Będzie polski mecz na Rolandzie Garrosie!

Iga Świątek i Magda Linette pokonały drugie przeszkody i o najlepszą „szesnastkę” Wielkiego Szlema w Paryżu powalczą ze sobą. Z turniejem pożegnała się Magdalena Fręch, w czwartek emocje związane z meczami Mai Chwalińskiej i Huberta Hurkacza.

Magda Linette do trzeciej rundy Rolanda Garrosa awansowała z gracją. Fot. PAP/EPA

FRENCH OPEN

W trzeciej rundzie na kortach Rolanda Garrosa dojdzie do meczu dwóch Polek - w piątek Iga Świątek zmierzy się z Magdą Linette. W środę najpierw Świątek wyeliminowała Czeszkę Sarę Bejlek, zwyciężając 6:2, 6:3, a potem Linette wygrała z rozstawioną z numerem 29. Łotyszką Jeleną Ostapienko 6:2, 2:6, 6:2.

Linette w pierwszej rundzie po blisko trzech godzinach pokonała Czeszkę Terezę Valentovą. W trakcie meczu zmagała się z problemami z kolanem. Pojedynek z Ostapienko trwał równo dwie godziny. - Był czas na regenerację, czuję się lepiej niż po pierwszym meczu. Pojedynek z Ostapienko był inny, nie tak fizyczny, ale to nie znaczy, że był łatwy. Z Jeleną wszystko dzieje się bardzo szybko, więc cały czas trzeba być skupionym i wykorzystywać okazje, gdy się pojawiają – analizowała Linette.

Kluczowy gem

Łotyszka, mistrzyni Rolanda Garrosa 2017, znana jest z podejmowania ryzyka i szybkiego kończenia wymian. Linette natomiast to przede wszystkim solidność. W środę skuteczniejszy okazał się styl Polki. Rywalka popełniła aż 40 niewymuszonych błędów - 17 w pierwszym secie, 7 w drugim i 16 w trzecim. Bez trudu można wskazać partię, którą udało jej się wygrać. Poznanianka w całym meczu miała 18 takich pomyłek.

W decydującym secie nie brakowało emocji. W trzecim gemie serwująca Polka znalazła się opałach. Od stanu 15-40 najpierw obroniła dwa break pointy, a potem wygrała też dwie kolejne piłki i objęła prowadzenie 2:1. - Powiedziałam sobie, że muszę zagrać teraz naprawdę dobrze i odważnie. To był bardzo ważny gem, dla mnie kluczowy - oceniła.

Ostapienko od tego momentu wyraźnie obniżyła poziom. W kolejnym gemie dała się przełamać, natomiast Linette do końca serwowała już bardzo pewnie i od stanu 4:1 jej zwycięstwo wydawało się kwestią czasu. Ostatecznie jeszcze raz przełamała Łotyszkę, wykorzystując drugą piłkę meczową.

Słabiej, ale z kontrolą

Świątek skończyła swój mecz z Sarą Bejlek nieco wcześniej i podczas konferencji prasowej nie znała rozstrzygnięcia spotkania swojej starszej o 9 lat koleżanki. - Nie chcę nawet o tym teraz myśleć. Zobaczę, kto wygra i zacznę przygotowania – powiedziała była liderka rankingu.

Choć wygrana z 20-letnią Czeszką nie była tak gładka, jak można się było spodziewać, to mimo popełnianych błędów czterokrotna mistrzyni Rolanda Garrosa (2020, 2022-24) była ze swojej gry zadowolona. - Czasami rzeczywiście popełniałam błędy, ale miałam kontrolę nad meczem - podkreśliła Świątek.

Leworęczna Bejlek długo nie potrafiła wygrać gema przy własnym serwisie, a fakt, że spotkanie nie skończyło się znacznie szybciej niż po 93 minutach jest głównie efektem słabszej dyspozycji Polki, która łącznie w całym meczu zanotowała aż 38 niewymuszonych błędów, czyli średnio ponad dwa w każdym gemie. - To był zdradliwy mecz pod względem rytmu, ponieważ Sara gra inaczej niż większość zawodniczek. I czasami to, czy iść do ataku, czy zostać z tyłu, wcale nie było takie oczywiste. Ale pod koniec czułam to już całkiem dobrze - oceniła Świątek. Dopiero w dwóch ostatnich gemach nie oddała rywalce nawet jednego punktu.

Przeciętnie funkcjonował serwis sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej - popełniła aż 6 podwójnych błędów. - Muszę przyjrzeć się, co się stało. Nie czułam zbyt dobrze rytmu. Popracuję nad tym na jutrzejszym treningu - zdradziła.

Na razie remis

Piątkowy mecz będzie ósmym polskim pojedynkiem singlowym w historii tenisowych Wielkich Szlemów, ale pierwszym w Paryżu. Czterokrotnie doszło do nich na trawie w Wimbledonie, a trzy razy w nowojorskim US Open, ostatnio 11 lat temu i także z udziałem Linette.

Choć faworytką będzie trzecia tenisistka światowego rankingu, to Poznanianka zamierza postarać się o niespodziankę. - Zawsze wychodzę na kort z zamiarem utrudnienia życia rywalce. Zobaczymy, jak mi wyjdzie w piątek. Nie gram źle, więc jestem pozytywnie nastawiona - powiedziała Linette. Ze Świątek zmierzy się po raz trzeci, na razie ich bilans wynosi 1-1. W marcu w Miami niespodziewanie wygrała w drugiej rundzie 1:6, 7:5, 6:3, rewanżując się za gładką porażkę w Pekinie w 2023 roku.

Zmarnowane szanse

Niestety, do koleżanek w trzeciej rundzie nie dołączyła Magdalena Fręch, która wieczorem przegrała ze Szwajcarką Jil Teichmann 5:7, 4:6. Spotkanie trwało godzinę i 49 minut.

Łodzianka może żałować szans zwłaszcza w pierwszej partii, w której prowadziła 5:3 i 40-0 przy serwisie rywalki. Miała więc trzy piłki setowe. Teichmann – która na liście WTA spadła na 170. miejsce i w Paryżu uniknęła kwalifikacji, dzięki tzw. zamrożeniu rankingu - wyszła jednak z kłopotów, co wyraźnie ją uskrzydliło. Wygrała także trzy kolejne gemy i w konsekwencji seta.

W drugim początkowo Polka łatwo wygrywała swoje gemy serwisowe, ale nadal nie wykorzystywała okazji na przełamanie. Spotkanie przyjęło dziwny obrót od stanu 3:2 dla Szwajcarki. Do końca już bowiem żadna zawodniczka nie wygrała gema przy swoim serwisie i w trzeciej rundzie zameldowała się Teichmann, rewanżując się Fręch za porażkę trzy lata temu w kwalifikacjach w Birmingham.

Fręch czwarty raz w karierze znalazła się w drugiej rundzie French Open, poprzednio w latach 2018, 2023 i 2025. Nigdy nie udało jej się zrobić kolejnego kroku.

Chcemy więcej!

W czwartek z wielką ciekawością czekamy na drugi bój w Paryżu czwartej z naszych singlistek, Mai Chwalińskiej. Po udanych kwalifikacjach i sensacyjnym wyeliminowaniu mistrzyni olimpijskiej z Paryża (2024) Chinki Qinwen Zheng, teraz rywalką 24-latki z Bielska-Białej będzie rozstawiona z numerem 23. o 6 lat starsza Belgijka Elise Mertens. - Chcę więcej – obiecująco zapowiedziała Polka po pierwszym zwycięstwie w Rolandzie Garrosie.

Ten mecz będzie drugim na korcie i powinien zacząć się między 13.00 a 14.00. Nieco wcześniej – około 13.00 - na kort powinien wyjść także Hubert Hurkacz (99. ATP), który o trzecią rundę singla mężczyzn zmierzy się z rozstawionym z numerem 19. Francesem Tiafoe (22.). Bilans dotychczasowych spotkań jest nieznacznie korzystniejszy dla Amerykanina 4-3, który przed rokiem doszedł w Paryżu do ćwierćfinału.

(ToM, PAP)

NASZE MECZE

Polsko-polskie potyczki kobiet w głównych drabinkach turniejów wielkoszlemowych

◾ Aleksandra Olsza - Magdalena Grzybowska | Wimbledon 1996
◾ Agnieszka Radwańska - Marta Domachowska | Wimbledon 2008
◾ Agnieszka Radwańska - Urszula Radwańska | US Open 2011
◾ Jerzy Janowicz – Łukasz Kubot | Wimbledon 2013
◾ Magda Linette - Urszula Radwańska | US Open 2015
◾ Agnieszka Radwańska - Magda Linette | US Open 2015
◾ Magda Linette - Iga Świątek | Roland Garros 2026


Rybakina wyrzucona!

Największa sensacja w Paryżu stała się faktem. Wiceliderka rankingu Jelena Rybakina pożegnała się z Roland Garros już na etapie drugiej rundy - reprezentantka Kazachstanu w trzech setach uległa notowanej na 55. miejscu Julii Starodubcewej, która decydującego tie-breaka wygrała 7-4. Ukrainka po raz pierwszy wygrała z tenisistką z czołowej „10” listy WTA. - Po prostu szkoda, bo czułam się dobrze na treningach. To był jednak bardzo słaby występ, zbyt wiele niewymuszonych błędów. Próbowałam znaleźć sposób, ale ewidentnie nic nie zadziałało – skomentowała triumfatorka pierwszego tegorocznego turnieju wielkoszlemowego - Australian Open. Ostatni raz na etapie drugiej rundy pożegnała się z French Open w 2020 roku.

Porażka Rybakiny oznacza, że po turnieju w Paryżu liderką rankingu na pewno pozostanie Aryna Sabalenka. Natomiast jeśli Iga Świątek wygra French Open, zepchnie Rybakinę z drugiego miejsca. Kazaszka była potencjalną rywalką Polki w półfinale.

Środa okazała się także ostatnim dniem turnieju dla Jasmine Paolini – rozstawiona z numerem 13. Włoszka przegrała po trzysetowej batalii z 68. na liście WTA Argentynką Solaną Sierrą. Paolini w trzecim secie skarżyła się na problemy z lewą kostką, ale dokończyła spotkanie.

Deblowe porażki

Katarzyna Piter i Filip Pieczonka otarli się o spore niespodzianki w rywalizacji deblowej na kortach Rolanda Garrosa. Polka i grająca z nią w duecie Meksykanka Renata Zarazua po wygraniu pierwszej partii z rozstawioną z numerem 6. parą hiszpańsko-amerykańską Cristina Bucsa/Nicole Melicar-Martinez w drugiej prowadziły 3:1, ale ostatecznie to niedawne finalistki z Rzymu cieszyły się z wygranej 6:7 (2-7), 5:7, 0:6.

Jeszcze bliżej zwycięstwa znajdowali się debiutujący na Wielkim Szlemie Filip Pieczonka oraz jego deblowy partner Vit Kopriva. Polsko-czeski team prowadził 6:2, 5:2 30-0 i wtedy doszło do bardzo przykrego zwrotu akcji. Nie wystarczyło także prowadzenie 5-3 w tie-breaku. Półfinaliści ubiegłorocznego French Open, czyli Hugo Nys z Monako oraz Francuz Edouard Roger-Vasselin, wyszli z opresji i triumfowali po trzysetowej batalii 2:6, 7:6 (7-1), 6:1.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się