Ciemność widzę
W Radomiu atmosfera przed startem ekstraklasy była tak napięta i buzująca, że... aż wybiło korki i mecz z Arką trzeba było odwołać.
W takich okolicznościach grać można tylko fluorescencyjną piłką. W Radomiu niestety takiej nie mieli. Fot. Kacper Pacocha/Press Focus
Miało to swój urok, gdy w niemal egipskich ciemnościach i przy resztkach awaryjnego oświetlenia radomskie trybuny rozświetliły się latarkami telefonów, niczym na dobrym koncercie. Śpiewany był jednak hymn Radomiaka, a nie Metallica czy Scorpions. Ultrasi na powrót ligi przygotowali oprawę wraz z pirotechniką, którą... i tak odpalili, co przy zgaszonych światłach dało dodatkowy efekt. Awaria oświetlenia początkowo przesunęła rozpoczęcie meczu o kwadrans, ale nim dobiegł on końca, jasne stało się, że nie uda się jej usunąć . Trzeba grać kiedy indziej. Radomiak na szybko wrzucił jeszcze w social media „minioświadczenie”, informując, że „nie jest właścicielem obiektu i nie ma żadnego wpływu na powyższe zdarzenie. Przyczyny zaistniałej sytuacji pozostają nieznane”.
Promykiem światła pośród mroku był... reflektor Canal+, który – korzystając z własnego, zewnętrznego zasilania – snopem jasności dał fundament pod efektowne ministudio prosto z murawy. Dziennikarka Daria Kabała-Malarz stanęła tam z ekspertem Andrzejem Juskowiakiem, potem dołączyli do nich trenerzy obu zespołów – Dawid Szwarga z przyjezdnej Arki oraz Goncalo Feio z ekipy gospodarzy. Pewnym paradoksem jest to, że nadal istnieje ryzyko, że część dzisiejszych bądź jutrzejszych spotkań zostanie przełożona z powodu niskich temperatur. W Radomiu jednak... przeszkodził prąd, a obie drużyny chciały grać, mimo że murawa była wyjątkowo twarda, a kilka minut po planowanym rozpoczęciu termometry pokazywały ok. 14 stopni pod kreską. Trener Feio we wcześniejszych dniach żartował, że z Arką najchętniej zagrałby pod specjalnym balonem, gdzie zazwyczaj trenują jego piłkarze. – A nie mówiłem? – śmiał się w ciemności Portugalczyk.
– Chcieliśmy grać – mówił Szwarga. – Przygotowaliśmy się dobrze. Spędziliśmy 24 dni na zgrupowaniu, poświęciliśmy dużo naszej codzienności, kontaktu z rodzinami, żeby do tego meczu doszło. Są jednak rzeczy niezależne od nas. Wszystko podporządkowujemy temu, aby przygotować się do takiego spotkania. Ostatni posiłek jemy o odpowiedniej godzinie, a każde jej przesunięcie rozregulowuje i utrudnia ten temat – dodał. Najbardziej żałowali kibice Arki, którzy w liczbie ok. 700 głów zjawili się w sektorze gości, pokonując blisko 500 kilometrów.
Teraz pozostaje czekać na nową datę rozegrania spotkania wskazaną przez władze ligi. Z terminami jest na ogół krucho, ale w tym przypadku atutem jest fakt, że ani Arka, ani Radomiak nie grają już w rozgrywkach innych niż ekstraklasa. Okienko w środku tygodnia powinien się znaleźć.
Piotr Tubacki
Ciemno wszędzie, minus 14 wszędzie, co to będzie, co to będzie? Fot. C+ Online
