Czekanie na „złoty” strzał

Reprezentacyjna koszulka z wygranego meczu ze Związkiem Radzieckim – to marzenie Emanuela Zieloski, znanego i cenionego kolekcjonera w świecie hokejowym.

Emanuel Zielosko już teraz mógłby otworzyć muzeum, bo ma niecodzienne eksponaty. Fot. Włodzimierz Sowiński

Nigdy nie był sportowcem wyczynowym, choć nie stronił od gry w piłkę czy zimą w hokeja na pobliskich stawikach czy też na ulicy w katowickim Nikiszowcu. Tam się urodził, wychowywał i trudno się dziwić, że był, jest i będzie kibicem na dobre i złe janowskiego Naprzodu. Od kilku lat jest zapalonym zbieraczem hokejowych pamiątek. Ma w swoich zbiorach wiele unikatowych rzeczy, których może pozazdrościć Muzeum Sportu w stolicy. Jednak – jak sam twierdzi – czeka na ten jeden, jedyny „złoty” strzał, czyli koszulkę któregoś z reprezentantów z meczu Polska – ZSRR z 1976 r. w katowickim „Spodku”. Emanuel Zielosko, bo oni mowa, jest niewątpliwie liderem wśród krajowych zbieraczy i, na dodatek, dobrze znanym w hokejowym świecie poza granicami kraju. Krzysztof Wojtanowski, ceniony kronikarz sosnowieckiego Zagłębia i również kolekcjoner, przebija swojego kolegę w odznakach. Owszem, nasz bohater zbiera odznaki i krążki, ale one nie mieszczą się w głównym nurcie jego zainteresowań. Większą uwagę skupia na konkretnym hokejowym ekwipunku.

- Nawet nie potrafię powiedzieć, kiedy i od jakiej konkretnej rzeczy zaczęła się moja pasja zbierania wszystkiego, co jest związane z hokejem - uśmiecha się pan Emanuel. - Było to chyba sześć lat temu, ale głowy nie dam. Dobrze, że mam wyrozumiałą żonę, Beatę, która przymyka oka na moje fanaberie, a nawet wspiera mnie i już nawet nie reaguje, gdy uszczuplam rodzinny budżet. Nie zastanawiam się, ile co kosztuje, bo jeżeli coś mnie interesuje, to cena nie gra roli.

Na okoliczność naszego spotkania pan Emanuel wyciągnął zaledwie cząstkę swoich przepastnych zasobów, bo gdyby pokazać całość, trzeba byłoby zająć wszystkie pomieszczenia domu rodzinnego, łącznie piwnicą i garażem oraz spędzić kilka dni w domu państwa Zielosków. Rozpocznijmy więc krótki rajd po hokejowym „królestwie” Emanuela Zieloski.

1. Kije

To oczko w głowie naszego rozmówcy. Wiszą na ścianie i w drugim kącie, obok koszulek, są poukładane równo kije, za którymi kolekcjonerzy mogą się zabijać.

- Przyznaję, że czasami kilka razy dziennie przeglądam portale internetowe, by znaleźć coś, co mnie interesuje. Tak też znalazłem na OLX informację, że są do kupienia kije Bronisława Smolenia (znany producent od połowy poprzedniego stulecia – przyp. red.) z czerwoną patką (łopatką), takie, jakimi grali nasi hokeiści podczas mistrzostw świata w 1976 r. Zadzwoniłem do pani z Kutna, która je oferowała, że jestem w drodze i chętnie je kupię. Byłem tak podekscytowany, że nie zważałem na przepisy drogowe, tylko gnałem ile wlezie. Dotarłem na miejsce i za cztery stówki zostałem posiadaczem czterech kijów. Ta pani była przekonana, że nimi można jeszcze grać, a znalazła je w piwnicy, gdy kupowała dom po operatorze filmowym, który kręcił dokument o tej imprezie.

Na jednym z kijów są autografy naszych hokeistów, m.in. Stefaniaka, Nowińskiego, Marcińczaka, Ziętary, Pytla, Jaskierskiego.

Po chwili pan Emanuel dodaje: - Od księdza Pawła Łukaszki, byłego reprezentanta kraju i olimpijczyka z Lake Placid 1980, mam kije bramkarskie KOHO, a takimi grał m.in. Władysław Trietiak. Mało kto wie, że oprócz Smolenia z Męciny kije były produkowane w Bielsku-Białej, w wytwórni nart w Szaflarach, przez Watychowicza w Nowym Targu, mistrza stolarskiego Franciszka Peterka z Jastrzębia-Zdroju. Te mam w swojej kolekcji i tylko jednego brakuje mi... wyprodukowanego w Sanockiej Fabryce Autobusów. Stolarze wpadli na pomysł, by zrobić kije „Pasar” dla miejscowej drużyny. Przynieśli jej na trening i jedna z ówczesnych gwiazd w pięciu strzałach złamała... pięć. W Sanoku zachował się jeden i jest wyeksponowany w klubie.

2. Koszulki

Drugim oczkiem w głowie naszego kolekcjonera są koszulki. Może ma ich nieco mniej niż kijów, ale są równie ciekawe i o sporej wartości.

- Gdy moi synowie, Kamil i Igor, oraz bratanek Dawid trenowali w Naprzodzie, to zakładali stare, połatane koszulki wyciągnięte gdzieś z kantorka byłych reprezentantów kraju, m.in. Klisiaka czy Samoleja. A teraz za te koszulki mógłbym oddać wiele – śmieje się pan Zielosko.

Na czołowym miejscu jest wyeksponowana koszulka techniczna, w jakich nasi reprezentanci grali w ostatnich mistrzostwach świata elity. To cenna zdobycz, a pewnie za kilka lat będzie jeszcze bardziej wartościowa. Tuż obok wisi sfatygowana koszulka Krystiana Sikorskiego z igrzysk w Calgary, w której trafił w poprzeczkę podczas meczu z Kanadą.

- To była taka trójstronna wymiana, koszulka przywędrowała od Dmitrija z Nowego Jorku – wyjaśnia pan Emanuel. - W zamian innemu kolekcjonerowi, Connorowi z Ontario, oddałem koszulkę Adamca z orłem bez korony, bo on zbierał ubiory reprezentacji krajów komunistycznych. Brakowało mu z Polski i Rumunii. Z kolei z innym zbieraczem, Patrickiem z włoskiego Brunico, za koszulkę Hanisza z bólem serca oddałem trykoty Christa i Trutego. Mam koszulki kapitana Grutha oraz jego zastępcy Adamca, Cholewy, ale tę bez nazwiska. Pocieszam się, że z nazwiskami Potza, Piecki czy Christa mam trykoty, gdy występowali w Niemczech. Okazuje się, że hokeiści z Sanoka w latach 90. grali w reprezentacyjnych koszulkach z IO w Sarajewie, ale już z logo klubowym i swoimi nazwiskami. Oczywiście, cenne dla mnie są koszulki hokeistów Naprzodu (ostatnia została nabyta na aukcji charytatywnej Mirosława Paculi – przyp. red.). Mam również bluzę sędziowską Huberta Sitki, który najpierw grał, a potem gwizdał w lidze niemieckiej. Mam część stroju olimpijskiego z Calgary i Sarajewa. Niebawem kolekcja się powiększy...

3. Gadżety

Na jednej ze ścian wisi oprawiony plakat informujący o mistrzostwach świata w Katowicach w 1976 r.

- Znów ktoś wystawił na OLX do sprzedaży niedaleko stąd, w Lędzinach; okazało się, że ma takie cztery i kupiłem wszystkie - dodaje z uśmiechem nasz bohater. - Krążki i znaczki zbieram tak przy okazji, ale wcale od nich nie stronię. Ba, mam też... ławkę z szatni Stadionu Zimowego i przechowuję ją w garażu Krzyśkowi Wojtanowskiemu, bo on w swoim mieszkaniu nie ma dla niej miejsca. Mam też rękawice i łyżwy, w których nasi grali w Katowicach. Ba, mam również okolicznościowe listy, jakie pisali pracownicy różnych zakładów, na cześć hokeistów po wygranej z ZSRR.

Dom Zielosków to niecodzienne miejsce, a na hokejowe eksponaty trzeba byłoby poświęcić kilka dni. Duet Emanuel Zielosko – Krzysztof Wojtanowski planował  nawet zorganizować wystawę pamiątek z okazji 50-lecia katowickich MŚ i historycznej wygranej. W „Spodku” można byłoby wygospodarować miejsce, ale na to potrzebne są fundusze. Może ktoś się znajdzie, kto wsparłby ten pomysł?

Włodzimierz Sowiński