nie tylko w naszej ekstraklasie, ale też na niższych poziomach rozgrywkowych. Najsłynniejszym graczem stamtąd jest oczywiście Emmanuel Olisadebe sprowadzony nad Wisłę przez znanego śląskiego menedżera Ryszarda Szustera. Mógł trafić do Ruchu Chorzów, ale wylądował w Polonii Warszawa, z którą zdobył mistrzostwo Polski w 2000 roku, zdobywając w sezonie 12 bramek. Potem równie skuteczny był w reprezentacji Polski, w eliminacjach MŚ 2002 zdobył 8 bramek i wydatnie pomógł w awansie po 16 latach do elity. Zresztą na mundialu w Korei zdobył bramkę w wygranym 3:1 spotkaniu z USA na pożegnanie turnieju. W maju gościł na Stadionie Śląskim w meczu gwiazd z przeszłości „Galacticos Show”. – Co u mnie w tej chwili słychać? Wszystko w porządku. Mieszkam w Nigerii, prowadzę swój biznes, nie narzekam – mówił nam po meczu na Śląskim.

W 2005 roku dotarłem w Lagos do Chief Jude Ezechukwu, właściciela klubu Jesper United, skąd „Oli” trafił do Polski. Pomijając fakt, że żalił się, że dalej nie dostał należnych mu – jak mówił pieniędzy za transfer zawodnika do Polski, to pokazał mi kontrakt piłkarza, w którym była klauzula zezwalająca mu na przyjazdy na ewentualnie mecze reprezentacji… Nigerii!

Błysk Kalu Uche

Inni znani piłkarze z Nigerii w Polsce? To przede wszystkim Kalu Uche, który w czasach Wielkiej Wisły w pierwszej dekadzie XXI wieku był jednym z liderów zespołu. Grał widowiskowo, był skuteczny, a trafił potem nawet do reprezentacji swojego kraju. Zagrał na mistrzostwach świata w RPA w 2010 (występował już wtedy w hiszpańskiej Almerii). Z Białą Gwiazdą zdobył trzy tytuły mistrza Polski w latach 2003, 2004, 2006, a także krajowy puchar w 2003.

Bracia Ekwueme

Osobny akapit to bracia Ekwueme. Najbardziej znany z nich, Emmanuel, został pierwszym graczem z Czarnego Kontynentu, który zagrał w ponad stu ekstraklasowych grach. Ma ich w barwach Polonii Warszawa, z którą jak Olisadebe był mistrzem, a także w Widzewie i Wiśle Płock 103, do tego pięć bramek. W 2004 roku jako piłkarz Nafciarzy z reprezentacją Nigerii był trzeci na Pucharze Narodów w Tunezji. W Polsce grali też jego bracia, Martins, Paschal i Lucky Junior, a swego czasu na testach w Polonii Bytom przebywał najstarszy z nich, Sunday. W Okigwe i w Owerri w Imo State prowadzi klub Ekwueme United, gdzie wielu chłopców grało w koszulkach… polskich klubów! (Emmanuel był też przedstawicielem odzieżowej firmy Tico z Łodzi).

– Co mogę powiedzieć o meczu w Polsce, to na pewno Nigeria pokaże się z dobrej strony. Może nie jedziemy, jak zresztą wy, na MŚ, ale mamy dobry zespół, dobrych piłkarzy, którzy chcą się zaprezentować. Brak awansu na mistrzostwa to duża porażka. Upatruję jej w zbytniej pewności siebie. Nie wystarczy, że masz w zespole samych znanych graczy, na boisku trzeba wszystko pokazać, udowodnić. Nam tego zabrakło w eliminacjach i stąd rozczarowanie – tłumaczy nam przed środowym meczem w Warszawie najstarszy z braci Sunday Ekwueme.

Michał Zichlarz      

Kontrakt Emmanuela Olisedebe - do którego dotarłem w 2005 roku - gwarantował mu zwolnienia na mecze reprezentacji… Nigerii!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się