Było po włosku, będzie po rumuńsku
Massimo Botti nie spełnił oczekiwań rzeszowskich działaczy. Teraz czas na Gheorghe Cretu.
Gheorghe Cretu po siedmiu latach znów zawitał do Rzeszowa. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Botti do Polski trafił przed sezonem 2024/25, podpisując kontrakt z Bogdanką LUK Lublin. Pierwszy rok obfitował w same sukcesy. Pod jego wodzą Lublinianie zdobyli mistrzostwo Polski, Superpuchar oraz Puchar Chellenge. Włoch został też doceniony indywidualnie, bo otrzymał tytuł trenera sezonu PlusLigi. Wszyscy zachwycali się jak prowadził zespół, jak pod jego skrzydłami rozwinął się Michał Sawicki i jak umiejętnie gospodarował siłami Wilfredo Leona, który dopiero co po kontuzji wrócił do grania.
Zjazd bohatera
Przed ostatnimi rozgrywkami Botti przyjął intratną ofertę z Rzeszowa. Szefowie Asseco Resovii wiązali z nim wielkie nadzieje. Liczyli, że powtórzy sukcesy odnoszone z Bogdanką LUK, dlatego zdecydowali się na podpisanie dwuletniej umowy. - Chcę pomóc klubowi z Rzeszowa, miastu i kibicom, żeby zaszedł jak najdalej. Dla mnie to jest przede wszystkim ogromne wyzwanie i dlatego zdecydowałem się przyjąć tę ofertę. Klub z Rzeszowa ma wszystko, żeby być na samym szczycie, począwszy od infrastruktury, organizacji, miasta, kibiców. Ten ośrodek ma wszystko, żeby osiągać sukcesy i chcę pomóc, żeby Asseco Resovia wskoczyła na miejsce, na które zasługuje – mówił po przeprowadzce do Rzeszowa Massimo Botti.
W Asseco Resovii szkoleniowcowi już tak dobrze nie poszło. Drużyna zajęła dopiero 4. miejsce, co przyjęto za porażkę. Kompletnym niewypałem okazał się pomysł gry z trzema libero. Sprowadzony z ZAKSY Kędzierzyn-Koźle Erik Shoji, jeden z najlepszych specjalistów na świecie na tej pozycji, zwykle siedział na ławce, a gdy już wchodził na parkiet to w roli… przyjmującego. Botti, choć miał do dyspozycji prawie wszystkich zawodników, cały czas mieszał w składzie. Przez całe rozgrywki nie wykrystalizował podstawowej szóstki. Włoch, ponoć bez zgody szefów Asseco Resovii, został selekcjonerem reprezentacji Niemiec, co mocno „podkopało” jego pozycję w klubie. W efekcie drugiej szansy nie dostał. Z hukiem wyleciał z Rzeszowa. Jego następcą został Gheorghe Cretu. Umowa ma obowiązywać dwa lata.
Powrót po siedmiu latach
58-latek to bardzo doświadczony szkoleniowiec. PlusLigę i Asseco Resovię zna doskonale. Rzeszowski klub prowadził w sezonie 2018/19, zdobywając 7. lokatę. W naszym kraju pracował też z zespołami z Olsztyna, Lubina, Kędzierzyna-Koźla i Bełchatowa. Z ZAKSĄ osiągał największe sukcesy - mistrzostwo Polski, Puchar Polski oraz złoto Ligi Mistrzów. Poza tym pracował również m.in. w Austrii, we Włoszech, w Rosji czy Katarze. Prowadził reprezentacje Rumunii, Estonii i Słowenii. Z tą ostatnią w 2023 roku zdobył brązowy medal mistrzostw Europy. Od 2025 roku jest szkoleniowcem drużyny narodowej Serbii.
– Jestem przekonany, że powrót Cretu do Asseco Resovii będzie ważnym impulsem dla naszego zespołu. To szkoleniowiec o ogromnym doświadczeniu, który wielokrotnie udowadniał swoją wartość zarówno na poziomie klubowym, jak i reprezentacyjnym. Jest trenerem o wyrazistym charakterze, doskonałym przygotowaniu taktycznym i umiejętności budowania zespołu. Jego dodatkowym atutem jest fakt, że miał już okazję pracować z częścią naszych zawodników, dzięki czemu doskonale zna ich możliwości. Wierzę, że jego wiedza, charyzma i doświadczenie pomogą nam skutecznie rywalizować o czołowe lokaty w PlusLidze – powiedział prezes rzeszowskiego klubu, Piotr Maciąg.
Przygotowania bez najlepszych
Rzeszowianie w poniedziałek rozpoczęli przygotowania do sezonu, ale bez Cretu i w okrojonym składzie. Najlepsi gracze, czyli przyjmujący Artur Szalpuk i Tobias Brand (Niemcy) oraz środkowi Danny Demyanenko (Kanada) i Bela Bartha (Rumunia) oraz szkoleniowiec dołączą dopiero po mistrzostwach Europy. Cretu zastępuje Alek Achrem i trenerzy od przygotowania fizycznego. Są za to: rozgrywający Marcin Janusz, Wiktor Nowak, atakujący Karol Butryn, Łukasz Kaczmarek, przyjmujący Klemen Cebulj, Kamil Kwasowski, środkowi Mateusz Poręba, Dawid Woch, Tymoteusz Lenik oraz libero Paweł Zatorski i Michał Potera. – Mamy komfort, że jest nas sporo, a jak zaczniemy już grać w szóstkach, to możemy liczyć na wsparcie chłopaków z AKS-u Resovii. Jak pamiętam z ubiegłego roku, prezentują bardzo wysoki poziom, nie odstają w żaden sposób na treningach i dobrze się z nimi pracuje. Mamy szczęście, że moglibyśmy już dzisiaj zaczynać siatkówkę, bo kadrowiczów jest niewielu, ale wszystko po kolei. Mamy bardzo dużo czasu, żeby się przygotować, a teraz najważniejsza jest część fizyczna – stwierdził Marcin Janusz.
(mic)
