Byli sobą
Wygraliśmy wolą walki i zespołowością – podkreślił Tomasz Fornal, przyjmujący Aluronu CMC Warty Zawiercie.
Tomasz Fornal nigdy nie odpuszcza. Fot. Krzysztof Popiół/Tauron Liga
Jurajscy Rycerze zdobyli pierwsze punkty w sezonie, pokonując ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:1, ale znów nie zachwycili. Swój potencjał ujawnili jedynie w pierwszym secie. Wówczas byli wręcz perfekcyjni. Dokładnie przyjmowali zagrywkę (ponad 90-procentowa dokładność), byli skuteczni w ataku (54 procent skuteczności) i świetnie zagrywali. Z łatwością rozprawili się z rywalami z Kędzierzyna-Koźla. Czym jednak dłużej trwało spotkanie, tym grali słabiej. Przede wszystkim mocno z tonu spuścił Aaron Russell, który nie tylko mylił się w ataku, ale też kilka razy został „ustrzelony” z zagrywki. Doszły też „grzechy” z pierwszego starcia w Katowicach, przegranego 0:3, czyli kłopoty z dokładnością i zrozumieniem między rozgrywającym Miguelem Tavaresem a jego kolegami; Fornal, Russell czy Jakub Kochanowski wielokrotnie musieli atakować z bardzo niewygodnych piłek. Zdołali jednak wyjść z problemów, choć z trudem. – Po pierwszym meczu, który nam nie wyszedł, byliśmy podrażnieni. Przez pierwsze dwa sety kontrolowaliśmy spotkanie, potem ZAKSA zaczęła grać lepiej, przede wszystkim poprawiła serwis. Najważniejsze, że mimo tych kłopotów, byliśmy ze sobą, pomogli nam też kibice i wygraliśmy za trzy punkty – skomentował na gorąco Tomasz Fornal.
Reprezentant Polski jest przekonany, że właśnie w takich meczach, gdy nie idzie, gdy walczy się nie tylko z przeciwnikami, ale też z własnymi słabościami, buduje się charakter zespołu. - Takie momenty będą nas budować i będą nam pomagać. Drużyna musi cierpieć. Tak się buduje charakter i osobowość zespołu. Może to głupio zabrzmi, że cieszę się, iż mieliśmy problemy, bo to - w przeciwieństwie do spotkania łatwo wygranego 3:0 - nam pomoże - dodał przyjmujący.
Fornal zwrócił też uwagę, że choć zespół Aluronu CMC Warty przez wielu nazywany jest „Kosmosem”, nie oznacza, że inne ekipy się przed nim położą. - Nie jest sekretem, że każda drużyna, która będzie z nami grała, będzie chciała nas odciągnąć zagrywką od siatki, przeciwnicy będą ryzykować. Z nami gra się łatwiej, bo jesteśmy faworytami. Underdog zawsze może, ale nic nie musi – ocenił gwiazdor naszej kadry.
A ZAKSA? Ma czego żałować, bo była blisko wywiezienia z Zawiercia choćby punktu. Po meczu Kędzierzynianie nie wyglądali jednak na bardzo zmartwionych. - Widać, że się rozkręcamy, zgrywamy i gramy coraz lepiej. Byliśmy o krok od tie-breaka, naprawdę możemy być zadowoleni – mówił atakujący ZAKSY, Remigiusz Kapica.
(mic)
