Czarne chmury nad GieKSą
W Satelicie Katowiczanie stracili kolejne punkty.
Santeri Lipiainen dał się pokonać dwa razy w ciągu 42 sekund, ale dał Pasom zwycięstwom. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
TAURON HOKEJ LIGA
Chyba nikt nie przypuszczał, że faworyzowany GKS Katowice straci na własnym lodzie punkty z Comarch Cracovią. A jednak stało się to faktem, bo bramkarz gości Santeri Lipiainen bronił fenomenalnie.
Czarne chmury zawisły nad GieKSą, choć gra jest znacznie lepsza niż wskazują wyniki. Jeżeli przegrywa się kluczowe mecze z rywalami z tej samej półki, to trudno o radosny nastrój. Kontuzje Mateusza Michalskiego oraz Grzegorza Pasiuta mocno pokrzyżowały plany szkoleniowcom. Jednak podobne problemy mają najgroźniejsi rywale, ale jakoś sobie radzą. Connor LaCouvee był sprowadzany z myślą o „jedynce”, ale drugie spotkanie z rzędu broni Michał Kieler. Kanadyjczyk ma mocne CV, ale nie potrafi tego przełożyć na występy na lodzie. To nieomylny znak, że niebawem może nastąpić zmiana na tej pozycji. Przed meczem pytaliśmy działaczy na tę okoliczność, ale w odpowiedzi usłyszeliśmy: stroną sportową zajmują się szkoleniowcy. W tej sytuacji musimy się wykazać cierpliwością.
Trenerzy postanowili dokonać roszad w atakach i tak z dwoma skrzydłowymi, Brockiem Bremerem i Bartoszem Fraszką zagrał Stephen Anderson, a Patryk Wronka wystąpił w ataku z Patrykiem Krężołkiem i Miro Roukonenem. Ta zmiany nie przyniosły konkretów, choć przewaga gospodarzy była przygniatająca. Anderson (6 min) i Fraszko (9) był bliscy zdobycia gola, ale Lipiainen wybronił. Gra dopiero się wyrównała gdy gospodarze grali w trójkę przeciwko czwórce gości, a potem przeciwko piątce, jednak ten trudny moment przetrwali i w końcowych fragmentach znów z pasją zaatakowali.
Druga odsłona była ciekawa i przez długi czas zanosiło się na sporo niespodziankę. Gdy w boksie kar przebywał Bremer, Vili Laitinen zdecydował się na uderzenie spod niebieskiej linii i krążek znalazł się w siatce. Drugi cios zadał James White, gdy w 31 min wykorzystał błąd Poontusa Englunda i w sytuacji sam na sam nie dał szans Kielerowi. Wcześniej, w 23 min Fraszko trafił w słupek, a potem jego kompani wprost szaleli w tercji gości. Lipianen był jak skała.
W końcu jednak nadeszła ostatnia minuta drugiej tercji, gdy w boksie kar przebywał Daniels Gorsanovs. Najpierw Joona Monto idealnie podał do Krężołka, a ten posłał „gumę” do pustej bramki, a na 6 sek. przed końcową syreną w końcu Anderson wpisał się na listę strzelców. Manewr przejścia na grę trzema atakami przyniósł efekt. Uff, ulżyło kibicom GieKSy, bo ich zespół wykaraskał się z biedy...
Wydawało się, że kolejne bramki dla gospodarzy to tylko kwestia czasu, a tymczasem fiński golkiper dokonywał istnych cudów. GKS grał w różnych ustawieniach ofensywnych, ale nic to nie dawało. Wronka, Fraszko, Anderson czy Krężołek oddawali soczyste uderzenia, ale Fin był nie do pokonania. Pod koniec 52 min Pasy wyprowadziły jedną z nielicznych kontr i Daniels Berzinš dalekim uderzeniem zaskoczył Kielera. Ten gol na pewno idzie na konto bramkarza gospodarzy. Na 2:31 min przed końcem trener Płachta wziął czas i wycofał bramkarza, jednak bez efektu... Pasy zapisują pierwsze punkty w tym sezonie!
Włodzimierz Sowiński
◼ GKS Katowice – Comarch Cracovia 2:3 (0:0, 2:2, 0:1)
0:1 – Laitinen - White (22:15, w przewadze), 0:2 – White (30:18), 1:2 – Krężołek – Monto – Sredl (39:12, w przewadze), 2:2 – Anderson – Wronka – Chodor (39:54), 2:3 - Berzinš – Montgomery (51:55).
Sędziowali: Przemysław Gabryszak i Bartosz Suski – Michał Gerne i Michał Żak. Widzów 1072.
GKS: Kieler; Lundegard – Englund (2), Sredl – Cap, Maciaś – Huttula, Chodor; Bremer (2) – Wronka – Fraszko, Krężołek – Anderson – Roukonen, Forslund (4) – Monto – Jonasz Hofman, Jakub Hofman – Centkowski - Kosmęda. Trener Jacek PŁACHTA.
CRACOVIA: Lipianen (2); Laitinen – Berzinš, Szkrabau (2) – Jaracz, Gorsanovs (2) – Mętel, Kapa; O. Valtola – Ubowski – Airo, B. Dawid – Montgomery – White, D. Kapica – Mocarski – Gumiński, Konarski, Kot. Trener Krystian DZIUBIŃSKI.
Kary: GKS – 8 min, Cracovia – 8 (2 tech.) min.
42 SEKUNDY potrzebowali gospodarze, by w ostatniej minucie 2. tercji doprowadzić do remisu.
48 STRZAŁÓW oddali gospodarze, zaś goście zrewanżowali się 16.
58 SEKUND było do końca kary Bremera, gdy goście zdobyli pierwszego gola.
85 SEKUND gospodarze grali w trójkę, zaś 39 sekund w czwórkę przeciwko piątce Pasów.
