Czy zarządzanie Cracovią jest przykładem rabunkowej gospodarki?
SPORT I PARAGRAFY - felieton Roberta Kiłdanowicza
Kibice Cracovii należą jednak do elitarnych fanów w Polsce. Potrafią zauważyć to czego nie zauważa krakowska opinia publiczna oraz małopolscy dziennikarze. Warto przy tym podkreślić, że według powszechnej wiedzy widzowie są nieodzownym elementem widowiska sportowego. Jednocześnie zarządzający klubami sportowymi, w tym piłkarskimi, łącznie z ich właścicielami często traktują ich jak zło konieczne, zresztą w ogóle najchętniej by się ich pozbyli z codzienności życia sportowego, lecz w obecnych czasach nie jest to możliwe. I wcale nie chodzi tutaj tylko o pieniądze, które wraz ze sponsorami „wędrują” za nimi do klubów. Albowiem istota sprawy tkwi w kreowaniu przez nich tej swoistej wspólnoty, nie zawsze pozytywnej, która decyduje o formułowaniu się lokalnego, regionalnego środowiska, naszych małych ojczyzn. W mniemaniu opinii publicznej rzesze kibiców każdego klubu, zwłaszcza piłkarskiego to „wielka, szara, bezwolna masa” (na całe szczęcie jest to malejąca tendencja), która z racji swoich gabarytów ma dużą siłę inercji, potężną moc oddziaływania lecz przez decydentów często traktowana jest jako grupa „niezbyt obdarzona inteligencją”.
Podczas ostatniego meczu Cracovii z Rakowem (16.08.) na trybunach pojawiły się transparenty „R. Platek, E. Filipiak” w zestawieniu z „Bóg wybacza, Cracovia nigdy”, dodatkowo fani użyli przekazu w jęz. angielskim „R. Platek - Cracovia potrzebuje oddanego właściciela, a nie kogoś, kto będzie traktował to jedynie jako sposób na zarabianie pieniędzy”. Ponadto podczas spotkania kibice głośnym skandowaniem zaapelowali do władz klubu: "Colak przekaż Platkowi, że chcemy wielkiej Cracovii".
Kibice Cracovii coraz mocniej wyrażają obawy o przyszłość swojego klubu. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus.pl
O co chodzi w tym całym przekazie? Kibice wyrażają swój wyraźny sprzeciw dotyczący sposobu zarządzania zasłużonym klubem w Polsce, nie używając patetycznych słów, swoistym dobrem narodowym, a na pewno pewnego rodzaju stylem życia z jakim jest utożsamiana krakowska drużyna. Podają w wątpliwość intencje Pana Platka. Jednym z odcinków tegoż sporu jest zarzut do R. Platka, że odkąd klub jest w jego większościowym posiadaniu (ok. 80 % akcji Cracovii) wytransferował zawodników za ok. 8 mln euro nie reinwestując uzyskanych przychodów z transferów w drużynę. Ta lista zarzutów jest znacznie dłuższa, z dobrze zorientowanego źródła zastrzegającego anonimowość wiem, że protest widzów dotyczy również braku długoterminowej strategii klubu, konfliktu z kibicami czy niejasnych kryteriów zarządzania klubem - jak by nie było żywą polską piłkarską legendą. Analizując przypadek klubu z ul. Kałuży należy stwierdzić, że mają wiele racji, a ich protest jest odważny i celny.
Obawy o przyszły status klubu potęgują fakty z przeszłości Amerykanina. Doświadczenia innych klubów z relacji z panem Platkiem są negatywne, delikatnie rzecz ujmując, historia włoskiej Spezii, duńskiego SønderjyskE czy portugalskiego Casa Pia jako prolog przyszłości nie brzmi obiecująco. Poza tym całokształt sytuacji klubu, a co za tym idzie jego perspektywa przedstawia się bardziej w ciemnych niż jasnych barwach. Nagła śmierć prof. Filipiaka dopiero w tej chwili unaocznia wszem i wobec, że był on dobrodziejem, mecenatem klubu
i nie traktował go w kontekście przedsięwzięcia komercyjnego. Tak to już w Polsce bywa, że prawdziwa wartość kogoś albo czegoś ukazuje się w chwili ich braku. Co więcej oprócz sytuacji prawno-organizacyjnej i finansowej gwarantowanej i zabezpieczanej przez byłego Prezesa Comarchu i „Pasów” (stwierdzam to z pełnym przekonaniem, bo dokonywałem wraz ze swoim zespołem badania staranności aktywności klubu), to co było najlepsze w Cracovii to wydarzyło się za trenera Probierza (Puchar Polski w 2020 roku)
i długo nikt nie powtórzy takiego sukcesu sportowego w przyszłości.
W mojej opinii wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wbrew deklaracjom pana R. Platka Cracovia nie jest jego „esencją życia” tylko kolejnym projektem biznesowym realizowanym w myśl zasady jak się uda to dobrze, jeśli nie to trudno. Jeśli Pan Platek rzeczywiście traktuje poważnie klub, to przede wszystkim nie nabywałby go przez swoją spółkę zależną dodatkowo zarejestrowaną w Polsce. Co więcej według wszelkich przesłanek spółka z o.o. MRKT Poland zarejestrowana na chwilę przed nabyciem Cracovii jest spółką celową specjalnego przeznaczenia (SPV). Oceniając roczny pobyt miliardera R. Platka w Krakowie trudno zauważyć w klubie jego zasoby finansowe jak i amerykańskie know-how. Tak więc zasadnym wydaje się postawienie podstawowego pytania co skłoniło
R. Platka do zainteresowania klubem z Krakowa? Jestem przekonany, że główną przyczyną zainwestowania w Cracovię były nieruchomości, które posiadał klub a które wzbudziły tak ogromną awanturę po ich zakupie przez Panią Elżbietę Filipiak (aktualnie mniejszościowego akcjonariusza). Zresztą temu służyła specjalnie zwołana konferencja prasowa, w której Wiceprezes Murat Colak w dosyć obcesowy sposób potraktował mniejszościowego akcjonariusza, potwierdzając prawdziwe intencje większościowego właściciela. Chyba, że działał bez upoważnienia co jest mało prawdopodobne. Trudną sytuację Cracovii wzmacnia fakt, że nowy właściciel Comarchu amerykański fundusz inwestycyjny CVC Capital Partners, pomimo tego, że posiada projekty inwestycyjne w profesjonalnym sporcie (futbol, tenis, rugby) nie był zainteresowany, po wykonaniu due dilligence Cracovii, dalszym utrzymaniem klubu. To w istocie sprawy oznacza, że ten amerykański fundusz private equity póki co okazał się jedynym beneficjentem sprzedaży Cracovii. Jakkolwiek jestem zwolennikiem klubów sportowych w rękach prywatnego kapitału a nie publicznego, to jednak sprzedaż takiego klubu niewiarygodnemu właścicielowi, jest jeszcze gorszą opcją - całe szczęście, że istnieją sposoby, aby zabezpieczyć się przed taką akwizycją. Obecny właściciel Comarchu kierował się tylko względami merkantylnymi nie biorąc pod uwagę aspekt społeczny, dlatego sprzedał akcje Cracovii.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.
