Berlin niezdobyty
Szczypiorniści Industrii Kielce podeszli całkiem blisko Bramy Brandenburskiej, ale zostali zawróceni w samej końcówce i w ćwierćfinale Ligi Mistrzów ich zabraknie.
Ośmioma bramkami Szymon Sićko udowodnił, że wrócił do wysokiej formy. Fot. PAP/EPA
Ze spuszczoną głową, powoli... A nie, nie tak to leciało, bo akurat po końcowej syrenie rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów zawodnicy Industrii Kielce głowy mogli trzymać wysoko. Mogli też zbijać piątki i dziękować licznej, a przede wszystkim dobrze słyszalnej w Max-Schmeling-Halle, grupie swoich fanów.
Już byli w ogródku...
Tym razem przyszło im zremisować z Fuchse Berlin, co z pewnością wstydu nie przynosi, ale też nie daje radości. Można zaryzykować tezę, że szanse na awans do ósemki zostały pogrzebane przed tygodniem w Hali Legionów, gdzie kielczanie przegrali 27:33. Sześć bramek straty można odrobić, ale w - nic nikomu nie ujmując - w Orlen Superlidze czy Lidze Centralnej, a nie w Lidze Mistrzów, gdzie spotykają się silne i wyrównane zespoły. - Wyjdziemy na boisko przy stanie 0:0 i będziemy walczyć. Dopóki są szanse, to trzeba wierzyć w zwycięstwo i walczyć z całych sił, by po końcowej syrenie nie mieć sobie nic do zarzucenia - mówił trener Tałant Dujszebajew, ale jednocześnie dawał swej drużynie 1 procent szans na awans. Kirgiz wiedział co mówi, bo jest zbyt doświadczonym trenerem i nie takie rzeczy widział, ale we wczorajszy wieczór nieco się zagalopował pod względem taktycznym. O ile desygnowanie do rzutu karnego kompletnie nierozgrzanego Cezarego Surgiela, który w 43 minucie - przy stanie 29:28 - dla Industrii pozwolił na interwencję Dejanowi Milosavljevowi, można podarować, o tyle decyzję o grze siódemką w polu od 55 minuty już trudno zrozumieć. Wiadomo, wicemistrzowie Polski prowadzili wtedy 35:32 i musieli zaryzykować w dążeniu do zdobycia kolejnych bramek. Już byli w ogródku, ale przegonili ich z niego Lase Anderson i Mijajlo Marsenic. Obaj przejęli piłkę po złych podaniach Hassana Kaddacha niespełna minuty rywale załapali kontakt. W tym momencie z kielczan jakby uszło powietrze, bo trafienia Arstema Kareleka i Daniele Dujszebajewa jedynie „przypudrowały” wynik.
Gdyby nie Gidsel
Mecz od początku był szybki, zacięty i wyrównany. Bramkarze nie mieli wiele roboty, bo mimo usilnych starań oddbijali nie wiele piłek. Jedni i drudzy nie mieli zamiaru się patyczkować. Gra była więc często przerywana, a sędziowie równo odsyłali zawodników na 2-minutowe kary. Pozwalali na ostrą walkę, przymykali oczy na bezpardonowe ataki, uśmiechali się na próby zapaśniczych wózków, a także symulowanie ataków na twarz. Pierwsza połowa należała bezwględnie do Matiasa Gidsela. Najlepszy obecnie szczypiornista świata dzielił i rządził na prawej połówce rozegrania, brał ciężar gry na siebie, popisywał się zwodami, a przede wszystkim trafiał do siatki. W ciągu premierowych 30 minut zdobył 10 bramek, kończąc wszystkie (!) swoje akcje. Taki zawodnik jak 26-letni Duńczyk to prawdziwy skarb. Kielczanie sposób na niego znaleźli dopiero w drugiej połowie. Dopuścili do oddania zaledwie 3 rzutów i zmusili do błędu technicznego. Odejmując tuzin bramek zdobytych przez Gidsela, do dwumeczu z Aalborgiem w 1/4 finału szykowaliby się kielczanie.
Marek Hajkowski
◼ Fuechse Berlin - Industria Kielce 37:37 (21:24)
W pierwszym meczu 33:27; awans Fuechse Berlin
BERLIN: Milosavljev, Ludwig - Prantner 2, Gidsel 12, Lichtlein 6/1, Herburger 2, Andersson 6, Freihoefer 3/2, Marsenic 2, Strlek 1, Langhoff 1, Darj 1, Teigum 1, Wiede, Beneke. Kary: 10 min. Trener Jaron SIEWERT.KIELCE: Wałach, Cordalija - Kounkoud 6, A. Dujszebajew 4, Olejniczak 1, Karalek 1, Sićko 8/4, Nahi 5, D. Dujszebajew 4, Maqueda 3, Kaddah 3, Monar 2, Surgiel, Gębala. Kary: 14 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.
Sędziowali: Bojan Lah i David Sok (Słowenia). Widzów 8819.
Przebieg meczu: 0:1 (1), 3:4 (5), 7:8 (9), 11:11 (14), 17:15 (21), 18:20 (26), 21:37 (30), 25:26 (33), 25:27 (38), 28:28 (41), 29:31 (48), 31:35 (54), 37:37 (60).
