Brakuje charakteru zabójców
Rozmowa z Henrykiem Wawrowskim, srebrnym medalistą IO w Montrealu w 1976 roku, 25-krotnym reprezentantem Polski
Nicola Zalewski to przykład tego, że warto stawiać na młodych piłkarzy. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Jakie są pana przewidywania przed meczami w Lidze Narodów z Portugalią na wyjeździe i ze Szkocją u siebie?
– Wszystko jest w głowach piłkarzy. Zobaczymy, jak podejdą do meczów. Jeżeli zauważą, że nasi najbliżsi rywale to tacy sami piłkarze jak my, że trzeba grać w piłkę, to będzie dobrze. Inaczej będzie, jeżeli pojawi się bojaźliwość. Obaj przeciwnicy są wymagający. Z Portugalią nie daję naszej reprezentacji większych szans, ze Szkocją na pewno możemy powalczyć. Chciałbym, żeby kiedyś nasza reprezentacja walczyła tak jak Szkoci, którzy nawet jeśli przegrywają, to do ostatniej minuty gryzą trawę. My z naszych zawodników nie potrafimy tego wydusić. Strzelamy pierwsi bramkę i zamiast duszenia rywala i dołożenia mu jeszcze jednego gola, zaczynamy grać do tyłu, wolno. Chwilę później jest remis, a nam brakuje już czasu na reakcję i płaczemy nad rozlanym mlekiem.
Nie zagra Robert Lewandowski. Jak bardzo pokrzyżuje to szyki selekcjonera Michała Probierza?
– Piłka nożna to gra zespołowa. Na pewno dobrze jest, kiedy ma się w drużynie zawodnika, który w każdym momencie może zdobyć bramkę. Na boisku jest jednak jedenastu graczy. Dla mnie jest to dziwne, że wyskakuje Lewandowski i jest wielki płacz z tego powodu, że go nie ma. To już też nie jest ten sam Robert, co kiedyś, choć oczywiście jego brak jest osłabieniem reprezentacji. Roberta zawsze kryją obrońcy, absorbuje przeciwników. Trzeba jednak wyjść na boisko, ograć rywala i tak mecz po meczu, krok po kroku, spotkanie po spotkaniu. Jestem optymistycznie nastawiony, że nie będzie źle, ale…
O co chodzi?
– Widzę, jakie jest nastawienie niektórych zawodników. Oni sprawiają takie wrażenie, jakby robili komuś łaskę, że są w kadrze. To oczywiście moje prywatne zdanie, nie chcę tutaj nikogo obrażać. Z drugiej strony selekcjoner jest od tego, żeby wybrać, którzy zawodnicy są najlepsi. A tu? Ktoś zadzwoni, że w Ameryce ktoś dobrze zagrał, no to
Selekcjoner Probierz próbuje szukać. Teraz powołał z Lecha Kozubala i Gurgula. Wcześniej Oyedele, Ameaywa czy Kowalczyka z GKS-u Katowice. To dobra droga?
– To dobry pomysł, ale co z tego, skoro tak mało chłopaków od nas gra w ekstraklasie? W naszej szczecińskiej Pogoni gra dwóch Polaków, w Legii niewiele więcej, nie mówiąc o innych drużynach. Z kogo tutaj wybierać? Inna rzecz, nasi najlepsi piłkarze grają w przeciętnych klubach zagranicznych albo są na ławce. To smutne i rola trenera Probierza jest trudna. Na pewno czasami dobrze zaryzykować, wstawiając młodego do grania, jak było to swego czasu z Zalewskim. Dostał szansę i nie zawiódł.
Wierzy pan w misję trenera Michała Probierza? Czy utrzyma się Lidze Narodów, a w przyszłym roku wprowadzi nas do finałów mistrzostw świata?
– Dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe. To oczywiście slogan, wszyscy o tym wiedzą. Możemy psioczyć i narzekać na naszą reprezentację, ale gdy już się włącza telewizor, zawsze pojawia się nadzieja. Jeszcze raz apeluję o ryzyko i o stawianie na młodych. Dlaczego nie dać im szansy? Trzeba się otworzyć i mieć nadzieję, że wygramy najbliższe mecze, choć będzie trudno. Trzeba wyjść na boisko i grać bez kompleksów.
Na koniec mam jeszcze pytanie o ciągłe rozgrywanie meczów reprezentacji Polski na Stadionie Narodowym. Ostatni raz kadra narodowa mecz poza Warszawą rozegrała blisko 2,5 roku temu, we Wrocławiu z Walią w Lidze Narodów. Podoba się to panu?
– W dzisiejszym świecie nie ma problemu z tym, gdzie wyląduje samolot ze Szkotami. Czy będzie to Warszawa, Wrocław, Kraków czy inne miasto. Rządzą jednak działacze, a dla nich najważniejsze jest to, żeby kasa się zgadzała.
Przy okazji meczu z Portugalią warto przypomnieć pana występ w rywalizacji z tym rywalem na Stadionie Śląskim, późną jesienią 1977 roku, kiedy zremisowaliśmy 1:1 i awansowaliśmy do MŚ w Argentynie.
– I z Holandią tam grałem! Stadion Śląski ma coś w sobie. Na wielu stadionach jest tak, że doping ucieka w powietrze, a na chorzowskim obiekcie, jak jest się na murawie, a ludzie krzyczą, doping wciska cię w boisko. Przy takim wsparciu nie wypada przegrać meczu! Wychodzi się i gra, a nie płacze i narzeka, że włosy nie tak, że nie ma żelu. Złej baletnicy i rąbek u spódnicy przeszkadza. U nas teraz jest za dużo celebrytów, a za mało prawdziwych piłkarzy. Boniek jak wstał i rzucił mięsem, a przy okazji jeszcze poderwał wszystkich swoją postawą, to od razu był asumpt do lepszej gry. A teraz co? Robert staje, rozkłada ręce, a powinien szukać piłki! Nie mają ci chłopcy charakteru piłkarskich zabójców. Nie myślę o tym, że zjedzą rywala i koniec. Jasne, nie zawsze się uda, ale zawsze trzeba się starać!
Rozmawiał Michał Zichlarz
Henryk Wawrowski. Fot. 24kurier.pl
