Czy ktoś poszedł siedzieć?

BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk

Według przepisów „kto wnosi lub posiada na imprezie masowej broń, w rozumieniu ustawy z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji (Dz. U. z 2022 r. poz. 2516), wyroby pirotechniczne, materiały pożarowo niebezpieczne lub inne niebezpieczne przedmioty lub materiały wybuchowe, podlega grzywnie nie mniejszej niż 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Teoretycznie, gdy czyta się takie groźne słowa, ciarki powinny przechodzić po plecach, dłonie ze strachu wilgotnieć, czoło oblewać się potem. No bo co? Zapalę niewinną racę i za to ukarzą mnie mandatem, odsiadką albo – nie daj Boże – pracami społecznymi, wystawiając mnie, chojraka, na widok publiczny.

Nie no, żarty oczywiście. Przecież tylko w tym sezonie, tylko na ligowych stadionach w Polsce, zapłonęło może kilka, może kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy rac i wskażcie mi choć jednego (klubów nie liczę), kto za to zapłacił, kto poszedł siedzieć albo udał się z łopatą dokądkolwiek w ramach prac społecznych.

Wskażcie też, ilu zostało namierzonych za race po meczu Litwa – Polska, po meczu Polska – Holandia, wreszcie po meczu Malta – Polska, kiedy to światło z pirotechniki kontrastowało z zielenią muraw, a Kamil Grabara (w Warszawie) niemal musiał robić uniki, by nie zarobić w głowę. Za ten pierwszy mecz PZPN będzie musiał zapłacić na rzecz UEFA – tytułem kary – około 40 tys. euro, za Holandię jeszcze nie wiadomo, ale można się spodziewać co najmniej dwukrotności tej kwoty, a za Maltę pewnie znowu około 40 tysięcy.

Powie ktoś, że na biednego nie trafiło. Co racja, to racja. PZPN kasę ma, wybuli, a i tak biedy cierpieć nie będzie. Gorzej z samopoczuciem – i nie PZPN-u, tylko normalnych ludzi, kibiców, którzy przychodzą na mecz (lub nawet oglądają go w telewizji), by cieszyć i dzielić się emocjami, a nie oglądać demolujące widowisko racowisko, zmieniające przebieg gry, skądinąd często-gęsto na niekorzyść swoich. Ci do momentu zapalenia rac i totalnego zadymienia uniemożliwiającego rywalizację, mogą prowadzić, mieć przewagę, dominować na boisku, z chwilą natomiast wznowienia gry – tracić rezon, pomysł, a i przewagę bramkową. Takie często bywają „korzyści” płynące z zabawy z racami.

Nie rozumiem więc tej zabawy z takiego właśnie – sportowego – punktu widzenia, tym bardziej nie rozumiem jej z punktu widzenia estetycznego. A konkretnie: co takiego magicznego jest w tym czerwonym (najczęściej) płomieniu, że absolutną koniecznością jest jego odpalenie, a w dalszej kolejności rzucanie nim – tak się składa, że najczęściej na boisko właśnie. Choć nie brakuje i takich, którzy nie stronią od rzucania w innych ludzi obecnych na trybunach. Mało to było groźnych, dramatycznych, a i tragicznych zdarzeń tym wywołanych?

No więc dlatego, że nikt nie poszedł jeszcze siedzieć (chyba że za rakietnice skierowane z Blaszoka na przyjezdnych z Widzewa), tego rodzaju zabawy nie mają końca. Mało tego, wiadomo skądinąd, że kluby są wręcz szantażowane i stawiane pod ścianą, by w tego typu procederze jakoś pomagać, jakoś mu towarzyszyć i jakoś... ponosić finansowe konsekwencje. Bo w innym przypadku zawsze można narazić się na bojkot, który zostanie poprzedzony nieśmiertelnym zawołaniem „Klub to my, a nie wy!”.

Czyż to, co zdarzyło się w trakcie meczu z Holandią w Warszawie, z udziałem grupy, która miała być odpowiedzialna za doping, nie było formą szantażu (i rewanżu) za niedotrzymanie (?) jakichś tam umów; za rzekome mało sympatyczne przeszukania i tym podobne? Zamiast więc wpierania reprezentacji było je...ie PZPN-u, a po racowisku gremialne opuszczenie trybun na długo przed końcem meczu. Czyli nic innego jak bojkot.

Są ci „racowicze” jacyś tacy strasznie ważni, zasadniczy. Choć może jednak śmieszni i żałośni? I całkiem niepotrzebni na imprezach sportowych; i nie tylko na nich? Dalej: czy wobec tego są to kibice? Czy jednak towarzystwo nastawione wyłącznie na aferę, balangę, dymienie, bo samo widowisko jest dla nich najwyraźniej za nudne?

PS. W trakcie Marszu Niepodległości jeden z liderów Konfederacji, Sławomir Mentzen, też odpalił racę, mimo zakazu używania środków pirotechnicznych. Wsadziliby go, nawet gdyby nie miał immunitetu?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się