Cisza przed burzą?
Łukasz Tomczyk jest gotowy do podjęcia pracy w Rakowie, ale klub nie zamierza puścić Marka Papszuna do Legii. Zamieszanie wydaje się nie mieć końca.
Sytuacja, w jakiej znalazł się Marek Papszun, z pewnością nie jest komfortowa, ale na razie nie przeszkadza mu osiągać z Rakowem świetnych wyników. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Raków notuje świetne wyniki, Legia fatalne, ale nie zmienia to sytuacji, że Marek Papszun wciąż bardzo chce jak najszybciej przenieść się z Częstochowy do Warszawy. Jeśli nastąpi to po ostatniej kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji, to może się okazać, że w momencie, gdy szkoleniowiec będzie opuszczał Raków, ten będzie liderem ekstraklasy, uczestnikiem 1/8 finału europejskich pucharów oraz ćwierćfinału Pucharu Polski. A Legia? Prawdopodobnie będzie w strefie spadkowej i odpadnie z europejskich rozgrywek, co w krajowym pucharze już się stało. Nawet biorąc pod uwagę markę stołecznego klubu na polskim rynku, z logicznego punktu widzenia wolę charyzmatycznego trenera nie do końca można zrozumieć.
Ma haki na zarząd?
Chyba że sprawa ma drugie dno, którego przedstawienie Papszun zapowiedział w czasie niedzielnego wydania Ligi+ Extra na antenie Canal+. – Wypowiem się na ten temat i to może nastąpić nawet jutro. Wtedy będzie można ocenić, jak to wyglądało i wygląda z mojej perspektywy. Myślę nad tym, w jakiej formule do tego dojdzie – powiedział tajemniczo wciąż aktualny trener wicemistrzów Polski. To na razie nie nastąpiło, ale kibice w całym kraju czekają na dalszy rozwój wydarzeń. Jakie „haki” może mieć na najważniejsze osoby w Rakowie szkoleniowiec? Podczas wspomnianego magazynu wyznał m.in. to, że w czasie kryzysu na początku sezonu „klub chciał go zwolnić, a teraz nie chce puścić”.
Zachwiana relacja
Trener mógł się obrazić na to, że w klubie zaczęto rozmawiać o jego potencjalnym następcy, zanim on podjął jakiekolwiek rozmowy z Legią. Trudno jednak byłoby mieć pretensje do Michała Świerczewskiego, że zaczął poważnej sondować rynek w momencie, gdy drużyna przegrywała, a do tego grała wyjątkowo nieatrakcyjnie. W ogóle zachwiana relacja pracodawca – pracownik w Rakowie wydaje się punktem zapalnym sytuacji, której obecnie jesteśmy świadkami. Współpraca Świerczewskiego z Papszunem rozpoczęła się w 2016 roku i w zasadzie od początku wykraczała poza standardowe schematy. Właściciel firmy x-kom ufał trenerowi bezgranicznie, dał mu niemalże władzę absolutną i spełniał wszelkie zachcianki. Wydawało się, że taka postawa całkowicie się broni, ponieważ przynosiła bardzo wymierne efekty – kolejne awanse, wicemistrzostwo już w drugim sezonie gry w ekstraklasie, Puchar oraz Superpuchar Polski, powtórzone zresztą rok później. Gdy w 2023 Papszun sięgnął po upragnione mistrzostwo i zapowiedział odejście z klubu, pożegnany został z najwyższymi honorami. Po ostatnim meczu z murawy zabrał go wynajęty helikopter. Trudno było w takich warunkach „nie odlecieć”. Tym bardziej, że po rocznym urlopie miejsce pracy wciąż na niego czekało – z podwyżką oraz „lepszym wyposażeniem biura”.
Trwa „finał sezonu”
Papszun na ofertę przystał, ale bardziej z powodu braku „oferty życia”, na którą czekał, niż z pełnego przekonania do kontynuacji projektu w Rakowie. Drużynę udało mu się poukładać, częstochowianie sięgnęli po wicemistrzostwo Polski, ale – biorąc pod uwagę okoliczności – w klubie uznano to za porażkę. I to najpewniej wtedy po raz pierwszy bardzo mocno zaczęły się rozjeżdżać oczekiwania szkoleniowca oraz właściciela. Początek obecnych rozgrywek tylko je pogłębił, a „finału sezonu” właśnie jesteśmy świadkami. Z wielką stratą dla wszystkich historia, która mogłaby – zresztą nadal jest – inspiracją dla niejednego filmu, kończy się w atmosferze wzajemnych oskarżeń, niedomówień i poczucia zdrady. Nie wiadomo, na co dokładnie latem 2024 roku umawiali się obaj dżentelmeni. Papszun zapowiada ujawnienie kulis całej sytuacji, klub nie zamierza na to odpowiadać. Wszystko wskazuje na to, że cała saga jeszcze trochę potrwa. Na razie ze znakomitym skutkiem dla Rakowa pod kątem sportowym, bo Raków wygrał cztery ostatnie mecze z rzędu, notując bilans bramkowy 11:3.
Mariusz Rajek
