Bieda

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Świat się zmienia, a futbol jest tego dobitną ilustracją. Jagiellonia to polska drużyna już jedynie z nazwy, ale nie ze składu. Podobnie jest z Lewskim. Na starcie w Sofii w jedenastce wyszło tylko dwóch Bułgarów (bramkarz i stoper) oraz trzech Polaków (bramkarz, pomocnik i skrzydłowy). Oprócz tego w tym meczu grał cały świat i... Jagiellonii nie wyszło to na korzyść. Przegrała, a zdecydował o tym gol rezerwowego piłkarza, którym był  Stiwan Stojanczow – Bułgar z urodzenia (rocznik 2007)i z wyboru, do tego wychowanek stołecznego klubu. Po tym meczu przestałem wierzyć w awans Jagiellonii do fazy play off. Jest w trudnej sytuacji. Dalsza gra w Europie będzie odciągać od ligi, w której czoło jej ucieka. Jeśli Adrian Siemieniec poradzi sobie w tej sytuacji, będzie prawdziwym kozakiem.  

Porażka w Sofii zaciera dobre wspomnienia z przeszłości. Dotąd Lewski kojarzył się przecież w Polsce dobrze. Chodzi o to, że najstarsi kibice Górnika z pewnością dobrze pamiętają edycję Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1969/70. Zabrzanie dotarli wtedy aż do finału w Wiedniu, rozgrywając po drodze wiele pojedynków uznawanych dziś wręcz za legendarne. Po wyeliminowaniu Olympiakosu i Glasgow Rangers w ćwierćfinale zmierzyli się właśnie z Lewskim Sofia. Rywal był cholernie niewygodny, a rywalizacja – ostra. Przeciwnicy mieli w składzie fenomenalnego wręcz napastnika, do czasów Christo Stoiczkowa uważanego za najwybitniejszego bułgarskiego piłkarza. „Gundi” Asparuchow potrafił z piłką zrobić wszystko, dziś jego imię nosi stadion Lewskiego, choć akurat nie na nim odbył się czwartkowy mecz. Rok po starciach z Górnikiem zginął w wielu 28 lat w wypadku samochodowym, na jego pogrzeb w Sofii przyszło wtedy 200 tysięcy ludzi. Jerzy Gorgoń opowiadał mi, że toczył z tym piłkarzem ostre pojedynki, wyrażał się o rywalu z uznaniem. Inny obrońca Henryk Latocha opowiadał mi z kolei, że te starcia były dla Górnika bardzo trudne. – Wydawało się, że ich nie przejdziemy – przyznał. W Sofii wszędobylski Asparuchow strzelił dwa gole, a Lewski wygrał 3:2.

Pamiętajmy, że technologicznie był to inny świat niż dziś. Górnik przed rewanżem skorzystał z pomocy... telewizji. Dzięki zarejestrowanym przez Telewizję Polską fragmentom pierwszego meczu w Sofii Zabrzanie mogli dokładnie przeanalizować najważniejsze sytuacje, czyli trzy bramki Lewskiego, a także groźne sytuacje stworzone przez napastników bułgarskich na przedpolu bramki Huberta Kostki. Chodziło o poprawienie gry obronnej. Poprawili!

Ciekawostka: na rewanż, który odbył się na Stadionie Śląskim, przyjechało kilka tysięcy bułgarskich kibiców. Była to pierwsza w historii bułgarskiego futbolu zbiorowa zagraniczna wyprawa na mecz tamtejszych kibiców. Goście do ostatniej chwili walczyli o korzystny rezultat, ale to gospodarze przeszli dalej. Oprócz wspomnianych fanów z Bułgarii cieszyła się cała pokaźna reszta zgromadzonych na stadionie 100 tysięcy ludzi... Gole na wyjeździe liczyły się podwójnie, więc zwycięstwo 2:1 dawało awans do półfinału, gdzie czekała już Roma. 

Na Jagiellonię czekają jeszcze Sunderand, Crystal Palace, Olympique Lyon i Viktoria Pilzno, ale z tego już, moim zdaniem, nic nie da rady wyniknąć... Nie mówię nawet o braku porażek. Mówię o braku awansu do fazy play off. Tak szczerze mówiąc, to ewidentna  słabość obecnego formatu pucharowego. 

Granie dla grania? Nie, dziękuję...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się