Czy ten samolot się wzniesie?
Dyrektor Cracovii, Artur Sobiech, komplementuje trenera Bartosza Grzelaka. Pierwsza weryfikacja już dziś.
Po zakończeniu kariery Artur Sobiech zapisał się na kurs UEFA Executive Master for International Players. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
CRACOVIA
W debiucie nowego szkoleniowca Krakowianie podejmą Pogoń Szczecin, która także walczy o utrzymanie.
Dogłębna analiza
Artur Sobiech pracuje w Cracovii od końca marca na stanowisku dyrektora ds. piłki nożnej. Zakres jego obowiązków nie ogranicza się do dbania o dobrobyt pierwszej drużyny. Będzie także współpracował z odpowiedzialnymi za rezerwy i zespoły młodzieżowe. - Cracovia zasługuje na ambitne cele i zrobię wszystko, by kibice byli dumni - podkreśla. Zanim jednak pod Wawelem zaczną myśleć o rozwoju i sukcesach, na już potrzebny jest spokój. Zapewni go zdobycie kilku punktów niezbędnych do utrzymania w ekstraklasie. Zatrudnienie następcy Luki Elsnera było jedną z pierwszych decyzji, w której udział miał były napastnik m.in. Ruchu Chorzów, Hannoveru 96 czy Lecha Poznań. Sobiech nie chce mówić, ilu trenerów znalazło się na wąskiej liście kandydatów. Zapewnia natomiast, że Bartosz Grzelak był najlepiej przygotowany, przedstawił dogłębną analizę zespołu. - Wyróżnia się nowoczesnym podejściem do futbolu. Łączy świetną organizację z dbałością o indywidualny rozwój zawodników. Rozumie piłkę i potrafi budować drużyny na wysokim poziomie. Preferuje aktywną grę i wysoką intensywność, a my chcemy w takim kierunku rozwijać Cracovię - deklaruje.
Prowadzi i naprawia samolot
To nie Sobiech jako pierwszy wpadł na pomysł, by zgłosić się do Bartosza Grzelaka. Gdy trafił do klubu, był już przygotowany szczegółowy raport na temat pracy 47-latka. - Ja mam spore kontakty i zrobiłem rozeznanie w środowisku piłkarskim. Miejmy nadzieję, że wyjdziemy z obecnej sytuacji obronną ręką. Czeka nas pięć finałów i na nich jest obecnie pełna koncentracja - zaznacza. Nowy trener ratował już drużyny przed degradacją. W Szwecji pomógł AIK Solna, a na Węgrzech Fehervarowi. Nie boi się, że w Polsce może się nie udać i straci na tym jego reputacja. Podkreśla, że piłka jest jego pasją i pracuje metodycznie. W Cracovii zastał uporządkowaną szatnię, zawodników z ambicjami. Co w takim razie nie grało, że trzeba było zmienić trenera, który miał sporo czasu na wyprowadzenie zespołu z kryzysu? - Chcemy pracować w lepszej strukturze. Mam wielki szacunek dla trenera Elsnera, ale chciałbym ją trochę zmienić. Zależy nam na większej dyscyplinie w defensywie. Zespół może też grać szybciej, więcej do przodu - wertykalnie i atakować większą liczbą zawodników w polu karnym przeciwnika. Czuję, że to praca długofalowa. Na razie prowadzę samolot i naprawiam samolot - mówi ciekawie.
Tak jest z właścicielami
Ważne są dla niego także stałe fragmenty gry - kiedyś silna broń Krakowian. Pod jego wodzą Cracovia ma nawiązać do przeszłości w tym aspekcie. Ma w tym pomóc włączenie do sztabu Szweda Patrica Jildefalka - specjalisty od tego elementu gry. - Znamy się od wielu lat. Jest bardzo dobry w strukturze stałych fragmentów gry, ale też w coachingu. Wie, jak się rozmawia z zawodnikami, jak się ich angażuje - przekonuje. Chciałby, by Cracovia była zespołem, przeciwko któremu rywale nie lubią grać. - Do tej pory było trochę miękko. Spróbuję wzmocnić mentalność zawodników - deklaruje. Choć podpisał umowę do czerwca 2028 roku, na razie nie chce snuć opowieści o wielkich planach. - Mam marzenia, ale na razie zostawiam je innym. Sytuacja jest poważna i każdemu o tym mówię. Skupiamy się na najbliższym meczu - podkreśla. Nie jest dla niego problemem, że codzienny kontakt z właścicielem Robertem Platkiem będzie w zasadzie niemożliwy. Przytoczył wspomnienia z Węgier, gdy w dwóch klubach widział się z każdym właścicielem tylko raz.
Michał Knura
