Automatyzmy, roszady, sprawdziany...
Choć w meczu z Ukrainą w polskich barwach zagrało czterech debiutantów, gole zespół Jana Urbana stracił, gdy na boisku nie było żadnego z nich.
Po dobrym sezonie na zapleczu Bundesligi szansę gry w reprezentacji otrzymał Mateusz Żukowski (z lewej). Fot. PAP/Maciej Kulczyński
REPREZENTACJA POLSKI
Porażka Polski z Ukrainą była ciężkostrawna. Był to co prawda mecz towarzyski, po sezonie, gdy zawodnicy już myślą o urlopach. Braliśmy więc poprawkę na to, że nie będą w najlepszej dyspozycji. Mimo wszystko polscy kibice w niezłej frekwencji pojawili się na stadionie we Wrocławiu. Chcieli zmotywować piłkarzy, żeby jeszcze przed wylotem do ciepłych krajów pokazali kawał dobrego futbolu. Ci, którzy chcieli zobaczyć zwycięską reprezentację Polski, po prostu zawiedli się. Była to drużyna, która miała jedynie przebłyski. Teraz możemy gdybać, co by się stało, gdyby Oskar Pietuszewski wykorzystał sytuację sam na sam. Co by było, gdyby Robert Lewandowski nie zahamował kontry, tylko podał w tempo. Natomiast fakty są takie, że Biało-czerwoni przegrali 0:2, grając po prostu słabo, nie prezentując nic fantastycznego.
Osłabiona Ukraina
A warto podkreślić, że był to mecz z Ukrainą, która jest świeżo po zmianie selekcjonera. Dla Andrei Maldery był to pierwszy mecz w karierze w roli pierwszego trenera, a umowę z ukraińską federacją podpisał niecałe dwa tygodnie przed potyczką. Był to mecz z Ukrainą osłabioną, bez Ołeksandra Zinczenki (kontuzja), Juchyma Konopli (kontuzja), Ilji Zabarnego (poza kadrą meczową). Był to mecz, w którym gola zdobył Andrij Jarmołenko, 36-latek, który w barwach narodowych do siatki trafił po niemal trzyletniej przerwie. Polska nie grała więc przeciwko najlepszej Ukrainie z możliwych. Mimo wszystko to rywal zagrał znacznie lepiej.
Automatyzmy
Dlatego trudno zrozumieć tłumaczenie porażki tym, że w Polsce zagrało sporo debiutantów, że było sporo zmian. – Było dużo roszad w składzie i nie było automatyzmów. Wielu zawodników grało jednak ze sobą pierwszy raz. Po to trener Urban ma te dwa mecze towarzyskie (drugi w środę z Nigerią – przyp. aut.), żeby sprawdzić zawodników – przekazał Jakub Kamiński.
Jasne, to stwierdzenie jest prawdziwe. Ale przecież to samo mogli powiedzieć Ukraińcy, którzy w pierwszym składzie mieli debiutującego Ołeksandra Romanczuka, który na dodatek zagrał na prawej obronie, choć jest środkowym defensorem. Ponadto drugi mecz w reprezentacji w obronie rozegrał Eduard Sarapij, a Niebiesko-żółci nie mieli takich problemów w defensywie jak Polacy.
Błędy doświadczonych
Poza tym trzeba podkreślić jedną ważną rzecz – gdy Polska traciła dwie bramki, na placu gry nie było żadnego debiutanta! Ci pojawili się dopiero po zmianie stron, więc zadanie mieli utrudnione, bo musieli gonić wynik. Oczywiście łatwiej byłoby przełknąć porażkę, gdyby przy bramce Jarmołenki na 0:2 rozjechała się defensywa z Oskarem Wójcikiem i Kacprem Potulskim. Problem w tym, że wtedy na boisku byli Przemysław Wiśniewski, Tomasz Kędziora i Jakub Kiwior, czyli ci, którzy do roli reprezentantów Polski raczej już przywykli. Łatwiej byłoby zrozumieć utratę w środku pola przy trafieniu na 0:1 Romana Jaremczuka, gdyby błąd popełnił Norbert Wojtuszek albo Mateusz Żukowski. Futbolówkę stracił jednak doświadczony na arenie międzynarodowej piłkarz Udinese Jakub Piotrowski, 14-krotny reprezentant Polski.
Spełnione marzenia
Ci bardziej doświadczeni nie stworzyli więc najbardziej komfortowych warunków do pracy dla debiutantów. Wymienieni wyżej Żukowski, Wojtuszek, Wójcik i Potulski weszli na boisko w drugiej połowie, gdy mecz właściwie był już „martwy”. Nie pokazali nic szczególnego, niczego też nie zepsuli. Najlepiej wyglądał Wojtuszek, choć to mogło być jedynie złudzenie wynikające z tego, że często był przy piłce. Pozostała im jedynie delikatna, stłumiona radość z rozegrania pierwszego meczu w reprezentacji.
– Gra z orłem na piersi jest dumą. Moim marzeniem było zagranie w reprezentacji. Chcę więcej i będę dążył do tego, żeby nie był to mój pierwszy i ostatni mecz w kadrze – powiedział w TVP Sport Mateusz Żukowski, drugi najlepszy strzelec na zapleczu Bundesligi. – Przed meczem zastanawiałem się, jakie to będzie uczucie, gdy wyjdę na boisko. Okazało się, że było przede wszystkim dużo spokoju, aż byłem w szoku. Nie odczuwałem stresu. Cieszy debiut, bo to marzenie każdego dzieciaka. Szkoda jednak wyniku, bo choć to tylko sparing, zawsze chce się wygrywać – stwierdził Oskar Wójcik.
Poważny sparing
Mecz był naprawdę słaby. Kilka dni wcześniej na stadionie we Wrocławiu odbyło się pokazowe starcie Polska – Reszta Świata, w którym grali głównie emerytowani zawodnicy. Różnica pomiędzy tymi meczami nie była szczególnie duża. Podobne były tempo gry i umiejętności zawodników. I polscy piłkarze też mogli potraktować mecz z Ukrainą jako pokazowe, nic nieznaczące spotkanie. Problem w tym, że chyba podeszli do tej rywalizacji poważnie (co musi nas smucić).
Po meczu, zamiast spędzić chwilę na murawie, podziękować ładnie kibicom za przyjście na stadion (w końcu po raz pierwszy od czterech lat odbywał się mecz reprezentacji we Wrocławiu!), błyskawicznie uciekli do szatni. Po spotkaniu nie każdy był chętny na rozmowy z mediami. Zamiast rozluźnić atmosferę, pokazać – przynajmniej słowami – że był to tylko sparing i że nie ma się czym przejmować, Przemysław Wiśniewski (choć nie tylko on) postanowił nadąsany przejść za ścianką reklamową, a nie przed nią, unikając kontaktu z dziennikarzami.
Czy nadchodzący mecz z Nigerią będzie lepszy? Pozostaje nadzieja.
Kacper Janoszka
