Brud rozpełzł się wszędzie

CZADOBLOG - Paweł Czado

Temat morderstwa w Krakowie wywołuje we mnie trzy refleksje. 

I.

Niezmiennie zauważam, że od strony kibicowskiej Kraków jest jak bulgoczący kocioł, jest jak Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Spójrzcie na mapę tego ostatniego, a z pewnością będziecie wiedzieć, o co mi chodzi. Uważam, że kibice, którzy nie znoszą kibiców z tej samej ulicy, kamienicy, bloku – mają do tego prawo. W niechęci do klubu będącego naturalnym konkurentem własnej drużyny nie ma nic złego (choć oczywiście wolę, kiedy sąsiedzi z okazji pretekstów futbolowych pstrykają się jedynie złośliwie w ucho). Pod warunkiem, że niechęć zamyka się w cywilizowanych ramach. Kiedy jednak cywilizowanych ram brakuje – sceny dantejskie zaczynają stawać się stałym elementem zdegenerowanego krajobrazu. Są miasta, które mają szczególnego pecha do takiej degeneracji. Choćby Kraków. Pech paradoksalnie wynika z faktu, że owe miasta przez dziesięciolecia dorobiły się klubów piłkarskich, które budzą powszechne zainteresowanie. No i pojawiają się nastolatki, którym buzujące hormony jakoś same się „zagospodarowują”...

II.

Kibole, którzy dopuszczają się już nie występków, a zbrodni, nie są w stanie zrozumieć, że nie działają na chwałę klubu, ale wręcz przeciwnie. Przez takie zdarzenia przeciętni ludzie zaczynają kojarzyć konkretny klub ze zbydlęceniem, które jest groźne nie tylko dla innego kibolstwa. Jest także groźne dla zwykłego obywatela, który ma przecież prawo nie interesować się futbolem. Przez takich bydlaków obywatela piłka nożna nie tylko nie obchodzi – obywatel zaczyna jej wręcz nienawidzić. To właśnie przez kibolstwo pęcznieje negatywny elektorat dla polskiej piłki, która właśnie teraz potrzebuje zdrowego zainteresowania jak ryba wody. Kibole mają to jednak między Scyllą a Charybdą. Oni uwielbiają wprowadzać w czyn zasadę „nie muszą kochać, byle się bali”. To jest dla nich ważniejsze niż własny klub. Czas więc, żeby między Scyllą a Charybdą wyraźniej umieściło ich prawo. Prawo, chcąc nie chcąc, musi próbować czyścić brud na dnie kotła. Obawiam się jednak, że brud rozpełzł się nie tylko po dnie. Obawiam się, że cały nasz polski kocioł jest obryzgany takim syfem.

III.

Zbydlęcenie nie staje się zbydlęceniem od razu, bo nikt nie staje się bydlakiem od razu. Dlatego trzeba reagować, gdy pojawia się zło miękkie – ono z reguły się nie zatrzymuje, bo musi jeszcze stwardnieć. Nie chodzi już o zniszczenia, a o gwałtowną śmierć. I uwaga: tu trzeba działać na tyle ostrożnie, by nie wylać dziecka z kąpielą, by nie mylić odwagi z odważnikiem. Uważam, że od łapania morderców i bandytów jest policja jako organ do tego powołany. W poszukiwaniu sprawców nie należy krzywdzić niewinnych ludzi. Obarczanie odpowiedzialnością, a przynajmniej jej częścią, kluby, którym kibicują osobniki przeistaczające się w zwierzęta – uważam właśnie za krzywdzenie niewinnych ludzi, czyli normalnych kibiców. Dlatego z naciskiem podkreślam: posługiwanie się nazwą, barwami lub symbolami klubu, a także deklarowanie doń sympatii, nie oznacza reprezentowania klubu ani działania w jego imieniu. A klub może zrobić tylko jedno: sprawić, by poszukiwani przez policję przestępcy nie mogli wejść na stadion w trakcie meczu. Reszta należy już do służb.

Tylko tyle i... aż tyle.

Paweł Czado 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się