Bez gwiazd też się da...

Rezerwy Lakers poradziły sobie w Portland. W Indianapolis wygwizdano swojego dawnego gracza.

Myles Turner przez dziesięć sezonów grał w Indianie. Teraz wrócił jako gracz Milwaukee i spotkał się z wrogością kibiców. Fot. Marty Jean-Louis/SIPA USA/ PressFocus

NBA

Lakersi pojechali do Portland bez wszystkich swoich gwiazd - Luce Donciciowi odnowiła się kontuzja nogi, LeBron James ma kłopoty z plecami, dodatkowo Austin Reaves ma problem z pachwiną, pauzują też Maxi Kleber (mięśnie brzucha), Gabe Vincent (skręcenie kostki) i Adou Thiero (uraz kolana). W pierwszej kwarcie gospodarze, dopingowani z trybun przez ponad 17 tysięcy widzów, wykorzystali problemy rywali i wygrali tę część wyraźnie (33:24). Potem ciężar odpowiedzialności wzięli na siebie Rui Hachimura i Deandre Ayton i to ich zasługa, że goście wygrali trzy kolejne kwarty i cały mecz. Co ciekawe, Ayton przed meczem też narzekał na bóle pleców, ale ostatecznie zagrał i zaliczył double double (29 punktów, 10 zbiórek). Na pochwały zasłużył też rezerwowy Nick Smith, który ustrzelił 25 punktów; trafił 5 z 6 prób za trzy. - Nick w drugiej połowie właściwie przejął kontrolę nad meczem! Potrzebowaliśmy jego zwinności dziś wieczorem. To był dla niego wręcz idealny mecz - chwalił podopiecznego trener Lakers JJ Redick. Najlepszym graczem Portland był Deni Avdija (33 punkty), którego podczas EuroBasketu oglądaliśmy w Spodku w reprezentacji Izraela.

Kolejnej porażki, w dodatku we własnej hali doznali Indiana Pacers, którzy w minionym sezonie dotarli aż do finału. Teraz to jedna z najsłabszych drużyn - na starcie sezonu ich bilans wynosi 1-6! Poniedziałkowy mecz z Milwaukee był emocjonujący i rozstrzygał się dopiero w ostatnich sekundach. Gościom wygraną rzutem równo z końcową syreną zapewnił Giannis Antetokounmpo, który mimo asysty dwóch obrońców trafił równo z końcową syreną. - Ta wygrana była dla nas ważna. Z Indianą mierzyliśmy się w play offach, teraz znów było gorąco - mówił po spotkaniu Grek.

Trener Indiany Rick Carlisle po meczu nie rozpaczał. Szukał pozytywów. - Przegrywaliśmy już dwucyfrową różnicą w czwartej kwarcie, ale walczyliśmy i daliśmy radę doprowadzić do remisu - mówił szkoleniowiec gospodarzy. - Ta podróż jest trudna, ale ważna. Wszyscy musimy walczyć dalej i dawać sobie szanse - dodał.

Wydarzeniem meczu w Indianapolis był przyjazd Mylesa Turnera, który ma za sobą 10 lat gry w koszulce Indiany, a teraz przyjechał jako zawodnik Bucks. Były klub przygotował okolicznościowe przyjęcie, ale kibice wygwizdali wybuczeli swojego niedawnego pupila. - On sam może tego nie powie, ale takie wrogie przyjęcie na pewno go zabolało. On w tej drużynie grał przecież dziesięć lat, jest liderem bloków Indiany - kręcił głową Antetokounmpo. Rozżalony Turner też zabrał głos. - To było przygnębiające, frustrujące. Poświęcasz 10 lat życia, krew, pot, łzy. Znosisz obniżki pensji i plotki transferowe. Starasz się robić wszystko jak należy, a spotyka cię coś takiego - powiedział po meczu.

Bez wygranej pozostają dwa zespoły - New Orleans Pelicans (0-6) oraz Brooklyn Nets (0-7). Ci drudzy w poniedziałkową noc podejmowali Leśne Wilki z Minneapolis. Przez trzy kwarty mecz był bardzo wyrównany, a wynik pozostawał sprawą otwartą. Goście do roboty wzięli się w ostatniej ćwiartce, którą wygrali aż 13 oczkami (34:21). Przyjezdni dominowali pod tablicami, znacznie lepiej radzili sobie w kontratakach oraz rzutach spod kosza. Najlepszym zawodnikiem Timberwolves był Julius Randle, który zaliczył swoje piętnaste w karierze triple double (19 punktów, 11 zbiórek, 10 asyst). Słaby start w rozgrywkach to dla Nets żadna nowość, sezon 2009-10 zaczęli od 18 kolejnych porażek (wtedy klub bazował w New Jersey, dwa sezony później przeprowadził się na Brooklyn).

(p)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się