Bez(o)bronni
Adrian Siemieniec jeszcze chyba nie otrząsnął się z pucharowego szoku, a już musi zmierzyć się z kolejnym arcytrudnym rebusem we własnym zespole.
Dobrze, że mam Tarasa... - zdaje się myśleć Adrian Siemieniec (w głębi). - Tylko co dalej? Fot. Michał Kość/PressFocus
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Czasem łamigłówek nazwaliśmy ostatnie dni szkoleniowca Jagi w zapowiedzi meczu z Fiorentiną. Najpierw szukać musiał w ligowym starciu z Cracovią następcy dla Jesusa Imaza, potem – już na bój z Włochami – alternatywy dla Tarasa Romanczuka i Afimico Pululu. Patrząc na wynik pucharowego starcia rzec można, że sztuka się nie udała. - To był trochę taki mecz, że jakbyśmy wycięli bramki, to trudno byłoby uwierzyć, że zakończył się wynikiem 0:3 – skomentował końcowe rozstrzygnięcie opiekun Białostoczan. - Jak grasz z takim przeciwnikiem, masz momenty przewagi, ale jednak nie strzelasz gola, nie ustawiasz sobie meczu, nie wykorzystujesz swoich chwil, to nie możesz liczyć, że przeciwnik tej klasy nie stworzy zagrożenia przez 90 minut – dodawał Adrian Siemieniec. „Tęsknota” za wspomnianym napastnikiem rodem z Angoli była w jego głosie wyraźnie słyszalna, choć formalnie nie została wypowiedziana.
Jagiellonia za tydzień we Florencji najpewniej pożegna się z Europą, pozostaje jej skupienie się na lidze. A tu... wcale nie jest łatwiej, jeśli weźmiemy pod uwagę zagadki personalne do rozstrzygnięcia. Takowej, z jaką mierzyć się musi przed przyjazdem do Białegostoku „portugalskiego” Radomiaka, Siemieniec chyba jeszcze rozstrzygać nie musiał. W ubiegłotygodniowym starciu w Krakowie żółtymi kartkami upomniani zostali kolejno: Andy Pelmard, Bernardo Vital i Yuki Kobayashi. Dwaj pierwsi – nie za faule, a za „niesportowe zachowanie” - jak opisaliśmy to w dokumentacji z tego meczu. Sęk w tym, że dla każdego z białostockich stranierich było to czwarte „żółtko” w tym sezonie! Niecodzienna to sytuacja, w której trzech stoperów „wykartkowuje” się na to samo spotkanie.
A przecież by obraz nieszczęść jagiellońskich był pełny, dodać musimy, że po niedokonanej próbie wykonania skoku za ocean, do MLS, „na chorobowe” poszedł czwarty ze środkowych obrońców, Duszan Stojinović! Kolejnego – już nie ma...
Jaki zatem wybór mieć będzie Adrian Siemieniec? Jak trwoga, to do Boga: być może na (nie całkiem mu obcą) pozycję stopera cofnięty zostanie „białostocki bóg”, czyli Taras Romanczuk. Partnerować mógłby mu Apostolos Konstantopoulos, ściągnięty z Rakowa. Sęk w tym, że Grek w częstochowskich szeregach nie pokazał niczego, co uzasadniałoby tezę, że poradzi sobie w ekstraklasie...
- Nie mieliśmy jeszcze treningów, żeby przećwiczyć jakikolwiek wariant z nowym ustawieniem defensywy – przyznawał otwarcie Norbert Wojtuszek, boczny obrońca Jagi, w czwartkowy smutny dla Dumy Podlasia wieczór. Czasu na ćwiczenie owych wariantów zaś... nie ma wcale – mecz z Radomiakiem już w niedzielę.
(DaL)
