Awans zrodzony w mękach

Raków potrzebował dogrywki, aby wyeliminować trzecioligową Avię i zameldować się w półfinale Pucharu Polski. Przedstawiciele województwa śląskiego zdominowali obecną edycję rozgrywek.

Raków awansował, ale o meczu w Świdniku będzie chciał jak najszybciej zapomnieć. Fot. Ireneusz Wnuk / Press Focus

PUCHAR POLSKI

Świdnik przywitał nas chłodem, i to w sensie dosłownym. Dużym zaskoczeniem w niespełna 40-tysięcznym mieście na wschód od Lublina były śniegowe zaspy. Miejscowym kibicom chłód oczywiście nie przeszkadzał w wykupieniu wszystkich 2800 biletów już na kilka dni przed pierwszym gwizdkiem. Ćwierćfinał Pucharu Polski był największym sportowym wydarzeniem w historii Avii, a – jak można było przeczytać w specjalnie wydanym na tę okoliczność programie – marzenia miejscowych sięgały tego, aby „sen nadal trwał”.

Fatalne boisko

Głównym tematem przed meczem był stan murawy, która bardziej przypominała piaszczyste boiska afrykańskie, a kolor zielony był na nim mocno deficytowy. – To było najgorsze boisko, na jakim grałem, a zagrałem wiele meczów na niższym poziomie rozgrywek. Ale takiego czegoś jeszcze nie widziałem – nie pozostawił suchej nitki na nawierzchni Kacper Trelowski.

Łukasz Tomczyk, a może bardziej należałoby napisać jego imiennik Ocimek, który zastępował go w tym spotkaniu w roli pierwszego szkoleniowca, zdecydował się dokonać kilku zmian w składzie. Po dłuższej przerwie między słupkami stanął wspomniany „Trelu”, w pierwszym składzie na prawym wahadle zadebiutował też Słoweniec Mitja Ilenić (Frana Tudora nie było w kadrze, ale nie doskwiera mu żaden uraz).

Rozczarowanie

Jeśli ktoś się spodziewał, że konfrontacja wicemistrza Polski z przedstawicielem czwartego szczebla rozgrywek będzie spacerkiem, a kwestią czasu będą jedynie kolejne gole dla Rakowa, mógł poczuć się bardzo mocno rozczarowany. Częstochowianie od początku wyglądali apatycznie, nie mieli pomysłu na sforsowanie defensywy niezwykle dobrze zorganizowanego trzecioligowca, a na domiar złego już w 8 minucie z kontuzją boisko musiał opuścić Jean Carlos Silva, którego zastąpił Adriano Amorim.

Jeśli o jakichś zawodnikach Rakowa można było powiedzieć coś dobrego, to o Jonatanie Braucie Brunesie, który momentami niezwykle sugestywnie frustrował się poziomem prezentowanym przez kolegów, a w doliczonym czasie gry pierwszej połowy – jak na prawdziwego lidera przystało – wykorzystał z zimną krwią jedną z nielicznych okazji brakowych. Starał się również będący w zaskakująco dobrej formie po kontuzji Ivi Lopez – uderzał jednak albo za lekko, albo za wysoko nad bramką. Zastrzeżeń nie można było mieć również do Trelowskiego, ale to w dużym stopniu dlatego, że Avia – choć grała odważnie i bez respektu dla wyżej notowanego rywala – również nie stwarzała sobie stuprocentowych okazji bramkowych.

Teraz Zawisza?

Gra na dowiezienie awansu najmniejszym nakładem sił zemściła się na ekipie spod Jasnej Góry w doliczonym czasie spotkania, gdy pięknego rogala zawinął Dominik Zawadzki, a kameralny obiekt w Świdniku eksplodował z radości! Konieczność rozegrania dogrywki podziała na Raków jak płachta na byka i dopiero w dodatkowym czasie goście zaprezentowali jakość, której obecność od pierwszych minut meczu z pewnością pozwoliłaby im uniknąć dodatkowego pół godziny w marcowym maratonie meczów. Sprawę awansu już na początku dogrywki rozstrzygnął Ariel Mosór, z bliska wpychając piłkę do bramki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Piłkarze Avii ambitnie próbowali doprowadzić do rzutów karnych, ale Częstochowianie półfinału Pucharu Polski nie wypuścili już z rąk. – Wiadomo, że jak się jedzie na mecz pucharowy z trzecioligowcem, to tutaj wszyscy są niezwykle zmobilizowani. Doping był lepszy niż na niejednym stadionie ekstraklasy i to gospodarzy niosło. Takie mecze zawsze są ciężkie i nikt nie miałby tu łatwo. Koniec końców liczy się to, że jesteśmy w półfinale i mam nadzieję, że majówkę spędzimy na PGE Narodowym. Z kim półfinał? Dla mnie idealny układ to Zawisza. Oskar Repka pewnie też by się ucieszył, bo on jest z Bydgoszczy – podsumował spotkanie w Świdniku z uśmiechem Trelowski.

Mariusz Rajek

◼ Avia Świdnik - Raków Częstochowa 1:2 (0:1, 1:1) po dogrywce

0:1 – Brunes, 45+5 min (Amorim), 1:1 – Zawadzki, 90+2 min, 1:2 – Mosór, 92 min

AVIA: Sobieszczyk – Zbozień, Orzechowski, Rozmus (78. Terechov) – Kalinowski (46. Assuncao), Kamiński (78. Zawadzki), Uliczny, Pigiel – Zuber (89. Łącki), Remeniuk – Maj (65. Falbierski). Trener Wojciech SZACOŃ.

RAKÓW: Trelowski – Mosór, Racovitan, Svarnas – Ilenić (55. Makuch), Bulat, Repka, Silva (8. Amorim; 81. Ameyaw) – Pieńko, Lopez (81. Rocha) – Brunes (81. Mircetić). Trener Łukasz OCIMEK.

Sędziował Paweł Malec (Łódź). Widzów 2800. Żółte kartki: Remeniuk, Rozmus, Kamiński, Orzechowski, Zbozień – Ilenić, Racovitan, Pieńko.


1/4 FINAŁU PUCHARU POLSKI

◾ GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1, karne 4-2
Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka 1:1, karne 5-4
Lech Poznań – Górnik Zabrze 0:1
Avia Świdnik – Raków Częstochowa 1:2 po dogrywce
Losowanie par półfinałowych dziś o godz. 12.00.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się