Bogatszy o blaszkę i śrubę
Rozmowa z Rafałem Mikulcem, wracającym po kontuzji obrońcą Wisły Kraków
Rafał Mikulec chce pomóc Wiśle w rundzie wiosennej. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
To jedna z pana spokojniejszych przerw zimowych w karierze. Rok temu Wisła nie była tak w komfortowej sytuacji, a wcześniej z Resovią walczył pan o utrzymanie i zaliczył spadek z I ligi.
– Tak, oczywiście – jest to bardzo spokojna zima. Wyobrażałem ją sobie jednak trochę inaczej: że nastąpi po rundzie jesiennej, w trakcie której będę pomagał kolegom na boisku. Jak widać, bardzo dobrze sobie poradzili. Mnie pozostało walczyć o skład, a nam wszystkim bronić pierwszego miejsca i awansować do ekstraklasy.
W innej rozmowie powiedział pan, że może grać na skrzydle, jeżeli nie byłoby możliwości na lewej stronie obrony, gdzie jest dwóch konkurentów.
– Podtrzymuję tę deklarację, w Resovii zdarzało mi się występować na boku pomocy. A tak pół żartem, pół serio – nawet jakby trener mnie potrzebował na bramce, to tam stanę. Gdzie mnie trener postawi, tam zagram.
To skrzydło mogłoby być ciekawą opcją. Czasem skrzydłowi mają problem z bronieniem, a u pana nawyki obronne są zautomatyzowane.
– Nie będę ukrywał, że lubię dużo biegać. Mógłbym pomóc i w ofensywie, i w defensywie, ale wszystko zależy od decyzji trenera. Na początku muszę wrócić do pełni zdrowia, a potem zobaczymy.
Na jakim jest pan etapie? Przypomnijmy, że wraca pan po koszmarnej kontuzji nogi w majowym barażu z Miedzią Legnica.
– Na ten moment robię wszystko z drużyną, jedynie nie gram w sparingach. Cały trening przechodzę normalnie. Zostały jeszcze delikatne przeciążenia pod kolanem, ale za moment nie będzie mi to bardzo doskwierało. Wierzę, że niedługo treningi będą już bez bólu i powalczę o skład.
Czyli ból czasem jeszcze się pojawia?
– Nazwałbym to delikatnym dyskomfortem. Przeciążyłem sobie trochę kość pod kolanem, ale fizjoterapeuci nad tym pracują i wszystko jest na dobrej drodze.
W trakcie rehabilitacji często jest tak, że jedno się leczy, a pojawiają się inne przeciążenia.
– Jak wchodzi się na pełne obroty z drużyną, to u większości zawodników tak się dzieje. U mnie niestety też, ale to już końcówka i lada moment wszystko będzie bardzo dobrze. Przed wyjazdem do Turcji rozmawiałem ze sztabem i był plan, bym wystąpił w ostatnim sparingu. Jeśli noga „puści”, to powinienem zagrać.
Po kontuzji dostał pan ogrom wsparcia nie tylko od rodziny i osób z klubu.
– Wiadomości przychodziły z całej Polski. Od kibiców, zawodników, nawet od reprezentanta Polski – Michała Karbownika, z którym się nie znaliśmy. Ja i moja rodzina czuliśmy ogromne wsparcie. Nie na wszystkie wiadomości byliśmy w stanie odpowiedzieć.
Jakie „pamiątki” zostały w nodze?
– Mam blaszkę od kolana do końca piszczela i jedną śrubę na dole. Mam z tym normalnie funkcjonować i grać. Była jeszcze druga śruba, którą lekarze usunęli.
Co było trudniejsze: podnieść się psychicznie czy fizycznie wrócić do zdrowia?
– Psychicznie. Pojawiało się wiele myśli. Zastanawiałem się, czy w ogóle wrócę do piłki. Bardzo pomogły mi rozmowy z żoną i z zawodnikami, którzy mieli podobne kontuzje. Gdy zacząłem delikatnie biegać, wszystko w głowie się poukładało.
Jest pan w stanie obejrzeć moment nagrania, gdy doszło do kontuzji?
– Wszystkie media to pokazywały, więc trudno było nie widzieć. Teraz nie czuję odrazy, gdy sobie o tym przypomnę lub zobaczę.
Rozmawiał Michał Knura
