Coś więcej niż sentyment

Rozmowa z byłym trenerem Odry Opole, a obecnie szkoleniowcem Pogoni Siedlce Adamem Noconiem

Na razie trener Adam Nocoń cieszył się z jednego zwycięstwa z Pogonią. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Jak pan traktuje ostatni tegoroczny mecz Pogoni Siedlce z Odrą Opole?

– To jest na pewno coś więcej niż mecz sentymentalny. W Opolu pracowałem przecież ponad półtora roku i w tym czasie najpierw wywalczyliśmy utrzymanie, a następnie doszliśmy do baraży i walczyliśmy o ekstraklasę. W moim sercu zawsze będzie Odra i szacunek dla kibiców opolskiego klubu oraz wspomnienia pięknych momentów. Tamten czas to już jednak tylko historia, a teraźniejszość to sytuacja w tabeli, w której moja obecna drużyna, czyli Pogoń Siedlce, zajmuje ostatnie miejsce, a zespół z Opola jest tylko dwie pozycje wyżej. Powiem szczerze, że odchodząc latem z Odry, nie spodziewałem się, że za pół roku ten zespół będzie w takim miejscu. Nie spodziewałem się też tego, że będę pracował w Siedlcach i wystąpię w roli gospodarza. Takie jednak jest życie trenera i teraz muszę stanąć po drugiej stronie barykady.

Patrząc na bilans bramkowy Odry pod wodzą Jarosława Skrobacza i Pogoni Siedlce z panem na ławce trenerskiej, można zaryzykować stwierdzenie, że macie przewagę.

– Oj, to bardzo ryzykowne stwierdzenie (śmiech). Owszem, za mojej kadencji Pogoń ma bilans bramkowy 7:14, a Odra trenera Skrobacza 5:18, ale jednak opolanie zdobyli w tym czasie siedem punktów, a my cztery. Ale w naszym bezpośrednim starciu nie o to będzie chodziło. Opolanie aż 12 goli stracili w dwóch meczach, czyli z Arką i Ruchem, bo trafili na dobry dzień przeciwników, ale w pozostałych spotkaniach prezentowali się solidnie w obronie. A nawet w tym ostatnim meczu w Chorzowie, choć przegranym 0:6, to przy stanie jednobramkowym prowadzeniu gospodarzy Odra miała dwie stuprocentowe okazje bramkowe i grała naprawdę dobrze.

Więc jakiej Odry spodziewa się pan w Siedlcach?

– Wiem, że są tam tacy zawodnicy, którzy potrafią grać w piłkę i spodziewam się, że pokażą swoje umiejętności w meczu z nami. Co prawda kontuzje piłkarzy mocno dokuczają trenerowi Skrobaczowi, ale on ma swoje problemy, a ja też nie jestem od nich wolny. Nie wiem, czy do niedzieli Cezary Demianiuk i Karol Podliński dojdą do pełni sił, a są to najważniejsze ogniwa naszej gry ofensywnej i zawodnicy bardzo potrzebni zespołowi. Widać to zresztą po wynikach, bo gdy gramy bez nich, niestety nie wygrywamy. Liczę, że zagramy z nimi i – tak jak z Kotwicą, bo to był nasz najlepszy mecz za mojej kadencji – wygramy z Odrą i odbijemy się od dna tabeli. Trzeba jednak przyznać, że tych dobrych spotkań w naszym wykonaniu było więcej, ale niestety proste błędy, które robimy w defensywie, sprawiały, że przegrywaliśmy jedną bramką. Z Arką, z którą zagraliśmy bardzo dobry mecz, z Wartą, z którą prowadziliśmy i straciliśmy dwa gole w pięć minut oraz ostatnio w Głogowie, gdzie Chrobry strzelił jedynego gola meczu w doliczonym czasie pierwszej połowy, kontrując nas po naszym rzucie wolnym... To są przykłady, że moment dekoncentracji może dużo kosztować. Niewiarygodne jest też to, że najpierw w meczu z Wartą już w pierwszej minucie kontuzji doznał Demianiuk, a w następnym meczu z Chrobrym też od razu na początku taki sam uraz zgłosił Podliński. I to są nasze największe problemy.

A jakie są pozytywy i plusy, na których kibice Pogoni mogą opierać nadzieję na utrzymanie?

– „Światełkiem w tunelu” na pewno jest nasza lepsza gra, w porównaniu do wcześniejszej, ale żeby to był naprawdę powód do zadowolenia, to muszą jeszcze za tym iść punkty, a tych nam brakuje. Jeżeli w ostatnim tegorocznym meczu wygramy, wtedy z nadzieją będziemy myśleć o rundzie wiosennej. Dlatego ten mecz ma dla nas ogromne znaczenie. Nie zamierzamy się poddawać, tym bardziej że I liga w tym sezonie, w odróżnieniu od poprzednich rozgrywek, nie jest tak mocno wyrównana, a podzieliła się na dwie części. Pierwsza połowa walczy o awans, a druga broni się przed spadkiem i te różnice na boisku są widoczne. Gdy z Odrą walczyliśmy o utrzymanie wiosną 2023 roku, wszystkie zespoły były na styku. Teraz są kluby mocne i finansowo, i piłkarsko, a reszta odstaje od tych firm, więc w tym upatruję naszą szansę na utrzymanie. W Siedlcach czuje się piłkarską atmosferę i jest tu zapotrzebowanie na dobrą piłkę. Kiedy zespół walczył o awans do I ligi i wygrywał swoje mecze, na mecze przychodziło blisko trzy tysiące kibiców. Tak też było jeszcze podczas spotkania z Wisłą Kraków, ale porażki powodują, że entuzjazm wygasa, bo kibice lubią się cieszyć ze zwycięstw swojej drużyny. Mam nadzieję, że gdy zaczniemy wygrywać, fani znowu będą towarzyszyć zespołowi. Przecież na pierwsze w tym sezonie domowe zwycięstwo musieli czekać ażdo 8 listopada, czyli do 16. kolejki, więc nic dziwnego, że sympatycy klubu są tym zdegustowani. Widać, że klub po wywalczeniu mistrzostwa II ligi bardzo boleśnie zderzył się z realiami zaplecza ekstraklasy. Dlatego, jeżeli wiosną chcemy myśleć o walce o utrzymanie, to musimy zimą dokonać wzmocnień. Zresztą wyniki potwierdzają, że to, czym dysponujemy, to za mało. Mam jednak nadzieję, że w ostatnim meczu tego roku nasz zespół wzniesie się na wyżyny i zamkniemy kalendarz zwycięstwem.

Rozmawiał Jerzy Dusik