Brzydkie to, prawda?
Rozmowa z Adamem Lyczmańskim, byłym arbitrem ligowym, laureatem „Kryształowego gwizdka” naszej redakcji, dziś ekspertem Canal+ Sport od spraw sędziowskich
Adam Lyczmański celuje w kombinatorów i w przepisy umożliwiające kombinowanie... Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus
Co może zrobić sędzia w sytuacjach, które komentował trener Leszek Ojrzyński? Czy to jest w ogóle do spenalizowania?
- Dzisiaj sędziowie nie mają na to paragrafu. Jako arbitrzy mamy związane ręce, bo bez bramkarza grać nie można. Jedyne, co możemy – wręcz musimy – zrobić, to kompensacja czasu utraconego na pomoc bramkarzowi. Trzeba więc liczyć skrzętnie te minuty i dorzucić je do pierwszej, tudzież drugiej części meczu.
„Nie ma na to paragrafu” - mówi pan. Szkoda, bo na inne „symulki” boiskowe są...
- Cóż... Ostatnio nawet weryfikowałem sobie, jak na takie sytuacje reagują na przykład Niemcy. Jeden z sędziów asystentów Bundesligi jasno mi jednak potwierdził, że żadnych regulacji w tym zakresie nie mają, bo ich... nie potrzebują. Nikt tam na podobne pomysły nie wpada. Natomiast widzę potrzebę wprowadzenia jakichś wytycznych w takim momentach – przynajmniej w naszej lidze.
Na przykład?
- Ot, choćby nakaz zgromadzenia się reszty zawodników w środku boiska. Albo – strzelam – nakaz opuszczenia murawy przez innego gracza na jakiś czas po wznowieniu gry. Nie wiem, ale mam nadzieję, że jakieś pomysły w głowach ludzi z Kolegium Sędziów się narodzą. Bo to jest – mówiąc delikatnie - brzydkie, prawda?
I niespecjalnie fair, jeśli w ten niesportowy sposób przerywa się na kilka minut dobry okres gry rywala.
- No właśnie. Możemy się przecież domyślać, że to są urojone „kontuzje”. Choć – jak widzieliśmy w końcówce meczu Pogoń – Lech w przypadku bramkarza Płamena Andrejewa – może to być faktyczny uraz. Tu widać było wyraźnie, że nie jest to udawany ból i uraz. To też trzeba brać pod uwagę. Ale reakcja polegająca na zmianie przepisów powinna być, bo to dłużej tak wyglądać nie może.
A może – wzorem piłki ręcznej, koszykówki czy siatkówki – trzeba do futbolu wprowadzić możliwość wzięcia „czasu” przez trenera, żeby nie musiał się uciekać do takich sztuczek?
- Właśnie wolałbym, żeby oficjalnie była taka możliwość – jeden raz w każdej połowie. Lepsze to niż robienie z kibiców i rywali... nie powiem kogo, bo nie wypada mi użyć tego słowa. W każdym razie dotkliwie odczuwam brak stosownych przepisów w tym zakresie. Bo Polak potrafi: zgodnie ze starą zasadą „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nawet jeśli wiąże się z nabijaniem kogoś w butelkę.
O ile możemy na krajowym gruncie wprowadzić zapis o – na przykład – zakazie zbiegania zawodników do ławki rezerwowych w przypadku potencjalnych „symulek”, o tyle wprowadzenie „czasu dla trenera” wymagałoby już pewnie zatwierdzenia przez IFAB?
- No właśnie niekoniecznie. Kiedy otworzy pan książkę „Przepisy gry”, na samym końcu jest rozdział pod hasłem „Postanowienia Polskiego Związku Piłki Nożnej”. Skoro są federacje, które – na przykład – dopuszczają, już po wykorzystaniu limitu zmian, dodatkową zmianę zawodnika z urazem głowy, to pewnie nikt nie protestowałby, gdybyśmy u nas testowali rozwiązanie adekwatne do tematu, o którym rozmawiamy. IFAB może o tym nie myśli, bo... oni nie mają na świecie z tym problemu. My w Polsce – jak widać – problem mamy , więc PZPN w rozgrywkach szczebla centralnego mógłby coś takiego zapisać.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
