Autostrada do „piekła”
Piłkarze GKS-u Jastrzębie zrobili kolejny krok w stronę... 3. ligi!
Jakub Iskra i jego koledzy zagrali bardzo słabo z Hutnikiem, więc nic dziwnego, że wracali do domu z pustymi rękami. Fot. gksjastrzebie.com
Podopieczni trenera Macieja Musiała od pierwszego gwizdka arbitra z Kluczborka Szymona Łężnego ruszyli do huraganowego ataku. W 5 min bliski szczęścia był Maciej Urbańczyk, jednak po jego strzale głową piłka odbiła się od poprzeczki. Ale im dalej w las, tym piłkarze Hutnika mieli większe problemy, zaś w końcówce premierowej odsłony to goście przejęli inicjatywę i coraz śmielej atakowali. - Mieliśmy przewagę, stworzyliśmy kilka sytuacji - powiedział po zakończeniu pierwszej połowy obrońca Hutnika, Filip Jania. - Wydaje mi się, że musimy dłużej utrzymywać się przy piłce, jeszcze na połowie przeciwnika i szukać okazji do zdobycia bramki.
W przerwie szkoleniowcy obu zespołów nie zdecydowali się na dokonanie roszad w składach. Jako pierwszy na zmianę zdecydował się trener Musiał. W 62 min wpuścił na boisko Mateusza Sowińskiego, a 3 minuty później 23-letni napastnik wpisał się na listę strzelców. Po dośrodkowaniu Urbańczyka piłkę zgrał Patrik Miszak, a Sowiński uderzeniem z kilkunastu metrów zmusił do kapitulacji Jakuba Trojanowskiego. Goście w całym meczu nie stworzyli żadnej dogodnej okazji, więc w takiej sytuacji trudno nawet marzyć o remisie, nie wspominając o wygranej. Kryzys drużyny z Jastrzębia Zdroju trwa w najlepsze i widać jak na dłoni, że nikt - ani trenerzy, ani wszechwiedzący dyrektor sportowy - nie potrafi go opanować.
Bogdan Nather
