Autostrada do „piekła”

Piłkarze GKS-u Jastrzębie zrobili kolejny krok w stronę... 3. ligi!

Jakub Iskra i jego koledzy zagrali bardzo słabo z Hutnikiem, więc nic dziwnego, że wracali do domu z pustymi rękami. Fot. gksjastrzebie.com

Przed niedzielną potyczką w Krakowie jastrzębianie tracili do gospodarzy aż 10 punktów, chociaż w pierwszym meczu obecnego sezonu rozbili ich na własnym stadionie 5:0. To jednak było dawno temu i - jak mówi przysłowie - nieprawda. Na domiar złego trenerzy GKS-u Patryk Szymik i Mateusz Wrana na ławce rezerwowych mieli do dyspozycji tylko sześciu zawodników. W tej grupie byli bramkarz Wiktor Rusin, obrońcy Michał Walczak i Konrad Kargul-Grobla, pomocnicy Farid Ali i Krystian Mucha oraz napastnik Szymon Matysek. Po zakończeniu spotkania przewaga Hutnika nad drużyną z Harcerskiej wzrosła do 13 „oczek”, zaś jastrzębianie zrobili kolejny krok w stronę 3. ligi. Jeżeli w najbliższą sobotę nie wygrają u siebie z „czerwoną latarnią” tabeli, czyli Olimpią Elbląg, to strach się bać...

Podopieczni trenera Macieja Musiała od pierwszego gwizdka arbitra z Kluczborka Szymona Łężnego ruszyli do huraganowego ataku. W 5 min bliski szczęścia był Maciej Urbańczyk, jednak po jego strzale głową piłka odbiła się od poprzeczki. Ale im dalej w las, tym piłkarze Hutnika mieli większe problemy, zaś w końcówce premierowej odsłony to goście przejęli inicjatywę i coraz śmielej atakowali. - Mieliśmy przewagę, stworzyliśmy kilka sytuacji - powiedział po zakończeniu pierwszej połowy obrońca Hutnika, Filip Jania. - Wydaje mi się, że musimy dłużej utrzymywać się przy piłce, jeszcze na połowie przeciwnika i szukać okazji do zdobycia bramki.

W przerwie szkoleniowcy obu zespołów nie zdecydowali się na dokonanie roszad w składach. Jako pierwszy na zmianę zdecydował się trener Musiał. W 62 min wpuścił na boisko Mateusza Sowińskiego, a 3 minuty później 23-letni napastnik wpisał się na listę strzelców. Po dośrodkowaniu Urbańczyka piłkę zgrał Patrik Miszak, a Sowiński uderzeniem z kilkunastu metrów zmusił do kapitulacji Jakuba Trojanowskiego. Goście w całym meczu nie stworzyli żadnej dogodnej okazji, więc w takiej sytuacji trudno nawet marzyć o remisie, nie wspominając o wygranej. Kryzys drużyny z Jastrzębia Zdroju trwa w najlepsze i widać jak na dłoni, że nikt - ani trenerzy, ani wszechwiedzący dyrektor sportowy - nie potrafi go opanować.

Bogdan Nather