Bez marginesu błędu

Dawid Szwarga będzie miał w Gdyni wysoko zawieszoną poprzeczkę, możliwe że... wyżej niż w Częstochowie.

Ekstraklasa albo... co? Nowy trener ma w Arce tylko jedno zadanie. Fot. Tomasz Folta/PressFocus

ARKA GDYNIA

Gdynianie dokonali zapowiadanej od wielu tygodni zmiany. Tymczasowego trenera Tomasza Grzegorczyka już oficjalnie zastąpił znany z Rakowa Dawid Szwarga. 34-latek z Jastrzębia Zdroju skompletował też sztab. Zaprosił do niego Tomasza Włodarka, dotychczasowego asystenta w łódzkim Widzewie, który pomagał mu także w czasie samodzielnej pracy w Częstochowie, w sezonie 2023/24. Drugim asystentem został Rafał Figiel, były piłkarz m.in. GieKSy i Rakowa, który ostatnio zakończył karierę, grając w trzecioligowej Lechii Zielona Góra.

Niefortunne ogłoszenie

- Siłą każdego klubu są ludzie. Jestem pewien, że spotkam tu osoby, które będą tworzyć silny projekt. Właściciel Marcin Gruchała i dyrektor sportowy Veljko Nikitović to pierwsi ludzie, którzy przekonali mnie, by przyjść do Arki. Ich plany, strategia i koncepcja rozwoju były kluczowe, żebyśmy doszli do porozumienia o współpracy - zapowiadał Szwarga, który nie będzie mógł jednak liczyć na spokojny początek. Okoliczności jego zatrudnienia głośne były bowiem na całą Polskę.

Kiedy Arka postanowiła zwolnić Wojciecha Łobodzińskiego, ten po 7 kolejkach zdobył dalece niesatysfakcjonujące 9 punktów. W rolę trenera tymczasowego wszedł wspomniany Grzegorczyk, a gdy on opiekował się drużyną, szefostwo - z prezesem Gruchałą na czele - szukało kogoś na stałe. Mieli listę 8 ścisłych kandydatów, a rozmawiali z 4. Najwyżej stały notowania Szwargi, z którym po ponad 40 dniach udało się dogadać. Jastrzębianin do końca roku miał jednak zostać w Rakowie, a drużynę cały czas prowadził Grzegorczyk. Robił to w sposób... wręcz wybitny. Informację o (przyszłym) zatrudnieniu Szwargi Arka ogłosiła w dzień... rozbicia 6:0 Odry Opole, co było 6. kolejnym zwycięstwem tymczasowego szkoleniowca! W sumie tę serię dociągnął do 7 (wliczając w to wyeliminowanie po karnych Stali Stalowa Wola w Pucharze Polski), a po drodze w pomorskich derbach wysoko (5:0) ograł również Kotwicę Kołobrzeg.

Nikomu nie ściemniali

Nie mogły więc dziwić głosy, jak w takich okolicznościach... poczuje się trener Grzegorczyk. Najwyraźniej jednak niespecjalnie się tym wszystkim przejął, bo rok - a w praktyce swoją pracę w Arce - zakończył z bilansem 14 spotkań, 11 wygranych, 2 przegranych (jedna w Pucharze Polski z Piastem Gliwice) i remisem. Częste w futbolu są sytuacje, kiedy trenerzy tymczasowi, którzy osiągają dobre wyniki i odbudowują rozbitą drużynę, zostają z nią na stałe. W Gdyni jednak takie rozwiązanie nie wchodziło w grę i cokolwiek 43-letni szczecinianin by zrobił, nie zostałby trenerem nr 1. Działacze prowadzili intensywne rozmowy ze Szwargą i raczej nie chcieli ich przerywać.

- Ani przez chwilę nie mydliliśmy oczu, nie ściemnialiśmy - mówił w październiku w rozmowie z „Weszło” prezes i właściciel Arki, Marcin Gruchała. - Szkoleniowiec przez cały czas wiedział, że jest trenerem tymczasowym. Od początku podkreślaliśmy, że mamy prawo wyboru bez względu na wyniki, jakie nadejdą. Jestem świadomy, że ten okres tymczasowości się przeciągał. Tym bardziej należało postawić sprawę jasno - tłumaczył gdyński szef. - Mam trochę mieszane uczucia. W normalnych okolicznościach powinniśmy się cieszyć. W końcu ogłosiliśmy zatrudnienie bardzo ciekawego trenera, jednak równocześnie jestem świadomy drugiej strony medalu, na której - mam wrażenie - koncentruje się większość. Trzeba patrzeć na obie strony.

Wyraźny wygrany

Szefostwo Arki dużo ryzykuje, bo jeśli Dawid Szwarga będzie osiągał gorsze wyniki od trenera Grzegorczyka, decyzja o jego zatrudnieniu będzie natychmiast krytykowana. Również nowy szkoleniowiec nie ma wcale lekkiego zadania, bo dostał zespół postawiony na nogi, silny, na miejscu dającym bezpośredni awans do ekstraklasy. W Gdyni nie kryją, że po kompromitującej końcówce poprzednich rozgrywek liczą, że tym razem uda się wrócić do elity. Ba, oni tego oczekują, czy wręcz żądają! Szwarga ma tylko jeden cel i niewykluczone, że jeszcze większą presję niż w Rakowie, gdy także musiał zastąpić odnoszącego sukcesy trenera Marka Papszuna (mając jednak „swobodę” rozpoczęcia sezonu od zera). 

Najlepiej na tym wszystkim wyszedł... Tomasz Grzegorczyk. Futbolowemu środowisku jest go po prostu żal, a poza tym udowodnił, że potrafi prowadzić ambitny zespół, bo gdy wcześniej prowadził samodzielnie Górnika Polkowice czy Resovię, wcale nie radził sobie dobrze. Już teraz mówi się, że szczecinianin może objąć ligowego rywala Arki, ŁKS, który teżchciałby wrócić do ekstraklasy, a obecnie zajmuje 9. miejsce, czyli... to samo co gdynianie, gdy przejął ich Grzegorczyk.

Piotr Tubacki