Będzie kozacki mecz
Ruch jedzie na trudny teren do Wrocławia, a jeden z jego graczy... może już nie wrócić do Chorzowa.
Świetnie wyszkolony technicznie Miłosz Kozak ma trudny charakter. Fot. PressFocus
ŚLĄSK WROCŁAW- RUCH CHORZÓW
Zapowiada się spotkanie ze znakomitą frekwencją, zapewne przekraczającą 20 tysięcy. Ponad trzy tysiące to sympatycy Ruchu, którzy już od dawna szykowali „nalot niebieskiej szarańczy”. Śląsk zwiększył im pulę biletów, a te rozeszły się jak świeże bułeczki.
Duet z Łęcznej
Wrocławianie zapewne poszukają pierwszego zwycięstwa po spadku. Punkt po dwóch kolejkach nie zadowala Śląska, choć sezon jeszcze się nie rozkręcił. – Najważniejszą przyczyną takiego stanu rzeczy jest niewykorzystywanie szans, które stwarzamy. Musimy być bardziej precyzyjni pod bramką rywala. Piłkarze są tego świadomi i ciężko pracują, żeby to poprawić – powiedział trener spadkowicza Ante Simundza. Jak postrzega niedzielnego przeciwnika? – Ruch to waleczna drużyna bazująca na stałych fragmentach gry, szczególnie rzutach rożnych, po których w tym sezonie zdobyła trzy bramki (czyli... wszystkie – przyp. red.) – podkreślił Słoweniec.
Śląsk ściągnął latem z Górnika Łęczna napastników Przemysława Banaszka i Damiana Warchoła, którzy zdobyli w poprzednim sezonie 29 bramek. – Górnik gra w innym systemie. My musimy dostosować nowych zawodników do naszego stylu. Muszę mieć pomysł na cały mecz, nie tylko na 45 minut. Nie mamy wielu napastników. Opcją do ataku był Mateusz Żukowski, ale niestety wypadł przez kontuzję – stwierdził Simundza, który w składzie faktycznie ma tylko dwóch napastników, tych z Łęcznej.
Prezes potwierdził
Śląsk ma także problemy na skrzydłach. Ze Stalą Rzeszów słoweński trener miał tylko dwóch graczy na flanki – Arnau Oritza i Piotra Samca-Talara. Kontuzjowany jest wspomniany Żukowski, a poza grą był też Luka Marjanac. – Przydarzyły się dwie kontuzje mięśniowe – nie ukrywał Simundza. - Rywalizacja na tej pozycji poszła w dół, pracujemy nad tym. Wierzę, że Luka wróci do nas w ciągu dwóch tygodni, jeśli wszystko się dobrze potoczy, Mateusza nie będzie do października. Pozostali muszą dać z siebie więcej i brać odpowiedzialność – powiedział szkoleniowiec Śląska, który wkrótce może mieć do dyspozycji nowego skrzydłowego. Będzie nim... Miłosz Kozak z Ruchu Chorzów! Jako pierwszy tę informację przekazał Tomasz Włodarczyk, a potem potwierdził prezes klubu Michał Mazur w rozmowie ze slasknet.com. – Po kontuzji Żukowskiego potrzebujemy wzmocnień. Nie szukamy tylko skrzydłowego, ale też na inne pozycje. Nie możemy brać piłkarzy na kredyt, wszystko musimy przeanalizować i mieć pewność. Nie będę ukrywał, że Miłosz Kozak jest w kręgu naszych zainteresowań. Szukamy zawodników, którzy chcą coś udowodnić, a nie „tłustych kotów”. Chcemy, aby nasze ruchy broniły się chociaż na papierze – wyjaśnił Mazur.
Na dwoje babka wróżyła
28-letni Kozak to dość... problematyczny piłkarz, którego pozostanie w Chorzowie po spadku z ekstraklasy wcale nie było takie oczywiste. Jednak kluby nie waliły po niego drzwiami i oknami. Tego lata Niebiescy byli skłonni rozważyć oferty dla swojego skrzydłowego, lecz te raczej się nie sypały. Swego czasu pojawiła się plotka, jakoby „Koziego” chciała Wieczysta Kraków, ale udało nam się potwierdzić w dobrym źródle, że w ogóle nie było takiego tematu.
Kozak jest znany z trudnego charakteru i częstego marudzenia. Latem przegrał walkę o skład, a nad nim w hierarchii znaleźli się nowi zawodnicy, Piotr Ceglarz i Patryk Szwedzik. Do tego „wtrącił się” w to wszystko młodzieżowiec Jakub Sobeczko. W pierwszych dwóch kolejkach 28-latek nawet nie podniósł się z ławki, co mogło wywołać efekt tykającej bomby. Czy w przypadku sprzedaży (ma kontrakt do 2026 r.) Ruch będzie płakał za Kozakiem? To piłkarz nieszablonowy, o świetnym wyszkoleniu technicznym, kochający drybling i pojedynki. Jednak często podejmuje złe decyzje na boisku, hamuje akcje i zwykle jest jak... Arjen Robben – uzależniony od lewej nogi. W zeszłym sezonie miał w I lidze 5 bramek i 5 asyst, a w sumie dla Ruchu przez dwa lata – 8 goli i 11 asyst w 59 występach. Wydaje się, że Niebiescy przeżyją bez „Koziego”, więcnie można wykluczyć kolejnego transferu skrzydłowego.
Piotr Tubacki
