Cenne doświadczenia
Rozmowa z Jakubem Szmatułą, byłym bramkarzem Piasta, obecnie członkiem sztabu szkoleniowego
Jakub Szmatuła zdaje sobie sprawę, że wiosna będzie trudna. Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
Jest pan w Piaście od wielu lat. Sporo przeżył zarówno jako bramkarz, jak i członek sztabu. Jaka była ta ostatnia jesień?
– Na pewno trudna, obfitująca w wiele zdarzeń, które stały się dla mnie i dla nas cennym doświadczeniem. Wiele materiałów do przemyśleń i analiz dała nam ta jesień. To nie jest tak, że rzeczywistość nas zaskoczyła, bo już przed sezonem wiedzieliśmy, że może być trudno, bo w klubie doszło do wielu zmian i one musiały mieć odbicie na murawie. Na szczęście udana końcówka jesieni dała nam spokojniejsze święta i motywację do pracy przed startem wiosny.
Trudno nie zapytać o zmianę trenera, bo to był chyba kluczowy moment tej jesieni. Dlaczego się nie udało ze szwedzkim szkoleniowcem?
– Trochę zabrało czasu, nawet nie cierpliwości, żeby z trenerem Maksem Molderem dalej pracować. On wprowadził i zostawił wiele dobrego, choć nie wszyscy tak myślą, czy też o tym wiedzą. My to jednak w środku klubu widzimy. Rozgrywanie akcji, utrzymywanie się przy piłce, cierpliwe kreowanie akcji – na tej podstawie bazujemy do dziś i z trenerem Danielem Myśliwcem to ulepszamy, wprowadzamy na wyższy poziom. Widać też, że drużyna została dobrze przygotowana do sezonu pod względem kondycyjnym. Liga jednak nie daje czasu – początek był słaby, punkty uciekały, a presja narastała. Taka jest po prostu zawodowa piłka. Dlatego podczas okresu przygotowawczego musimy kontynuować to, co robiliśmy, poprawić kilka elementów i powinno być dobrze.
Co najbardziej szwankowało w zespole jesienią?
– Na początku brakowało strzałów, skuteczności i goli. Gdy z tym się poprawiło, to kulała defensywa i nad tym elementem musimy najmocniej popracować. Często na boisku byliśmy lepsi, ale przez niefrasobliwość w tyłach i niewykorzystane sytuacje końcowy wynik nie był taki, na jaki liczyliśmy. Musimy uszczelnić obronę, ale wierzę, że najgorsze już za nami.
Wspominał pan o wielu zmianach kadrowych. Zespół mocno się zmienił, część piłkarzy późno do was dołączyła. Czy to oznacza, że wciąż widać spore rezerwy w drużynie?
– Tak. Podam przykład Hugo Vallejo. Dołączył do nas późno, musiał popracować fizycznie i taktycznie, a w dodatku trwał proces aklimatyzacji. Dlatego zobaczyliśmy go w dobrej dyspozycji dopiero po koniec grania w 2025 roku. Takich piłkarzy jest więcej i wiosną powinniśmy zobaczyć ich pełnię możliwości. Trener Myśliwiec poświęcił czas każdemu, odbył wiele rozmów, by dotrzeć do zawodników.
Pozostając przy zmianach – Piast zawsze kojarzył się z rodzinną atmosferą w szatni i scementowaną grupą. Czy po przyjściu wielu obcokrajowców to się zmieniło?
– Na pewno kadra i szatnia wygląda inaczej, ale atmosfera nadal jest bardzo dobra. Nie ma grup czy podgrupek. Obcokrajowcy chcą się aklimatyzować i czują się częścią zespołu. Starsi piłkarze, tacy jak Czerwiński, Chrapek czy Szymański, mocno dbają o atmosferę i scementowanie zespołu.
Piłkarzem rundy w Piaście był Frantisek Plach. Słowak bronił jak za najlepszych czasów?
– Na pewno, choć może już nie wszyscy pamiętają, że zaczął sezon od wpadki w derbach z Górnikiem. Ten błąd go jednak nie załamał, wręcz przeciwnie. Szybko się pozbierał i w wielu meczach prezentował się świetnie. Będę podkreślał, że duża też w tym zasługa drugiego bramkarza Karola Szymańskiego, który mocno go naciska, dzięki czemu poziom jest wysoki.
Który z meczów Piasta był najlepszy tej jesieni?
– Niezwykle ważne były dwa mecze z Legią Warszawa, u siebie i na wyjeździe (oba wygrane – przyp. red.). Byliśmy pod presją, rywale też, były trudne momenty, ale ostatecznie pokazaliśmy charakter. Bardzo dobrze zagraliśmy też z Lechem Poznań w Pucharze Polski. Do przerwy sprawa awansu powinna być rozstrzygnięta na naszą korzyść. Bramkarz Lecha grał jednak wybitnie, a my straciliśmy gole po stałych fragmentach. Szkoda, że odpadliśmy, ale pokazaliśmy, że możemy rywalizować z najlepszymi w kraju. Są więc podstawy do optymizmu i mam nadzieję, że dobrze wejdziemy w rundę wiosenną. Różnice punktowe nie są wielkie, więc najpierw patrzymy w dół, a potem – mam nadzieję – w górę.
Zimą pojedziecie na obóz do hiszpańskiego L'Albir – miejsca, które było waszą bazą wiele razy. Zagracie sparing między innymi z duńskim Broendby. To przepis na sukces?
– Mamy taką nadzieję. To miejsce w Hiszpanii znamy doskonale, czujemy się tam bardzo dobrze, a mecze z silnymi przeciwnikami mają pomóc nam stać się lepszymi. Chcemy się rozwijać i szykować na trudną wiosnę, więc grając z kimś takim jak Broendby, możemy sprawdzić się na tle kogoś silniejszego od nas.
Rozmawiał Krzysztof Brommer.
