Czysta frajda i deszcz trójek

Niespodzianka w Crypto.com Arena. Portland ograli Lakers, 41 punktów Dončicia nie pomogło.

W Oregonie powstał bardzo solidny zespół. Fot. Facebook Portland Trail Blazers

NBA

Spotkanie niepokonanych drużyn na Zachodzie w Crypto.com Arena w Los Angeles niespodziewanie padło łupem przyjezdnych z Oregonu. Lakers świetnie rozpoczęli, wygrywając pierwszą kwartę 38:32. W kolejnych częściach do głosu doszli jednak koszykarze z Portland, którzy dzięki znakomitej skuteczności rzutów z dystansu (trafili 18 z 36 trójek) odrobili straty i przypieczętowali zwycięstwo w czwartej kwarcie. Goście wygrali, bo mieli niesamowitą siłę rażenia w ofensywie, aż czterech zawodników przekroczyło 20 zdobytych punktów - Ja Morant i Deni Avdija zanotowali po 23 punkty, Jrue Holiday z ławki dodał 22 punkty, a Damian Lillard miał 21 oczek. Trudno zatrzymać taką maszynę. - Gra w tym zespole to czysta frajda. Możliwość występów u boku jednego z najlepszych strzelców w historii, takiego talentu jak Deni oraz całej reszty chłopaków, to dla mnie prawdziwe błogosławieństwo - mówił po spotkaniu Morant.

Zespół z Portland utrzymał czyste konto pod wodzą nowego trenera Micaha Nori, kończąc spotkanie zrywem 15:8. Warto zwrócić uwagę, że Blazers zaliczają dopiero drugi start 3-0 w historii klubu na przestrzeni ostatnich 15 lat.

Luka Dončić zanotował 41 punktów i 9 asyst. Trafił sześć rzutów za trzy punkty w kolejnym znakomitym popisie strzeleckim – po tym, jak w zeszły weekend rzucił 52 punkty w Utah, po raz dziesiąty przekraczając granicę 50 punktów w ciągu niespełna dwóch lat gry w barwach Lakers. Wykazał się również wyjątkowym zaangażowaniem w defensywie, jednak zbalansowany atak Blazers i kluczowe punkty w końcówce przeważyły szalę na ich korzyść. -Przed meczem powiedzieliśmy sobie w szatni, że wygra ten, kto pierwszy narzuci swoje warunki w defensywie. Schodząc na przerwę przy pięciopunktowej stracie, wiedzieliśmy, że nie gramy swojej koszykówki i musimy natychmiast skorygować naszą grę – przyznał po meczu Morant.

Tymczasem w Nowym Jorku pierwsze zwycięstwo w sezonie odnieśli obrońcy tytułu. Knicks pokonali Detroit, dla których to była pierwsza porażka. Pistons świetnie otworzyli mecz i po pierwszej kwarcie prowadzili aż 38:25. Knicks całkowicie zdominowali jednak dwie kolejne odsłony, wygrywając ten fragment meczu łącznym wynikiem 63:25. O losach meczu przesądziła trzecia część, którą Knicks wygrali 37:13. Seria punktowa 11:0 na początku tej kwarty zapoczątkowana przez Jalena Brunsona odebrała Pistons resztki przewagi.

Bohaterem Knicks był Karl-Anthony Towns, który zdominował strefę podkoszową, notując niesamowite double-double z dorobkiem 27 punktów i aż 20 zbiórek. Jalen Brunson, mimo problemów ze skutecznością w pierwszej połowie, ostatecznie uzbierał 23 punkty i rozdał 7 asyst. Ważne przełamanie zaliczył też Mikal Bridges, trafiając swoje pierwsze 4 trójki w tym sezonie. - To świetne uczucie – powiedział Towns w pomeczowym wywiadzie. - Minęło sporo czasu… Ci kibice zasługują na wszystko, co najlepsze z naszej strony, a nie daliśmy im tego w pierwszych trzech meczach - dodał.

Wyniki. Boston - Brooklyn 125:124, New York - Detroit 102:111, San Antonio - Sacramento 130:103, LA Lakers - Portland 129:136.

(pp)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się