Byle nie tak dalej
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Nie tak to miało wyglądać! Mecz na Malcie był trochę jak kij w szprychy u rozpędzonego rowerzysty. Na szczęście cyklista otrzepał się i dojechał do mety. Jan Urban ma jednak o czym myśleć... Dobrze, że baraże dopiero za kilka miesięcy - w ich trakcie Polacy mogą wyglądać zuuuupełnie inaczej niż dziś... Pocieszam się trochę nerwowo, ale faktem jest, że chrzęściło w polskim mechanizmie, szło jak po grudzie od samego początku. Długo nie tylko nie wyglądało to dobrze, ale... wręcz źle!
Sztuką jednak jest wygrać kiedy nie idzie. Problem w tym, że z Maltą... nie miało nam nie iść! Graliśmy przez większość czasu wolno i przewidywalnie, tylko niektóre akcje sprawiały, że byliśmy groźni. Ręce usnęły i nie zamierzały składać się do oklasków. Malta nie miała nic do zyskania, ale również i do stracenia, nie zamierzała się położyć. Podeszła do rywalizacji jak należało - po sportowemu i w efekcie sprawiła nam mnóstwo problemów. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Gospodarze pokazali, że wiedzą na czym polega gra w piłkę nożną. Rywal nie ułatwiał gry także w tym sensie, że dążył do rwanego, przerywanego spotkania - po to by Biało-czerwoni mieli trudności z nabraniem wiatru w żagle. No i... mieli. Spodziewałem się wprawdzie, że w drugiej połowie Maltańczycy nie wytrzymają tempa, tymczasem po przerwie doszło do zdarzenia jakiego jeszcze nie widziałem. Było już 3:1 dla Polski, ale nagle zrobiło się 2:2! VAR zdecydował, że Maltańczykom należy się karny, więc gol Karola Świderskiego nie został uznany. To była sprawiedliwa decyzja... Wydawało się długo, że będziemy świadkami kolejnego meczu, który chcielibyśmy odesłać do krainy amnezji, jednak... nie tym razem! Ekipa Urbana obroniła się prawie w ostatniej chwili. Westchnienie ulgi od Bałtyku po Tatry.
Już przed tym meczem było wiadomo, że Malta potrafi się bronić. Kawalerowie maltańscy, mój ulubiony zakon rycerski, w 1565 roku potrafił się obronić przed niezwykłą potęgą Sulejmana Wspaniałego, osmańskiego sułtana, faktycznego twórcy potęgi Turcji. Malta wytrzymała wtedy trzymiesięczne oblężenie mimo znacznej przewagi napastników. Została przejęta dopiero 230 lat później przez największego zdobywcę ery nowożytnej - Napoleona.
W meczu Maltańczyków z Polakami spodziewałem się zmasowanego oblężenia w tureckim stylu, tymczasem - niespodzianka. Nie było bowiem jakiegokolwiek oblężenia: mecz był wyrównany, a pierwszą okazję na bramkę stworzyli gospodarze. Nasi szybko złapali dwie kartki, na tyle "szybkie", że trudno mówić o nich jako wyniku frustracji. To zła informacja, bo Nicolę Zalewskiego nie będzie można brać pod uwagę przy ustalaniu składu na pierwszy baraż.
Czy paraliżowała nas stawka? Być może... Nie był to bowiem wcale, przypominam, mecz bez stawki. Nie mieliśmy bowiem pewnego pierwszego koszyka w rozstawieniu przed barażami, a musieliśmy się znaleźć wśród czterech drużyn najwyżej notowanych w rankingu FIFA być być rozstawionym w tychże barażach, a bez zwycięstwa z Maltą byłoby o to zdecydowanie trudniej.
Tym sposobem przeszedłem do istoty, która finalizuje tę nieszczęsną historię - do baraży. Maltański epizod jest do zapomnienia. Zapominam więc, patrzę w przyszłość. Byle... nie tak dalej.
