Będą gwizdały dwa Michały...
…Baca i Żak, którzy teraz znajdują się w przedsionku elity i od nich samych zależą ich dalsze sędziowskie losy.
Michał Zak (z lewej) oraz Michał Baca beda rozjemcami podczas mistrzostw swiata Dywizji 1A w Sosnowcu. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
MŚ DYWIZJI 1A
Obaj swoje hokejowe przygody zaczynali bardzo podobnie, od gry w zespołach młodzieżowych, a potem w seniorskich na różnych szczeblach rozgrywkowych. Potem, choć dzieli ich kilka lat, w określonym czasie doszli do jednego wniosku: kariery sportowej nie zrobią, jednak zdecydowali się pójść w nieco innym kierunku i nie rozstali się z taflą. Podczas mistrzostwa świata Dywizji 1A w Sosnowcu będą tańcowały dwa Michały. Michały: Baca i Żak, bo o nich mowa, będą sędziowali na tej imprezie. To dwaj debiutanci: ten pierwszy jako główny, zaś drugi jako liniowy zostali wyróżnienie przez międzynarodową federację. Oba Michały stają przed szansą...
Suszenie głowy
Michał Baca miał okazję w 2008 r, być w kadrze Unii Oświęcim w ekstraklasie za kadencji trenera Andrzeja Tkacza. Był zawieszony między czwartą i piątą formacja, ale zaliczył kilka występów, z jedną asystą. Po sezonie doszło do renegocjacji umowy i nasz bohater nie był usatysfakcjonowany ofertą działaczy. Doszedł do wniosku, że lepiej pójść do pracy niż uganiać się za krążkiem, bo z tego drugiego zajęcia nie będzie wiele profitów.
- Byłem obrażony na hokej, bo moje 13 lat pracy poszło na marne i lodowisko omijałem szerokim łukiem – uśmiecha się przyszły rozjemca imprezy w Sosnowcu. - Tak się jednak złożyło, że ówcześni sędziowie: Zbigniew Wolas był kolegą mojego ojczyma, któremu wiele zawdzięczam i uważam za tatę, zaś Waldemar Kupiec to kolega mojej mamy. I oni wywierali na nich nacisk, bym się zajął sędziowaniem. Po roku „suszenia” głowy, w 2010 r. dla świętego spokoju zgodziłem pójść na błyskawiczny kurs w Katowicach-Janowie. I tak otrzymałem licencję sędziego szczebla okręgowego. Wiosną 2011 r. podczas meczów Centralnej Ligi Juniorów, z powodu braku arbitra wskoczyłem w jego zastępstwie. Wszystko się szybko działo, ale i ja poczułem, że ta przygoda fajnie się zapowiada. Waldemar Matuszak, ówczesny szef sędziów, dowiedział się o mnie i zaprosił mnie na kurs sędziowski w roli obserwatora. Miałem to wszystko poznać od kulis, ale tak się złożyło, że zdawałem egzaminy: teoretyczny i praktyczny. Ten pierwszy zaliczyłem bezbłędnie, zaś w drugim chyba byłem drugi. Szef Matuszak ogłosił, że w tej sytuacji otrzymuję nominację na sędziego liniowego.
Szybka ścieżka
Hokejowa przygoda z nieco innej strony nabierała przyśpieszenia, bo szefowie Wydziału Sędziowskiego pokładali nadzieję w talent dobrze zapowiadającego się arbitra i zdecydowali, że będzie rozstrzygał mecze jak główny.
- Zadebiutowałem w I lidze meczem Legia Warszawa – Orlik Opole i wówczas Filip Komorski i Mateusz Bepierszcz, młodzi i utalentowani hokeiści, przez całą tercję przekonywali mnie, że nie znam przepisów – wspomina sędzia Baca. - W przerwie kolegom liniowym zapowiedziałem: koniec, na drugą tercję nie wychodzę. W szatni pojawił się obserwator i stwierdził, że całkiem przyzwoicie to wygląda jak na pierwszy raz. Dziesięć pierwszych spotkań to była dla mnie dżungla i walka o przetrwanie, ale z czasem już się oswoiłem z całą sytuacją. W sezonie 2015/16 już miałem okazję sędziować mecze I-ligowe oraz ekstraligi. Podczas mistrzostw świata w Spodku w 2016 r. byłem opiekunem arbitrów i miałem okazje ich poznać, dzielić się różnymi wątpliwościami. Wydział Sędziowski przedstawił mnie jako kandydata na sędziego międzynarodowego i federacja światowa mnie zatwierdziła. Sporo wkładam pracy, by się doskonalić, dbam o kondycje fizyczną, doskonale znam angielski i – oczywiście – studiuję przepisy i analizuję na filmikach różne sytuacje na lodzie. Debiut międzynarodowy zaliczyłem na mistrzostwach świata Dywizji 3A w Sofii. Zdaję sobie doskonale sprawę, że nie jesteśmy nieomylni i popełniamy błędy, ale to chyba naturalna kolej rzeczy.
16 głównych i 16 liniowych – to grupa, z której wybierani są arbitrzy do prowadzenia meczów w elicie i Dywizji 1A. Michała Baca był rozjemcą na różnych szczeblach mistrzostw świata w różnych kategoriach wiekowych. Miał okazję prowadzić mecze Dywizji 1B w Tychach (2022) oraz w Tallinie (2025), a teraz debiutuje w wyższej dywizji.
- Dla mnie największym, do tej pory, wyzwaniem były mecze 1/16 finału Ligi Mistrzów w dwóch edycjach z rzędu: Grizzlys Wolfsburg – Lulea HF oraz Rapperswill-Jona Lakers – Adler Mannheim. Teraz skupiam się na tym, co mnie czeka w Sosnowcu – dodaje na pożegnanie 38-letni sędzia, za którego będzie trzymała kciuki nie tylko żona Klaudia, mała córeczka Bianka, rodzina, ale całe środowisko, bo to przecież szansa kolejnych kandydatów na prowadzenie meczów wyższej rangi.
Najśmielsze marzenia
Niespełna 29-letni Michał Żak ma zdecydowanie mniejszy staż sędziowski krajowy i międzynarodowy niż jego nieco straszy kolega. Tata Roman, były hokeista, zaś obecnie sędzia stolikowy, widział w swojej latorośli również hokeistę. Trudno się dziwić, że zaprowadził syna na naukę jazdy na łyżwach, a potem trenował w tyskim MOSM-ie.
- Moja przygoda hokejowa trwała przez 14 lat, aż w wieku 21 lat wybrałem studia na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego – zaczyna opowieść młodszy z Michałów. - Grałem w juniorskich zespołach Jastrzębia, potem w Sosnowcu i Poznaniu na poziomie I-ligowym. Wszystko układało się nie tak jak sobie wyobrażałem i powiedziałem: pass. Niemniej z hokejem się nie rozstałem, bo postanowiłem zostać sędzią. Gdy patrzę z perspektywy czasu, to chyba był właściwy wybór. Mam niewielki staż międzynarodowy, bo raptem mija czwarty rok, a zaczynałem osiem lat temu w okręgowych zawodach, potem był awans do ówczesnej Młodzieżowej Hokej Ligi (I liga – przyp. red.). To będzie mój trzeci turniej mistrzowski, bo zaczynałem w MŚ juniorów do lat 18 Dywizji 2A w Sosnowcu (2024), a w ubiegłym roku gwizdałem w młodzieżowych MŚ Dywizji 2A w Zagrzebiu. Teraz będzie impreza seniorska, ale nie odczuwam tremy i najważniejsze, by zachować spokój. Gdy zaczynałem, to nawet w najśmielszych marzenia nie przypuszczałem, że dostąpię zaszczytu rozstrzygania sporów podczas turnieju Dywizji 1A i na dodatek w naszym kraju. Jestem pozytywnie nakręcony i dalej będę chciał się realizować w sędziowskim fachu. Na razie skupiam się na tym, co mnie czeka.
Obaj panowie już w listopadzie byli w kręgu zainteresowania międzynarodowej federacji, ale ostateczne decyzje zapadły w drugiej połowie marca. Wówczas otrzymali nominacje, teraz wszystko zależy od nich, bo przecież będą po pilnym nadzorem szefa sędziów i publiczności, jak przystało na przedsionek do elity...
Włodzimierz Sowiński
