Chwilo trwaj

Częstochowianie mają na rozkładzie wszystkich możnych naszej ligi. Jako ostatni padli „Jurajscy rycerze”.

Mateusz Bieniek rzadko miał okazję atakować bez bloku. Fot. PAP/Waldemar Deska

PLUSLIGA

W Częstochowie znów rodzi się moda na siatkówkę. Nie za sprawą AZS-u, który w latach 90. XX wieku i na początku XXI należał do najlepszych w kraju, lecz Norwida, będącego w cieniu potężnego sąsiada. Klub, który miał się skupić na szkoleniu młodzieży, w drugim swoim sezonie w elicie zawojował PlusLigę. Właśnie pokonał wicemistrza kraju, Aluron CMC Wartę Zawiercie, dzięki czemu ma na rozkładzie wszystkich możnych naszej ligi. W pierwszej rundzie wygrał z Jastrzębskim Węglem, PGE Projektem Warszawa, Asseco Resovią, Bogdanką LUK Lublin i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Jedynie „Jurajscy rycerze” potrafili z nim zwyciężyć 3:0. Teraz częstochowianie wzięli rewanż. W ostatniej kolejce po dramatycznym, pełnym zwrotów akcji ograli ich 3:2. Dla zawiercian była to pierwsza przegrana od początku grudnia. 

– Dla takich meczów się trenuje. Po to tu jesteśmy. Te emocje... są nie do opisania. Fani mogą być zadowoleni z naszej gry, mimo że falujemy, mamy swoje problemy kadrowe, to dajemy z siebie maksa. Poza trzecim setem nie mamy sobie nic do zarzucenia. Daliśmy 110 procent. Było to widać po każdym zawodniku; kto tylko wszedł dał wszystko – podsumował Sebastian Adamczyk, środkowy Norwida, który w sobotnim starciu zdobył 400. punkt w PlusLidze.

Warto dodać, że dla częstochowian było to historyczne, bo pierwsze zwycięstwo nad ekipą z Zawiercia. Poprzednie trzy przegrali i to zdecydowanie, nie zdobywając choćby seta. - Pierwszy raz w historii Norwid wygrał mecz z Zawierciem. Na boisku każdy oddał serce, wykonał kawał dobrej roboty – mówił Damian Kogut. Przyjmujący ekipy z Częstochowy miał podwójne powody do zadowolenia. Do tej pory zwykle wchodził zadaniowo na zagrywkę. Przeciwko Aluronowi CMC Warcie trener Cezar Douglas Silva dał mu więcej pograć. Najpierw wszedł na krótką zmianę w drugim secie, w kolejnym zastąpił Bartłomieja Lipińskiego i został już do końca. - Bardzo się cieszę, że trener mi zaufał i zagrałem trzy pełne sety. Dawno nie byłem tak zmęczony. Ze swojej gry mogę być zadowolony, choć oczywiście były elementy, które mogłem lepiej wykonać, ale robimy swoje – podkreślił Kogut.

- Przypomina mi się mecz z Jastrzębskim Węglem. Wtedy też wygraliśmy pierwszego seta, w dwóch kolejnych lepsi byli rywale, ale w czwartym znów zwyciężyliśmy, tak samo jak w tie-breaku. To niesamowity wynik, fajna sprawa. To będą piękne wspomnienia - cieszył się z kolei Mateusz Masłowski, libero Norwida.

Mimo efektownych zwycięstw częstochowianie wcale nie są pewni gry w play offie (wystąpi w nim osiem czołowych zespołów). Obecnie są na szóstej pozycji, do piątej ZAKSY tracą pięć punktów i mają mecz rozegrany więcej. Muszą jednak patrzeć za siebie, bo grupa pościgowa - Asseco Resovia, PGE GiEK Skra Bełchatów, Ślepsk Malow Suwałki i Indykpol AZS Olsztyn – mocno naciska. Dziewiąty Ślepsk Malow traci osiem „oczek”. – Cieszymy się z dwóch punktów, bo w tabeli robi się ciasno. Goni nas Asseco Resovia. Musimy zbierać jak najwięcej punktów – przekonywał Kogut.

Goście z Zawiercia w Częstochowie wcale nie musieli przegrać. Zaważył pierwszy set. Mogli w nim prowadzić 24:21, ale Kyle Ensing nie skończył ataku. Chwilę później, przy stanie 24:22, nie potrafili zadać decydującego ciosu, choć mieli piłkę w górze. - Mieliśmy szanse na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę. W pierwszym secie też mogliśmy zwyciężyć i może tie-breaka by nie było, ale podaliśmy dłoń dobrze dysponowanej drużynie z Częstochowy i niestety przegraliśmy – żałował straconej szansy Patryk Łaba, przyjmujący „Jurajskich rycerzy”.

(mic)

Olsztynianie sprawdzą mistrza

W PlusLidze dokończona zostanie dzisiaj 21. kolejka. Rozegrane zostaną dwa spotkania. Indykpol AZS Olsztyn podejmie Jastrzębski Węgiel (17.30), a PGE Projekt Warszawa – Barkom Każany Lwów (20.30).

Zwłaszcza ten pierwszy mecz zapowiada się arcyciekawie. Goście są faworytami. To mistrzowie Polski, liderzy tabeli i  do tego wygrali pięć ostatnich meczów z Indykpolem AZS-em. Olsztynianie po fatalnym początku i zmianie trenera od pewnego czasu spisują się jednak bardzo dobrze. Z siedmiu ostatnich spotkań wygrali pięć i włączyli się do walki o play off.

(mic)