Co będzie latem?
Kamil Glik nieprędko wróci do gry, ale poleciał z drużyną na obóz do Turcji.
Kamil Glik nie chce kończyć kariery. Czy zostanie w Cracovii? Fot. Paweł Bejnarowicz/PressFocus
Sprawna rehabilitacja
Trener 5. drużyny ekstraklasy zabrał do Beleku 27 zawodników, ale nie ze wszystkich mógł skorzystać we wtorkowym sparingu. Kilku ma drobne urazy i sztab nie chce ryzykować ich pogłębienia. Bardzo daleko od pełnych treningów z zespołem i gry w meczach jest niespełna 37-letni Kamil Glik, który przed październikowym meczem z Lechem Poznań doznał poważnej kontuzji kolana . W czasie ostatniego treningu przed hitem kolejki noga obrońcy ujechała na mokrej murawie i od razu było wiadomo, że problem jest poważny. Dla „Pasów” był to spory cios, bo Glik znajdował się w wysokiej formie. Wcześniej krakowianie stracili Jakuba Jugasa, a potem problemy miał Virgil Ghita, co oznaczało zdziesiątkowanie obrony. Od jesieni Glik rehabilituje się w klubie i prywatnych gabinetach fizjoterapeutycznych. - Wszystko przebiega sprawnie, nie dzieje się nic złego. Jego determinacja pomaga w szybkim powrocie do zdrowia - podkreślał przed wylotem do Turcji trener Dawid Kroczek. Ograny w zachodnich ligach piłkarz towarzyszy drużynie na zagranicznym zgrupowaniu, bo jest jej ważnym ogniwem, choć nie może jej aktualnie pomagać. Wykonuje swoją pracę i uczestniczy w życiu zespołu.
Nowa umowa?
Jego dwuletnia umowa z Cracovią wygasa w czerwcu, więc pojawia się pytanie, czy zostanie przedłużona. - Kamil jest ważną postacią dla nas wszystkich. Wiemy doskonale, jak duży wpływ miał na naszą grę obronną; grał bardzo dobrze i był naszym podstawowym obrońcą. Jeżeli tylko będzie zdrowy, to chyba wszyscy widzielibyśmy go w zespole, bo to świetny piłkarz. Mam nadzieję, że zdąży się wyleczyć i będziemy mogli z niego skorzystać. Kamil ciężko pracuje, robi wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do sprawności i mocno trzymamy kciuki, żeby to się udało - podkreśla trener Kroczek. Zaledwie dwa tygodnie przed odniesieniem fatalnej kontuzji pochodzący z Jastrzębia Zdroju zawodnik był w świetnym nastroju i nie myślał o tym, kiedy zawiesić buty na kołku. - Mogę cały czas grać, bo jeśli omijają mnie kontuzje i jestem dobrze przygotowany fizycznie, to udowodniam to na treningach i w meczach. Cały czas czerpię z tego radość, mam dużo chęci do trenowania i grania. Jak poczuję, że nie do końca bawi mnie wstawanie rano i jechanie na trening, to będę pierwszy, który podniesie rękę i powie, że ma dość. Na razie mam zapał - zapewniał Kamil Glik.
Prezes nie był fanem
Szkoleniowiec jest na „tak”, zawodnik także. Wiadomo jednak, że piłka jest nieprzewidywalna i za jakiś czas tego pierwszego może nie być w klubie. Na razie to mało realny scenariusz, ale życie pisze różne scenariusze. Kontrakt DawidaKroczka też kończy się po sezonie i zostanie przedłużony, gdy drużyna skończy rozgrywki na zapisanej w nim pozycji lub wyżej. Wiele będzie zależało także od prezesa Mateusza Dróżdża, który na początku nie był fanem 103-krotnego reprezentanta. Rzeczywiście, Glik miał bardzo słaby powrót do ekstraklasy, ale w tym sezonie prezentował się lepiej niż dobrze. Bronił się aktualną formą, jego wcześniejsze dokonania w kadrze czy w innych ligach nie miały znaczenia.
Michał Knura
