Bo popadł w niełaskę?
Słychać coraz częściej, że w najbliższym czasie Jeremy Sochan zostanie sprzedany.
Bulls i Hawks zdobyli wspólnie 302 punkty. Fot. PAP/EPA
W poniedziałek oficjalnie ruszyło okienko transferowe, które potrwa do 5 lutego. Wszystko wskazuje na to, że w tym okresie Jeremy Sochan trafi do nowego klubu. Sprawę poruszył w swoim wpisie w mediach społecznościowych Evan Sidera, dziennikarz magazynu Forbes, który zajmuje się NBA. "Spurs wydają się otwarci na transfer Jeremy'ego Sochana w trakcie sezonu transferowego w zamian za wzmocnienie rotacji. Sochan, przyszły wolny agent z ograniczeniami, gra średnio 15,9 minuty na mecz, co jest najniższym wynikiem w jego karierze. San Antonio mogłoby pozyskać prawdziwego gracza, który mógłby odmienić losy meczu, w zamian za Sochana i inne atuty" - czytamy we wpisie amerykańskiego dziennikarza.
To czwarty sezon Sochana na parkietach NBA - przez trzy pierwsze był ważnym zawodnikiem Spurs. W obecnych rozgrywkach gra mało, czasami wcale w meczu nie wchodzi na parkiet. W tej sytuacji spadły wszystkie wskaźniki - zdobywa najmniej punktów, zbiórek czy asyst. Eksperci wprost piszą, że popadł w niełaskę u trenera Mitcha Johnsona.
Kilka dni temu Sochan wrzucił na Instagrama zdjęcie z wymownym podpisem: "w ciemnym miejscu, jednak świeca wciąż płonie". W komentarzach pojawiły się wpisy jego kolegów z zespołu (m.in. Juliana Champagnie) z emotikonką z sercem.
W niedzielę San Antonio grało w Waszyngtonie, a Sochan znów całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych. Spurs łatwo ograli jeden z najsłabszych zespołów w lidze. De’Aaron Fox zdobył 27 punktów, a Luke Kornet (20 punktów, 12 zbiórek) i Stephon Castle (18 punktów, 11 asyst) zanotowali double double. Oszczędzany po kontuzji Victor Wembanyama zaczął mecz na ławce, ale też popisał się dwoma dwucyfrowymi statystykami (14 punktów, 12 zbiórek w 22 minuty).
Spurs awansowali na drugą pozycję w Konferencji Zachodniej.
Strzeleckie fajerwerki obejrzeli kibice w Atlancie, gdzie Jastrzębie i Byki zdobyły wspólnie ponad trzysta punktów! Jak na mecz bez dogrywki to osiągnięcie imponujące. 302 punkty zdobyte przez oba zespoły (152:150) to najwyższy wynik w tym sezonie i jeden z lepszych w ostatnich latach. Rekord należy do Golden State i Denver, które 35 lat temu rzuciły wspólnie 320 punktów (162:158). Byki w pierwszej połowie ustrzeliły 83 punkty i to ich nowy klubowy rekord. Goście z Chicago wywieźli komplet punktów, głównie dzięki świetnej formie strzeleckiej Matasa Buzelisa (28 punktów, 7/8 za trzy).
Atlanta - Chicago 150:152, Brooklyn - Toronto 96:81, New York - Miami 132:125, Washington - San Antonio 113:124, Minnesota - Milwaukee 103:100, Sacramento - Houston 125:124 po dogrywce.
(p)
