Czas rozliczyć Orbana!
Zmiana władzy na Węgrzech to nie tylko woda na młyn dla politycznych komentatorów, ale również egzystencjalny znak zapytania... dla kilku „zagranicznych” klubów.
Były już premier Węgier Viktor Orban podczas finału Euro 2024 między Hiszpanią a Anglią na Olympiastadion w Berlinie. Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus
WĘGRY
W Polsce dużym echem obiła się wyborcza porażka partii Viktora Orbana. Zmiana władzy w kraju Madziarów może mieć jednak konsekwencje nie tylko w świecie polityki, ale również... sportu – głównie piłki nożnej.
Nie jest przecież tajemnicą, że węgierskie pieniądze wspierały kluby futbolowe w niektórych krajach ościennych. Działało to różnie – programy ministerialne, sponsoring państwowych spółek, prywatni biznesmeni. Ci ostatni najczęściej byli powiązani z Orbanem. Chętnie we wspieranie klubów włączał się także gigant paliwowy MOL, najbardziej dochodowe węgierskie przedsiębiorstwo.
Znajomi Polaków
Można wskazać aż dziewięć zagranicznych klubów, które korzystały z takiego wsparcia. W Ukrainie to węgierskobrzmiący MFA Munkacs (z Mukaczewa), który dziś zajmuje się głównie młodzieżą. Mocno w ten projekt była zaangażowana znana naszym ligowcom z tureckich sparingów madziarska Kisvarda.W Słowacji są trzecioligowy MSK Rimavska Sobota, ekstraklasowe KFC Komamo i doskonale znany DAC 1904 Dunajska Streda. Liderem słoweńskiej drugiej ligi jest NK Nafta 1903 z Lendavy, w Chorwacji jest NK Osijek, w Serbii - rywal Polaków w Lidze Konferencji TSC Backa Topola, w Rumunii - Csikszereda Miercurea Ciuc i spadkowicz z tamtejszej elity, Sepsi OSK.
Traktat z Trianon
Każdy z tych klubów rośnie za węgierskie pieniądze. Dlaczego? - zapytacie. Trzeba cofnąć się do 4 czerwca 1920 i powojennej zawieruchy. Tego dnia w wersalskim hotelu Grand Trianon podpisano traktat pokojowy między Węgrami a państwami Ententy. Madziarzy byli spadkobiercami dawnej monarchii habsburskiej, znaleźli się po przegranej stronie. Wskutek traktatu ich terytorium skurczyło się o około 2/3, zostało podzielone między sąsiadów, co do dzisiaj jest pamiętane i uznawane przez wielu Węgrów za wydarzenie tragiczne. Poza granicami „nowych” Węgier znalazło się wielu Madziarów, do teraz funkcjonujących jako diaspory.
Argument ten podchwycił Orban, wykorzystywał resentyment rodaków i przy okazji... szukał nowych wyborców. Sam zresztą wywołał olbrzymie kontrowersje i kłótnie z sąsiednimi krajami, gdy na meczu reprezentacji Węgier z Grecją w Budapeszcie pojawił się w szaliku, na którym widniał zarys granic „Wielkich Węgier” – czyli tych sprzed podpisania traktatu.
Co ciekawe, ich malutka część znajduje się... w dzisiejszej Polsce. To bardzo mały fragment Orawy i Spiszu na południowym skraju województwa małopolskiego. Węgrzy jednak o to pretensji nie mają. Podobno woleli, by z dwojga złego więcej tamtych terenów trafiło do Polski, aby nie wzmacniać zbytnio bezpośredniego sąsiada, czyli Czechosłowacji.
Komu odbije się czkawką?
Co stanie się z tymi klubami po odejściu Viktora Orbana? Pamiętać należy, że węgierskie środki w potężnym stopniu wspierają też rumuński hokej. Stadion w Backiej Topoli (dziś formalnie serbskiej) został zbudowany przez Węgrów, a Orban zjawił się na jego otwarciu osobiście. Czy jego następca i detronizator Peter Magyar pójdzie tymi samymi śladami?
W przeciwieństwie do swojego poprzednika, który jeszcze przed objęciem stołka premiera był zapalonym fanem piłki nożnej, Magyar nie ma żadnych widocznych związków ze sportem. Zapowiedział oczywiście rozliczenie ekipy Orbana, ale eksperci podkreślają, że trudno spodziewać się, by nagle całkowicie uciął finansowanie klubów węgierskiej mniejszości (może to zrobić jednak częściowo). To byłby strzał w kolano, zresztą... to też są wyborcy.
Nie można jednak wykluczyć, że biznesmeni ściśle powiązani z byłym premierem ograniczą wsparcie, albo w większym stopniu będzie ono koncentrowało się na młodzieży. Któremu klubowi zmiana władzy odbije się więc czkawką? Tego jeszcze nie wiadomo, ale na pewno warto obserwować wymienione na początku zespoły i to, czy nagle dziwnym trafem nie zanotują podejrzanego regresu...
Piotr Tubacki
