Czas wybudzania

Bartosz Śpiączka, który w całym 2024 roku strzelił pięć goli, wiosną chce być zdecydowanie skuteczniejszy.

Bartosz Śpiączka wierzy, że wiosna w wykonaniu tyszan będzie lepsza. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Gdy 15 lipca 2023 roku Bartosz Śpiączka podpisywał dwuletni kontrakt z GKS-em Tychy, miał spore aspiracje. Urodzony 19 sierpnia 1991 roku doświadczony napastnik traktowany był przez kibiców jako transferowy strzał w... dziewiątkę. Snajper, mający za sobą 183 występy w ekstraklasie, w której zdobył 43 bramki, przychodził do zespołu Dariusza Banasika wprost z najwyższej klasy rozgrywkowej, po sezonie w którym w 30 meczach strzelił 6 goli. Dodajmy, że jego rekord w trakcie jednych rozgrywek to 11 trafień w 27 spotkaniach w barwach Górnika Łęczna w zmaganiach na przełomie 2021 i 2022 roku. - Najważniejsze jest boisko – mówił półtora roku temu w klubowych mediach wychowanek Sokoła Rakoniewice. - Najważniejsze jest to, żeby dawać z siebie wszystko, żeby robić liczby i żebyśmy wygrywali, bo z tego jesteśmy zawsze rozliczani.

Z najgorszym dorobkiem

No więc policzmy... W koszulce z trójkolorowym trójkątem na piersi w poprzednim sezonie Śpiączka w 31 spotkaniach w I lidze strzelił sześć goli – po trzy jesienią i wiosną. Natomiast w obecnych rozgrywkach w 19 występach dorzucił dwa gole, trafiając w pierwszej i ostatniej kolejce rundy jesiennej. Nic więc dziwnego, że na napastnika w drużynie, która na półmetku sezonu zameldowała się z najgorszym dorobkiem strzeleckim 0,59 gola na mecz, spadły największe gromy.

- Ja się nie boję krytyki – zapewnił po pierwszym tegorocznym treningu napastnik GKS-u Tychy. - Wiem, po co tu przychodziłem i wiem, że ode mnie się wymaga więcej bramek. Napastnicy są od strzelania i musimy to robić, więc teraz pozostało mi tylko pracować, nie zwieszać głowy, nie załamywać się. Jestem doświadczony i już niejedno przeszedłem, więc uważam, że ta runda będzie lepsza. Już ostatnie mecze w ubiegłym roku pokazały, że sytuacji było o wiele więcej i udało się w końcu wygrać i strzelić. Jednak jak na nas, zawodników, którzy grali już w najwyższej lidze, to jest mało.

Ciężka praca

Z taką świadomością Bartosz Śpiączka wchodzi więc w 2025 roku, mając niezbyt liczną konkurencję do miana pierwszej dziewiątki w zespole. Daniel Rumin, który rundę jesienną zakończył także z dwoma golami w 19 meczach, zdołał się przekwalifikować na „dziesiątkę”. Natomiast Maksymilian Stangret, wracający z wypożyczenia do II-ligowej Skry Częstochowa, dla której jesienią strzelił cztery gole w II lidze, ma dopiero 19 lat. W tym przypadku jednak wiek może być... atutem pretendenta.

Wczoraj, po testach i badaniach, zaczął się okres treningów i sparingów. Pierwszy mecz kontrolny tyszanie zagrają w sobotę o godzinie 11.00 przeciwko Polonii Bytom. - Cieszę się, że wróciliśmy do treningów – dodał Bartosz Śpiączka. - To jest moment, w którym trzeba naprawdę dobrze popracować, żeby runda była dobra. Wiemy, że poprzednia w naszym wykonaniu nie była taka, jakiej oczekiwaliśmy. W pierwszych meczach prezentowaliśmy się tak, że – powiem uczciwie – nie zasługiwaliśmy na więcej punktów. Później jednak ruszyło i zmiana naszego stylu gry spowodowała zmianę pod względem fizycznym i taktycznym. To nam dużo dało i było widać, już po październikowym sparingu wygranym z Opawą 3:0, że jest lepiej. W lidze też prezentowaliśmy się lepiej jednak nie potrafiliśmy się wyrwać z serii remisów i dopiero na koniec wygraliśmy 2 spotkania. Uważam, że zwycięstwa przyszły trochę za późno, ale trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Dlatego te trzy-cztery tygodnie mocnej pracy pozwolą nam wrócić na boiska w wysokiej formie. Nadchodzi druga runda, która będzie na pewno cięższa, ale myślę, że jeżeli będziemy grali tak, jak kończyliśmy miniony rok, to będziemy mogli być spokojni i piąć się w górę tabeli.

Jerzy Dusik