Blockhaus dla Duńczyka
KOLARSTWO
Faworyt nie zawiódł, odnosząc pierwsze zwycięstwo w debiutanckim Giro. Fot. PAP/EPA
Jonas Vingegaard wygrał pierwszy górski etap tegorocznego Wyścigu Dookoła Włoch, który kończył się wymagającą wspinaczką w Apeninach. Różową koszulkę lidera zdołał zachować Portugalczyk Afonso Eulalio.
Piątkowy, siódmy, najdłuższy w tej edycji, bo liczący aż 244 km odcinek największego włoskiego wyścigu, prowadził znad Morza Tyrreńskiego w głąb lądu i kończył się na Blockhausie, jednej z najbardziej znanych i najtrudniejszych kolarskich gór w Apeninach. Żeby się wspiąć na wysokość 1658 m n.p.m., kolarze musieli pokonać 13,6 km podjazdu o średnim nachyleniu 8,4 procent. Dla faworytów do końcowego zwycięstwa był to pierwszy poważny sprawdzian.
Wszystko przebiegło tak, jak można się było spodziewać. Drużyny lidera (Bahrain-Victorious) i faworyta (Visma-Lease a Bike) kontrolowały ucieczkę dnia, której resztki dogoniły na początku finałowej wspinaczki. Potem za dyktowanie mocnego tempa wzięli się koledzy Vingegaarda i kiedy na czele prowadzącej, wyselekcjonowanej już grupy znalazł się Amerykanin Sepp Kuss, oznaczało to, że Duńczyk zaraz zaatakuje. Stało się to około 5,5 km przed metą, a bezskutecznie próbowali się z nim utrzymać: ten, za którego kciuki trzymają gospodarze, czyli Giulio Pellizzari (Red Bull-BORA-hansgrohe) oraz Felix Gall (Decathlon CMA CGM). Austriak wkrótce zostawił za sobą słabnącego Włocha, którego wyprzedził jeszcze kolega z drużyny, Australijczyk Jai Hindley. Obaj ci zawodnicy dotarli na szczyt ze stratą ponad minuty, natomiast utrzymujący swój rytm Gall przyjechał ledwie 13 sekund za Vingegaardem.
– Plan był taki, żeby wygrać i cieszę się, że udało mi się go zrealizować. Koledzy wykonali świetną robotę, którą wykończyłem, zyskując nieco przewagi nad rywalami. Wiedzieliśmy, że będzie wśród nich Gall. To bardzo mocny zawodnik – chwalił konkurenta Duńczyk. – Byłem trochę zirytowany, że nie mogłem dogonić Jonasa, ale ostatecznie był to właściwy wybór. Dobrze że jechałem własnym tempem – relacjonował Gall, który wyrasta na najgroźniejszego rywala głównego faworyta. – To najlepszy, zaraz po Tadeju Pogacarze, zawodnik, który jeździ Wielkie Toury, więc na razie nie myślę o tym, jak go pokonać. Jestem po prostu zadowolony ze swojego występu – przyznał Gall.
Do ich kolejnego starcia dojdzie w niedzielę na Corno alle Scale także w Apeninach, gdzie zlokalizowano metę dziewiątego etapu.
