Bytomski dynamit na wyjeździe
W Polonii mają powody do zadowolenia. Zaprezentowali modelowy przykład, jak powinno się grać w gościach.
Trener Wojciech Mróz ma powody do satysfakcji. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Do przerwy 0:1
Bytomianie w Pruszkowie grali w tym roku już drugi raz, wcześniej, pod koniec lutego, nie wyszło im tam z Pogonią Grodzisk (porażka 1:2). Tym razem rywal był jednak dużo słabszy, choć zaczął - a właściwie chciał zacząć - z mocą i żarliwością. Pruszkowianie od startu zaatakowali, można to wręcz nazwać "mocnym natarciem", gdyby nie riposta. W pierwszych trzech minutach Znicz miał trzy rzuty rożne, szansę miał Oskar Koprowski ale gong przyszedł szybko. Podopieczni Łukasza Smolarowa zostali sprowadzeni na ziemię po pięciu minutach gry. Zdecydował o tym doświadczony Patryk Stefański, który sprytnie z bliska wykorzystał centrę z prawej strony Kacpra Michalskiego. Obrońcy gospodarzy mogli mieć do siebie pretensje. Do przerwy mogło być wyżej, bo dwa razy groźnie strzelał Kamil Wojtyra. Tym razem bramkarz Piotr Misztal nie dał się jednak zaskoczyć.
Polonia jak kobra
Do przerwy było więc 0:1 i Znicz ciągle miał nadzieję, że coś w tym spotkaniu ugra. Dążył do wyrównania, rzucił - jak to się górnolotnie określa - wszystkie siły do walki, ale goście szybko pozbawili Pruszkowian jakichkolwiek złudzeń. Ba, druga połowa to wręcz pokaz siły Bytomian!
Wszystko za sprawą Konrada Andrzejczaka, który przeprowadził wyśmienitą indywidualną akcję. Polonista zbiegł do środka i zdecydował się na uderzenie z 20 metrów. Strzał był kapitalny, piłka wpadła w okienko bramki gospodarzy. Jakby tego było mało - sześć minut później poprawił Oliwier Kwiatkowski, który świetnie spisał się w zamieszaniu podbramkowym. 21-latkowi było mało. Raz, dwa, trzy? Mało! Utalentowany piłkarz, któremu przygląda się choćby Raków, w 68 minucie poprawił jak należy. Fakt, że przy tym golu pomógł mu trochę przypadek - piłka dotknęła nogi jednego z obrońców gospodarzy i dopiero wtedy wpadła do bramki - jest nieistotny.
W końcówce rozluźnieni goście pozwolili ekipie z Pruszkowa na honorowego gola. Znicz - trzeba mu to przyznać - ciągle próbował odrobić straty. Najbardziej aktywny był Krystian Tabara, ale jego strzał obronił Wojciech Banasik. W doliczonym już czasie gry sędzia podyktował karnego za faul Jakuba Szymańskiego i Dominik Sokół trafił do siatki na otarcie łez.
Znicz wiosną wygrał tylko raz i jest naprawdę bliski spadku. Właściwie może przed nim uratować go już tylko cud. Polonia? Jak kobra - szybka i niebezpieczna. W ten zespół wyraźnie wstąpił nowy duch, a wspomniana na wstępie zwycięska seria daje nadzieję na naprawdę udane zakończenie sezonu.
(pacz)
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Znicz Pruszków - Polonia Bytom 1:4 (0:1)
0:1 - Stefański 5 min, 0:2 - Andrzejczak 54 min, 0:3 - Kwiatkowski 60 min, 0:4 - Kwiatkowski 68 min, 1:4 - Sokół 90+3 min, z karnego
ZNICZ: Misztal - Juzvak, Koprowski, Jach, Ochronczuk (59. Proczek) - Majewski, Borecki (82. Nadolski), Ciepiela (72. Redliński), Sokół - Bąk (59. Bartosiewicz), Tabara. Trener Łukasz SMOLAROW.
POLONIA: Banasik - Szymusik, Szymański, Matić - Michalski (75. Calavera), Łabojko, Gajda (76. Bakala), Stefański (61. Zieliński) - Kwiatkowski (76. Łukowski), Wojtyra, Andrzejczak (75. Łabędzki). Trener Wojciech MRÓZ.
Sędziował Damian Krumplewski (Olsztyn). Widzów 750. Żółte kartki: Jach - Stefański, Szymański.
